foto: ingimage
Zwycięstwo Francoisa Hollande'a nad Nicolasem Sarkozym oznacza zwrot Francji w kierunku socjalistycznych rozwiązań. Podczas kampanii Hollande zapowiadał między innymi obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat oraz podniesienie podatków dla najbogatszych. Takie działania, kiedy bezrobocie jest najwyższe od lat dziewięćdziesiątych, raczej nie poprawią położenia poszukujących pracy. Takie rozwiązania nie pobudzą wzrostu produktu krajowego brutto, mimo że Hollande stawiał sobie za cel ożywienie gospodarki.
Koniec paktu fiskalnego?
Nowy prezydent Francji był ostrym krytykiem pakietu fiskalnego, który miał narzucić dyscyplinę finansową krajom Unii Europejskiej, aby w przyszłości uniknąć zagrożenia bankructw państw. Stanowisko Hollande'a jest całkowicie rozbieżne z pomysłami Angeli Merkel, która stawiała sobie za cel zmuszenie krajów europejskich do ograniczenia wydatków.
Zobacz też: Francuzi wybrali "nową nadzieję dla świata"
Zwycięstwo Hollande'a oznacza ochłodzenie relacji między Berlinem a Paryżem. Tym samym walka z kryzysem fiskalnym może nabrać innego charakteru, gdyż zamiast bolesnej redukcji deficytów Francja będzie naciskać na tradycyjne rozwiązania stosowane nad Sekwaną, czyli rozwiązanie problemu zadłużenia poprzez inflację. Zgodnie z planami Hollande'a Europejski Bank Centralny ma otrzymać zadanie pobudzania wzrostu gospodarczego oraz finansowania długu publicznego.
Jednocześnie pozycję Angeli Merkel osłabia w dodatku dotkliwa porażka w wyborach lokalnych w landzie Szlezwik-Holsztyn, gdzie CDU uzyskała najgorszy wynik od ponad pół wieku.
Grecki kocioł
Sytuacja w Grecji jest mocno złożona. Partie Nowa Demokracja i PASOK, które dawały nadzieję na kontynuowanie reform, jednak nie zdołały uzyskać wystarczającej liczby mandatów. Stronnictwa uzyskały jedynie 149 mandatów w 300 osobowym parlamencie, co oznacza konieczność znalezienia sojusznika. Wybór będzie jednak dosyć trudny, gdyż do parlamentu weszło wiele drobnych partii ze skrajnej lewicy i prawicy.
Zobacz też: Koniec reform w Grecji?
Grecja tradycyjnie budzi negatywne emocje. Scenariusz, w którym Ateny rezygnują z członkostwa w strefie euro, jest mało prawdopodobny, lecz taka możliwość istnieje, gdyż do parlamentu dostały się partie zapowiadające taki krok. Tymczasem Grecja bez pomocy od krajów Unii Europejskiej nie będzie mogła funkcjonować, co oznacza konieczność podporządkowania się reformom narzucanym z zewnątrz. Stopień złożoności sytuacji sprawia, że Grecja dostarczy w najbliższym czasie wielu emocji.
Politycy idą na skróty
Kryzys targający europejskimi gospodarkami nie jest wynikiem oszczędności, które Niemcy we współpracy z Francją próbowały narzucić pozostałym państwom. Trudności przeżywane obecnie wynikają z nadmiernych deficytów z przeszłości, kiedy europejskie społeczeństwa beztrosko żyły dzięki taniemu kredytowi.
Zobacz też: Czy już czas na nowy duet Merklande?
Zestawienie dzisiejszej recesji z trwającymi właśnie programami naprawy finansów publicznych tworzy błędne wrażenie, że ograniczenie wydatków odpowiada za obecne załamanie gospodarcze.
Politycy opowiadający się za uzdrowieniem finansów nie zdołali jednak jasno przekazać takiego komunikatu. Ponadto trudno namawiać do wyrzeczeń i oszczędności społeczeństwa, które zmagają się z bezrobociem najwyższym od wielu lat.
Jednocześnie politycy lewicowi jak zwykle oferują proste rozwiązania, zapowiadając wzrost zatrudnienia, szybki wzrost gospodarki i opodatkowanie najbogatszych, bez konieczności żadnych wyrzeczeń. Prawdziwą miarą sukcesu politycznego jest jednak przekonanie społeczeństwa do ciężkiej pracy i poświęceń, a nie oferowane iluzji. Europejski elity podobnie jak na początku minionej dekady wybrały drogę na skróty, budując fundamenty pod kolejny kryzys.
Piotr Lonczak


























































