Każdy dodatkowy gigawat mocy z wiatraków na lądzie oznacza rachunki niższe o 10 złotych na megawatogodzinie. Gdyby nie rozwój odnawialnych źródeł energii, systemowo płacilibyśmy dziś za prąd jeszcze więcej – mówi w studiu Bankier.pl minister energii Miłosz Motyka. Transformacja energetyczna, dekarbonizacja i wpływ biznesu na środowisko to dziś kluczowe tematy dla polskiej gospodarki. Wychodząc naprzeciw tym wyzwaniom, uruchamiamy nowy format wideo. W premierowym odcinku wideocastu sprawdzamy, co dalej z cenami prądu, polskim atomem i wiatrakami na lądzie.


„Z prądem” i „Pod prąd” to nowy format wideocastów, który pojawia się na Bankier.pl. Program w całości poświęcony jest bieżącym „zielonym” tematom – szeroko pojętej energetyce, dekarbonizacji, gospodarce obiegu zamkniętego oraz wszelkim innym kwestiom, w których wyraźnie widać styk i oddziaływanie biznesu na klimat i środowisko naturalne.
Wśród naszych rozmówców znajdą się decydenci polityczni, szefowie kluczowych firm, a także czołowi eksperci i naukowcy. Format prowadzony jest przez dwójkę dziennikarzy. W cyklu „Pod prąd” Michał Niewiadomski weźmie pod lupę energetykę i procesy dekarbonizacyjne. Z kolei w cyklu „Z prądem” Kinga Jurga poruszy z gośćmi m.in. tematykę gospodarki odpadami, zielonego transportu i ochrony przyrody.
Gościem premierowego wydania cyklu „Pod prąd” jest Miłosz Motyka, minister energii, z którym Michał Niewiadomski rozmawia o największych wyzwaniach stojących przed polskim systemem elektroenergetycznym.
Przyszły rok bez radykalnych podwyżek cen energii
Kluczowy dla wszystkich jest oczywiście temat rachunków za prąd – tak dla odbiorców końcowych, jak i dla przemysłu. Zapytany o perspektywy, minister Miłosz Motyka uspokaja, choć nie ukrywa, że sytuacji geopolitycznej nie da się przeskoczyć.
– Bez kryzysu mogliśmy odejść od mrożenia stawek i dopłacania pięciu miliardów złotych do cen prądu, które systemowo powinny być po prostu niższe. To była trajektoria zakładana również przez rynek. Niestety wojna na Bliskim Wschodzie wiele zmieniła i obecnie zawierane kontrakty bywają po prostu droższe – tłumaczy minister w studiu Bankier.pl.
Zaznacza jednak, że nie spodziewa się w przyszłym roku radykalnego wzrostu kosztów energii z uwagi na fakt, że nie jesteśmy aż tak mocno uzależnieni od gazu jak niektóre systemy energetyczne na Zachodzie.
Ulgę dla przemysłu mają przynieść m.in. preferencje w nowym rozporządzeniu taryfowym, szacowane na 0,5 mld zł rocznie, oraz program wsparcia dla przedsiębiorstw energochłonnych wyceniany na ponad miliard złotych.

Systemową obniżkę cen w dłuższej perspektywie ma jednak zagwarantować zielona transformacja.
– Często mierzymy się z zarzutem, że transformacja miała pchnąć nas w stronę niższych cen prądu, a tak się nie dzieje. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie OZE, byłoby jeszcze drożej. Im więcej odnawialnych źródeł energii i magazynów w systemie, tym będzie taniej – podkreśla Motyka, wskazując, że owoce dzisiejszych decyzji inwestycyjnych poznamy w pełni w nadchodzących latach.
Każdy gigawat mocy z wiatru to niższe rachunki
Kluczowym elementem transformacji, który zastąpi w przyszłości bloki na węgiel brunatny, jest energetyka wiatrowa. Z Bałtyku w ramach fazy rozruchowej pierwszej farmy, czyli Baltic Power, zaczyna już płynąć prąd. Do końca roku w systemie ma pojawić się blisko 1 GW mocy z offshore'u, a pierwsza faza tej wielkiej inwestycji zakłada łącznie niemal 6 GW.
Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja wiatraków na lądzie (onshore), które produkują energię taniej niż te na morzu, ale ich rozwój nad Wisłą jest wciąż mocno utrudniony ze względów politycznych i legislacyjnych.
– W przypadku zasady 10H (określającej minimalne limity odległości wiatraków od zabudowań – red.) niewiele da się obecnie zrobić. Prezydent będzie blokował tę zmianę do końca świata i o jeden dzień dłużej. Wynika to z faktu, że po prostu nie rozumie potrzeby obecności taniego prądu w systemie – przyznaje bez ogródek Miłosz Motyka.
– Dokładnie to policzyliśmy. Każdy dodatkowy gigawat mocy z wiatraków na lądzie oznacza rachunki niższe o 10 złotych na każdej megawatogodzinie. Gdyby restrykcyjna zasada 10H została zniesiona wcześniej, w ciągu ostatnich kilku lat zyskalibyśmy w systemie pewnie z pięć gigawatów więcej. Łatwo policzyć, o ile spadłyby rachunki Polaków. Mielibyśmy przy tym mniejszy import i spalalibyśmy znacznie mniej węgla – zaznacza minister.
Resort stara się ratować sytuację na poziomie rozporządzeń, przyspieszania wydawania decyzji środowiskowych czy ułatwień dla tzw. repoweringu, czyli instalacji nowych, dużo wydajniejszych turbin na starych masztach.
