Nie ma wiecznych sojuszy. Są tylko wieczne interesy - Brytyjczycy od wieków kierują się tą maksymą. Polska jest członkiem NATO już od 15 lat. Traktat Północnoatlantycki ma być naszym gwarantem bezpieczeństwa. Ale czy jest nim na pewno?
NATO to organizacja polityczno-wojskowa, która powstała w 1949 roku. Celem jej utworzenia było stworzenie przeciwwagi dla potęgi Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i jego państw satelickich, do których nieszczęśliwie należała także Polska.
Po kilkuletnich przygotowaniach i długich negocjacjach 15 lat temu w atmosferze euforii zostaliśmy członkiem organizacji, która jeszcze kilka lat wcześniej w zasadzie była naszym śmiertelnym wrogiem. Może nie tyle obywateli, co władz państwa, które nimi kierowało. 12 marca 1999 roku zapanowało przeświadczenie, że przystępując do NATO stajemy się bezpieczni - armia zrestrukturyzuje się, a wzajemne sojusze z takimi państwami jak Włochy, Niemcy, Wielka Brytania i USA sprawią, że już nigdy nie staniemy się ofiarami konfliktu podobnego do II wojny światowej.
Członkostwo w NATO nam służy?

Specjaliści twierdzą, że członkostwo w NATO dobrze nam służy. Armia restrukturyzuje się cały czas - kupujemy nowoczesny sprzęt oraz bierzemy udział w zagranicznych misjach, dzięki czemu wcześniej skoszarowane wojsko nabywa doświadczenia.
Ministerstwo Obrony Narodowej przekonuje, że dzięki wejściu Polski do NATO siły zbrojne uległy modernizacji praktycznie pod każdym względem - zwiększyły się kompetencje kadry, wzrósł udział kobiet w armii, zmienił się system szkolenia, zacieśniła się współpraca polskich sił zbrojnych z armiami sojuszniczym oraz poprawiła jakość sprzętu i uzbrojenia m.in. w lotnictwie. Naturalnie z każdym z tych punktów można by polemizować, np. kwestie zakupu F-16 czy odgórne naciski na zwiększenie liczebności kobiet w wojsku wciąż wzbudzają kontrowersje.
| »Sejm uczcił uchwałą 15. rocznicę członkostwa Polski w NATO |
Roczne wydatki Sojuszu to koszt ok. 2 mld euro i zależny jest m.in. od misji, w których aktualnie uczestniczą kraje NATO. Polska jest beneficjentem Programu Inwestycji NATO w Dziedzinie Bezpieczeństwa (NSIP). W latach 1999-2013 środki z budżetu NSIP zainwestowane w naszym kraju wyniosły około 1,4 mld zł. Członkostwo w NATO kosztuje nas ok. 50 mln euro rocznie. Państwa Sojuszu muszą dokładać się na utrzymanie Kwatery Głównej, jednostek cywilnych, itd.
Od czasu naszego przystąpienia do NATO wzięliśmy udział w 15 misjach, m.in. w Kosowie, Afganistanie i Iraku, w których uczestniczyło kilkanaście tysięcy polskich żołnierzy. Dzięki misjom zagranicznym zdobyliśmy zaufanie naszych sojuszników. Okazało się, że polska armia jest gotowa do udziału w misjach militarnych w krajach oddalonych o pół świata od nas. Otwartym pozostaje pytanie, czy nasi sojusznicy zrobiliby dla nas to samo? Zwłaszcza w kontekście zagrożenia rosyjskiego.
Czy NATO nam pomoże?
Siły Zbrojne RP liczą 120 tysięcy żołnierzy. Mamy ponad tysiąc czołgów, trzy tysiące pojazdów pancernych i prawie 500 samolotów. Ważniejsza jest jednak jakość sprzętu, która dalej pozostawia wiele do życzenia, np. marynarka wojenna naszego kraju mogłaby stawić czoła co najwyżej czeskiej.
Istnieją poważne głosy, że zdolność Polski do obrony przed agresją jest raczej znikoma. W efekcie likwidacji obowiązkowego poboru do wojska wielu mężczyzn nigdy nie widziało i nie dotykało broni i w razie powołania ich wartość bojowa byłaby mizerna, a na szkolenie nie byłoby czasu. Od czasu zaostrzenia konfliktu na linii Ukraina-Rosja pojawiają się różnego typu zestawienia - z jednego wynika, że jesteśmy 18. armią świata, prawie mocarstwem. Z drugiego, że nasza armia obecnie statystycznie wypada gorzej niż wojska Rzeczypospolitej z okresu rozbiorów.
Lepsze NATO niż nic
Po tylu latach członkostwa w NATO, Polska stała się zaufanym partnerem. W razie najmniejszego zagrożenia mamy procedury, które automatycznie nakazują innym członkom udzielenie nam prawie natychmiastowej pomocy. Brzmi dobrze. Ale to tylko papierowe deklaracje. Może nie licząc Węgrów, to reszcie raczej trudno zaufać.
Niestety historia naszego kraju pokazuje, że Polska ma pecha do sojuszników, którzy albo są opieszali albo niewdzięczni. Członkostwo w NATO przynosi nam wiele korzyści i nie ma absolutnie mowy o tym, by rezygnować z tej współpracy. Lepiej jednak nie liczyć przesadnie na przyjaciół, którzy są daleko, bo "automatyczne procedury" łatwo powstrzymać jednym słowem, gdy w interesie politycznym naszych sojuszników nie będzie miejsca dla Polski. Dlatego głęboko weźmy sobie do serca maksymę - "chcesz pokoju, to szykuj się do wojny" i nie zaniedbujmy swojej armii.
Łukasz Piechowiak,Główny ekonomista Bankier.pl






















































