REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Branża motoryzacyjna cierpi z powodu pandemii

2020-04-11 07:30
publikacja
2020-04-11 07:30
Dodaj Bankier.pl w Google

Pandemia niekorzystnie odbija się na branży motoryzacyjnej w kolejnych krajach europejskich - wskazał Polski Instytut Ekonomiczny. Skutki koronawirusa zaczyna odczuwać też polski przemysł motoryzacyjny w związku m.in. z problemami poddostawców części i akcesoriów.

fot. Shutterstock.com /

Jak podkreślili analitycy PIE, branża motoryzacyjna jest szczególnie podatna na zmiany koniunktury gospodarczej, bo w okresie kryzysu popyt na samochody gwałtownie maleje.

"Oprócz czynników popytowych, za obecny kryzys odpowiadają także czynniki podażowe. Silne umiędzynarodowienie tej branży sprawia, że produkcja pojazdów jest wrażliwa na wszelkiego rodzaju zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw" - czytamy w najnowszym wydaniu "Tygodnika Gospodarczego PIE".

Zamknięcie wielu fabryk samochodów w UE i Wielkiej Brytanii dotknęło do końca marca br. co najmniej 1,1 mln osób w nich pracujących z 2,6 mln miejsc pracy bezpośrednio związanych z produkcją pojazdów - wskazało PIE, powołując się na szacunki Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA). W całym unijnym sektorze motoryzacyjnym pracowało 13,8 mln osób; chodzi o zatrudnienie przy produkcji pojazdów oraz w branżach kooperujących.

Wakacje na giełdzie

PIE wskazał, że również polski przemysł motoryzacyjny zaczyna odczuwać skutki pandemii koronawirusa. "Ograniczenia w przemieszczaniu się mieszkańców, oczekiwanie przez konsumentów pogorszenia się ich sytuacji finansowej w najbliższym czasie oraz utrudnienia w zarejestrowaniu nowych pojazdów skutkowały spadkiem sprzedaży samochodów w kraju" - podkreślili analitycy. Ich zdaniem zamykanie fabryk samochodów wskutek spadku zapotrzebowania z zagranicy przyczyniło się do spadku produkcji pojazdów. "Do tego dochodzą coraz większe problemy poddostawców części i akcesoriów motoryzacyjnych, zarówno na potrzeby krajowych zakładów, jak i producentów za granicą" - dodali.

Zdaniem ekspertów problemy te są szczególnie istotne w sytuacji, gdy przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych działów polskiej gospodarki. Jak wynika z obliczeń PIE, na podstawie krajowej tablicy przepływów międzygałęziowych, wraz ze współpracującymi z nim branżami odpowiada on za 3,4 proc. wartości dodanej wytworzonej w Polsce (PKB) oraz zapewnia miejsca pracy dla 0,5 mln osób.

Analitycy zwrócili uwagę, że polska branża motoryzacyjna jest silnie uzależniona od eksportu, a zatem od zagranicznego popytu na samochody oraz części i akcesoria motoryzacyjne. W 2019 r. wartość polskiego eksportu motoryzacyjnego wyniosła 30,2 mld euro (blisko 13 proc. eksportu towarów), z czego 57,2 proc. przypadało na części i akcesoria motoryzacyjne - przypomnieli. Największym odbiorcą wyrobów polskiego przemysłu motoryzacyjnego, a w szczególności części i akcesoriów motoryzacyjnych, są Niemcy, które od ponad trzech lat borykają się z poważnymi problemami w tej branży - dodano.

Przyjmując za portalem AutomotiveSuppliers.pl, że w 2020 r. polski eksport motoryzacyjny zmniejszy się nawet o 1/3, oznaczałoby to dla polskiej gospodarki mniej o 10,6 mld zł wartości dodanej i spadek liczby pracujących o 98 tys. osób – wynika z obliczeń PIE. Zakładając to samo tempo spadku krajowego popytu motoryzacyjnego co popytu zagranicznego, ubytek wartości dodanej wyniósłby dodatkowo 7,5 mld zł, a liczby pracujących – 69 tys. osób.

"Łącznie z tytułu spadku popytu krajowego i zagranicznego powstałoby mniej wartości dodanej o 18,1 mld zł, a pracę straciłoby 167 tys. osób" - wyliczyli analitycy. Oznaczałoby to 1,3 proc. mniej wartości dodanej wytworzonej w całej polskiej gospodarce i 1,1 proc. mniej ogółu zatrudnionych. Eksperci zastrzegli, że szacunki te uwzględniają nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale również działy z nim współpracujące - np. produkcję metali, tworzyw sztucznych, sprzedaż i naprawę samochodów.

