Przypomnijmy - polisolokaty to nic więcej, jak tylko lokaty z etykietą ubezpieczenia na życie, dzięki czemu osiągane zyski zwolnione są z tzw. podatku Belki, czyli podatku od dochodów kapitałowych. Tego typu produkty są atrakcyjne dla klientów także z innego powodu - w razie śmierci ubezpieczonego, uposażony dostanie środki finansowe z pominięciem postępowania spadkowego.
To, co atrakcyjne dla klienta, a nawet dla banku, nie okazało się atrakcyjne dla ubezpieczycieli. Choć polisolokaty zaskarbiły sobie serca Polaków i sprzedawały się naprawdę nieźle, towarzystwa ubezpieczeniowe stopniowo zaczęły rezygnować z ich dystrybucji. Rolą ubezpieczyciela w tej kooperacji było tylko zapewnienie ochrony, niejako dla formalności, by uczynić typowe produkty oszczędnościowe bardziej atrakcyjnymi. Ryzyko, jakie ponosi w tej sytuacji ubezpieczyciel często okazuje się niewspółmierne do osiąganych przez niego zysków, stąd rezygnacja ze sprzedaży polisolokat ze strony takich firm, jak Benefia, PZU Życie czy Aviva. Decyzje te odbiły się negatywnie na wynikach finansowych spółek, zaniżając poziom sprzedaży produktów życiowych. Nic jednak nie wskazuje, by w najbliższym czasie zalała nas nowa fala polisolokat.
Malwina Wrotniak
Bankier.pl

























































