Polska, wspólnie z Węgrami, Cyprem, Rumunią, Czechami, Bułgarią, Litwą i Słowacją, od dwóch lat stara się wymusić na KE, by ta przy ustalaniu wskaźników uwzględniała specyfikę paliwową danego kraju. Nie ma co ukrywać, Polska energetyka stoi na węglu, a ten podczas spalania uwalnia do atmosfery olbrzymie ilości dwutlenku węgla. Jeżeli limity będą proporcjonalne np. do wielkości kraju i zaludnienia, to Polska będzie musiała kupować niewykorzystane limity np. od Holandii. Dla konsumentów oznacza to m.in. podwyżkę cen prądu.
Proekologiczna postawa KE to nie tylko nowa moda, której uległa większość państw świata. Dla takich państw jak Francja czy Belgia, wprowadzenie ścisłych limitów może być bardzo korzystne. Ich sektor energetyczny praktycznie jest wolny od emisji dwutlenku węgla, a przemysł powinien zmieścić się w przyznanych limitach. Polska, która je przekroczy, zmuszona będzie zapłacić. Oczywiście, koszty poniosą przedsiębiorcy w postaci wyższych cen za energię, podatków itp.
Pieniądze wydawane będą na zintensyfikowanie działań na rzecz ochrony środowiska itp. Zatem nie wiadomo, na co dokładnie. Abstrahując od tego, warto zwrócić uwagę na dziwny paradoks – państwa, które w dużej mierze przyczyniły się do dewastacji środowiska, teraz staną się beneficjentem tych, których nie będzie stać na wprowadzenie nowych proekologicznych technologii.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@firma.bankier.pl
Zobacz też:
» Jak wybrać prezent dla najbliższych?
» Ograniczenie rocznej podstawy wymiaru składek
» Załóż sklep internetowy w zaledwie 30 sekund!
» Jak wybrać prezent dla najbliższych?
» Ograniczenie rocznej podstawy wymiaru składek
» Załóż sklep internetowy w zaledwie 30 sekund!




























