Analitycy PIE zwrócili uwagę, że pandemia COVID-19 bardzo niekorzystnie odbija się na branży motoryzacyjnej w kolejnych krajach europejskich. W marcu br. liczba zarejestrowanych nowych aut osobowych np. we Włoszech spadła o 85,4 proc. rdr i wyniosła 28,3 tys. Inne kraje też odnotowały duże spadki.

"Liczba nowych rejestracji we Francji zmniejszyła się w marcu o 72 proc. rdr (zarejestrowano 62,7 tys. nowych aut osobowych), a w Hiszpanii – o 69 proc. rdr" - napisali. Nieco lepiej było w Niemczech i Polsce, "co można wiązać z nieznacznie mniejszym nasileniem epidemii" - wskazali. W marcu br. zarejestrowano w Niemczech 215 tys. samochodów osobowych, o 38 proc. mniej niż rok wcześniej. W Polsce nabywców znalazło blisko 40 tys. nowych samochodów – czyli o 39,9 proc. mniej niż w marcu 2019 r. i 21 proc. mniej niż w lutym br.

Zdaniem PIE pandemia koronawirusa pogłębiła kryzys na europejskim rynku motoryzacyjnym, który już w jej przededniu nie był w najlepszej kondycji. W lutym br. zarejestrowano w UE o 7,4 proc. mniej samochodów osobowych niż rok wcześniej. "W niektórych krajach spadki były dwucyfrowe – w Polsce nowych rejestracji było o 12 proc. mniej, a w Niemczech o 10,8 proc. mniej niż przed rokiem" - wskazali. Mniej samochodów zarejestrowano również we Włoszech (o 8,8 proc., rdr), Hiszpanii (6,0 proc.) i Francji (2,7 proc.).

"Spadek sprzedaży aut to wypadkowa wielu czynników, w tym zmian w opodatkowaniu pojazdów w różnych państwach członkowskich UE (które przyspieszyły rejestrację w grudniu 2019 r.), osłabienia światowej koniunktury gospodarczej i niepewności konsumentów" - podkreślili eksperci PIE.

Ich zdaniem poważne trudności przeżywa zwłaszcza niemiecki przemysł motoryzacyjny. "W 2019 r. wyprodukowano tam zaledwie 4,7 mln samochodów osobowych, tj. o 19 proc. mniej niż w 2016 r. Pierwszy kwartał 2020 r. przyniósł spadek produkcji o kolejne 20 proc. (rdr)" - wskazali. (PAP)

autor: Magdalena Jarco

maja/ pad/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (14)

dodaj komentarz
supernova
Nie z powodu pandemii, a z powodu szalonych decyzji administracyjnych. Ta "pandemia" została ogłoszona pandemią z pogwałceniem definicji. Śmiertelność okazała się poniżej 1% i dotyczy osób słabych. Czy taka "zaraza" mogłaby wpłynąć na gospodarkę w sposób parażlizujący? Nie.
wnr
To nie jest problem komponentów czy dostawców. NIE MA ZAMÓWIEŃ! U nas od kwietnia 80% wypłaty i jeden dzień wolny extra w tygodniu - a produkcja stoi, bo nie ma zamówień - tak to wygląda teraz, zobaczymy co dalej.
@sammler - to nie jest kwestia ministra czy rządu - wszystko praktycznie idzie zagranicę, jak tam nie ma popytu to
To nie jest problem komponentów czy dostawców. NIE MA ZAMÓWIEŃ! U nas od kwietnia 80% wypłaty i jeden dzień wolny extra w tygodniu - a produkcja stoi, bo nie ma zamówień - tak to wygląda teraz, zobaczymy co dalej.
@sammler - to nie jest kwestia ministra czy rządu - wszystko praktycznie idzie zagranicę, jak tam nie ma popytu to zakłady stoją, w PL masz może ze 2-3 zakłady samochodowe zarządzane z zewnątrz, reszta to produkcja części i to wszystko teraz stoi :/
itsofunny
A nie można magazynować tych cześć i gdzieś przewozić pod montownie puki tania benzyna ?
itsofunny
Moze skorzystać z przestoju i wprowadzić jakieś innowacje do linii produkcyjnej ?
sammler
Ten fragment mojej wypowiedzi nie był akurat nakierowany na przemysł motoryzacyjny - o tym wypowiedziałem się w dwóch innych. To, co komentujesz, to była wypowiedź na temat błędów popełnionych przez rząd i osobiście ministra zdrowia, przez które będziemy mieli 3x potężniejszy kryzys niż byśmy mogli (mógł być ograniczony właśnie do Ten fragment mojej wypowiedzi nie był akurat nakierowany na przemysł motoryzacyjny - o tym wypowiedziałem się w dwóch innych. To, co komentujesz, to była wypowiedź na temat błędów popełnionych przez rząd i osobiście ministra zdrowia, przez które będziemy mieli 3x potężniejszy kryzys niż byśmy mogli (mógł być ograniczony właśnie do eksporterów - z grubsza) i przez który ludzie stracą pracę. Choć wcale jej tracić nie musieli.
itsofunny odpowiada sammler
Problem niewystępuje tylko w Polsce.
eagleeye
@sammler no ja w dniu 2 kwietnia otrzymałem "wilczy bilet" od pracodawcy.

