Wczoraj rynek drugi raz rzędu nie był w stanie sforsować coraz istotniejszej bariery w postaci poziomu 1.100 punktów na indeksie S&P500. Tegoroczne maksimum obroniło się w październiku i dzielnie trzyma się także w listopadzie. Wśród komentatorów coraz częściej słychać głosy, że rynek potrzebuje „nowych impulsów”, by przebić się wyżej.
Jednak jak na razie nie widać żadnego nowego czynnika, który uzasadniałby dalsze wzrosty. Od marca inwestorzy zapewne zdążyli już zdyskontować zakończenie kryzysu finansowego (lub może dopiero jego pierwszej odsłony), recesję typu V (zakładającej dynamiczne ożywienie gospodarcze) oraz skokową poprawę wyników przedsiębiorstw (w trzecim kwartale zyski wciąż spadały).
Tymczasem na rynku coraz głośniej jest o upadających regionalnych bankach oraz narastających kłopotach na rynku nieruchomości komercyjnych. Dzisiejszy „Wall Street Journall” pisze, że kupnem aktywów bankrutujących instytucji są zainteresowani tacy gracze jak Goldman Sachs czy Deutsche Bank, co z jednej strony jest dobrą informacją, lecz z drugiej sugeruje wzrost liczby plajtujących banków.
Kolejnym problemem jest narastający dług publiczny i pęczniejący deficyt rządu federalnego. Tylko w październiku w budżecie centralnym zabrakło 176,4 mld $, czyli o 20 mld $ więcej niż przed rokiem i o 11 mld $ więcej od prognoz ekonomistów. W związku z tym administracja prezydenta Obamy przesłała do Kongresu nowelizację budżetu zakładającą podwyższenie górnego limitu długu publicznego o przynajmniej bilion dolarów (obecnie: 12,1 bln $) – taką nieoficjalną jeszcze informację podała agencja Bloomberga.
Ale dziś uwaga rynku powinna skoncentrować się na danych z Uniwersytetu Michigan. Wall Street oczekuje, że listopadowy indeks nastrojów konsumentów wzrósł z 70,6 do 71,8 pkt. Tyle że nie wiadomo, z czego Amerykanie mieliby się cieszyć. Bezrobocie właśnie przekroczyło 10%, średni czas pracy jest najniższy od pół wieku, a benzyna systematycznie drożeje. W takich warunkach obstawianie poprawy nastrojów konsumenckich wydaje się trącić przesadnym optymizmem.
K.K.































