Przyszłość fotowoltaiki połączona z magazynami energii
W tej sytuacji ciężar transformacji wzięła na siebie polska fotowoltaika, bijąc w ostatnich latach europejskie rekordy przyrostu mocy. Potężna nadpodaż energii w słoneczne dni doprowadziła jednak do przeciążeń przestarzałych sieci i konieczności tzw. redysponowania, czyli odgórnego wyłączania generacji z OZE.
Odpowiedzią na te bolączki są magazyny energii oraz popularyzacja taryf dynamicznych, które promują zużycie prądu wtedy, gdy jest on najtańszy i najszerzej dostępny. Jak zauważa gość programu, opłacalność instalacji samej fotowoltaiki bez magazynu będzie sukcesywnie spadać. Rząd planuje m.in. intensyfikację programów z NFOŚiGW, by do końca kadencji powstało co najmniej 200 tysięcy nowych magazynów przydomowych. Ministerstwo stawia jednak także na wielkoskalowe inwestycje – w tym powrót do idei potężnych elektrowni szczytowo-pompowych, jak np. planowany projekt Rożnów 2 grupy Tauron, które według Motyki wciąż charakteryzują się dużo wyższą wydajnością niż klasyczne wielkie magazyny bateryjne.
Europa podjęła złe decyzje, zamykając rafinerie
Istotnym wątkiem rozmowy jest bezpieczeństwo surowcowe w cieniu wojny. Minister przyznaje, że eskalacja konfliktu i ataki na szlaki handlowe obnażyły słabości europejskiego rynku paliw płynnych.
– Problemem nie jest brak surowca na rynku, lecz brak miejsc, w których można by go przetworzyć na benzynę i diesla. W wyniku ataków uszkodzono potężne rafinerie na Bliskim Wschodzie, przez co gotowego produktu jest w obiegu znacznie mniej – analizuje minister energii.
Zauważa, że polityka zamykania europejskich rafinerii – zlikwidowano ich ponad 30 w ciągu 15 lat – uzależniła Stary Kontynent od importu gotowych paliw.
Minister odnosi się także do skokowych podwyżek cen peletu. To efekt kumulacji niekorzystnych czynników: odcięcia importu taniego drewna z Białorusi, drastycznego spadku dostaw z ogarniętej wojną Ukrainy, braku zwiększenia pozyskania drewna z Lasów Państwowych, a jednocześnie – wzrostu liczby pieców na pelet w Polsce o 20 procent w zaledwie trzy lata. Receptą ma być obecnie szukanie droższych, ale stabilniejszych kierunków importu z Azji i USA oraz rozmowy z polskimi leśnikami.
Atom powstanie na czas
Pytany o harmonogram prac nad polską elektrownią jądrową w lokalizacji Choczewo w technologii amerykańskiej, Miłosz Motyka ucina medialne spekulacje o opóźnieniach pierwszego bloku. – Cały czas trzymamy się 2036 roku. To nie jest nasze widzimisię, tylko wiążąca deklaracja inwestora – zapewnia.
Przed rządem wciąż stoi za to decyzja o wyborze partnera dla drugiej lokalizacji. O kontrakt rywalizują Amerykanie, Kanadyjczycy i Francuzi.
– Wybór partnera zależy od kilku czynników, z których najważniejsze bezpośrednio przełożą się na odbiorcę końcowego. Po pierwsze: cena. Po drugie: polski wkład. Skoro wydajemy na to miliardy, powinny one w istotnej mierze zasilać krajowy biznes. Trzecią kwestią jest solidne zaangażowanie kapitałowe samego partnera – wylicza minister energii. Dodaje, że uzupełnieniem bazy wielkoskalowej mają być też małe reaktory modułowe (SMR), a gwałtowne zapotrzebowanie na energię z atomu wymuszają m.in. planowane w Polsce inwestycje w data center.
System ETS? Rozmowy idą w dobrym kierunku
Pytany o kwestię systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS), minister ocenia, że negocjacje w Parlamencie Europejskim zmierzają w dobrą stronę. – Rozmowy idą w kierunku zahamowania tempa redukcji uprawnień. Mówiąc wprost: dążymy do utrzymania większej puli w systemie, co docelowo przełoży się na niższe ceny dla biznesu – wskazuje.
Rozwiewa też wizję, wedle której Ukraina po odbudowaniu infrastruktury miałaby eksportować do Polski nadwyżki taniego prądu. – Uważam, że znacznie bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym to my będziemy musieli dostarczać energię Ukrainie. Tam również będzie postępował proces elektryfikacji gospodarki, a ich system wytwórczy jest wciąż systematycznie niszczony – wskazuje.
W zamykającym program cyklu krótkich pytań, Miłosz Motyka za swój największy dotychczasowy sukces w roli ministra uznaje przeprocedowanie ustawy sieciowej. Z kolei za porażkę – niemożność pełnego odblokowania energetyki wiatrowej na lądzie. Na pytanie, co zaskoczyło go najbardziej, odpowiada krótko: fakt, że „partyjna polityka potrafi tak mocno ograniczyć niektórych w poparciu obiektywnie dobrych decyzji”.
Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy w materiale wideo załączonym powyżej. Na kolejny odcinek wideocastu zapraszamy natomiast już za tydzień.























