Moja małżonka jest już urabiana w pracy ze musi oddać 20% pensji bo trzeba gospodarkę ratować.

Najbardziej w...wia mnie to ze Ci co mają etaty są w dupę kopani przez Rząd RPi to coś nazywane "tarczą antykryzysową 1.0 jak i 2.0
@sammler no ja w dniu 2 kwietnia otrzymałem "wilczy bilet" od pracodawcy.

Moja małżonka jest już urabiana w pracy ze musi oddać 20% pensji bo trzeba gospodarkę ratować.

Najbardziej w...wia mnie to ze Ci co mają etaty są w dupę kopani przez Rząd RPi to coś nazywane "tarczą antykryzysową 1.0 jak i 2.0 ".

Ot cała prawda dostają Ci co i tak maja a Ci co mają mało mają mieć jeszcze mniej.
sammler
Współczuję Ci :((

Trzymam jednak kciuki, żeby to wszystko się jak najszybciej unormowało i żebyś szybko do pracy wrócił! Im mniej rząd będzie przeszkadzał (szczególnie tzw. minister "zdrowia"), tym szybciej się to stanie.

Mam też nadzieję, że on za to jeszcze odpowie. Mam tę nadzieję w imieniu właśnie tych
Współczuję Ci :((

Trzymam jednak kciuki, żeby to wszystko się jak najszybciej unormowało i żebyś szybko do pracy wrócił! Im mniej rząd będzie przeszkadzał (szczególnie tzw. minister "zdrowia"), tym szybciej się to stanie.

Mam też nadzieję, że on za to jeszcze odpowie. Mam tę nadzieję w imieniu właśnie tych ludzi, którzy stracą przez niego (przez jego zaniechania i błędne decyzje od samego początku) pracę. Mnie się to w głowie nie mieści, jak można oddać tak dużą władzę podejmowania decyzji komuś takiemu jak on :((
itsofunny odpowiada sammler
Bo zdrowie w życiu jest najważniejsze :) ważniejsze niż złoto i biznesy :)
sammler
Ja nikomu nie zamierzam niczego zabraniać. Ale już dawno temu zadawałem sobie pytanie, dlaczego Volvo (wielką literą jako nazwa producenta) może mieć w ofercie 9 modeli (łącznie z liczonymi podwójnie V90 i V60, bo bez tego tylko 7) i to w wąskiej gamie silnikowej, a taka grupa VAG (liczę tylko osobowe):

- modeli audi: 59 w
Ja nikomu nie zamierzam niczego zabraniać. Ale już dawno temu zadawałem sobie pytanie, dlaczego Volvo (wielką literą jako nazwa producenta) może mieć w ofercie 9 modeli (łącznie z liczonymi podwójnie V90 i V60, bo bez tego tylko 7) i to w wąskiej gamie silnikowej, a taka grupa VAG (liczę tylko osobowe):

- modeli audi: 59 w aktualnej ofercie (w tym 2 elektryczne)
- modeli porsche: 14 (w tym 1 elektryczny, choć tak naprawdę on też ma odmiany, m.in. taycan "turbo")
- modeli VW: 20 (w tym 3 elektryczne)
- modeli seata: 9 (w tym 1 elektryczny) - marki cupra nie liczę
- modeli bentley: co najmniej 6

Nie chodzi o to, by komuś czegoś zabraniać. Jestem zwolennikiem różnorodności. Ale tak naprawdę wiele tych modeli różni się tylko nadwoziem (czyli wyglądem). Taka różnorodność podnosi zupełnie niepotrzebnie koszty produkcji, a co za tym idzie - koszty dofinansowania od podatników w czasach "kryzysu" (oraz późniejszego składowania odpadów). Czy gdyby zamiast prawie 60 modeli audi było ich 20, naprawdę ucierpiałby na tym jakiś klient? Tym bardziej, że mają one niezliczone wersje silnikowe (w większości), a wszystko dzieje się w ramach jednego koncernu?

Od czasów wejścia w życie WLTP taka "mnogość" nie jest dobra również dla klientów, ponieważ homologowana musi być każda wersja, której "odmienność" może wpłynąć na zużycie paliwa (np. wersja z innym wzorem felg). Płaci za to wszystko klient (albo podatnik).

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki