Senacka komisja kultury i środków przekazu zajmowała się podczas wtorkowego posiedzenia sytuacją branży eventowej w czasie pandemii COVID-19. Obecni na posiedzeniu przedstawiciele branży zaproponowali rozwiązania ułatwiające wyjście z kryzysu, m.in. obniżenie stawek VAT.


Wiceminister rozwoju Olga Semeniuk poinformowała, że w przyszłym tygodniu do Sejmu zostanie wniesiony projekt ustawy przedłużającej o cztery miesiące narzędzia tarczy covidowej: zwolnienie przedsiębiorców z ZUS-u oraz świadczenie postojowe.
Prezes Polskiej Izby Techniki Estradowej Grzegorz Łapczyński wyjaśniał, że obsługa technicznej strony imprez wymaga zakupu profesjonalnego sprzętu, który jest bardzo drogi. "Zaciągamy więc kredyty, leasingi" - tłumaczył. "Od marca nie mamy żadnej pracy, obroty naszych firm są zerowe. Część z naszych firm otrzymała tarcze i inne dostępne wsparcia, ale to się skończyło" - mówił. "Kilkumilionowe nasze zakupy, które spłacamy w ratach kilkudziesięciotysięcznych, a nawet kilkusettysięcznych miesięcznie powodują, że firmy finansowe nie chcą czekać".
"Za kilka miesięcy, kilka dni firmy finansowe zgłoszą się najpierw po sprzęt, który jest niezbywalny aktualnie, wyprzedadzą go za jakieś 10-15 proc. wartości, a pozostałą kwotę zlicytują od właścicieli tego sprzętu" - mówił. Jak zauważył, właściciele tych jednoosobowych często działalności zostaną z długami na całe życie. "To doprowadzi do masowego bankructwa całej branży" - wskazał.
Mówił również, że ludzie pracujący przy w branży eventowej, specjaliści, muszą zmieniać profesję - "patroszą ryby, zbierają truskawki" - dodał. "Według naszych informacji 50 proc. pracowników techniki estradowej już nie pracuje w branży"- powiedział prezes PITE. Łapczyński zwrócił uwagę, że "rynek techniki estradowej może zostać przejęty przez firmy zagraniczne". "Oprócz tego, że kupią sprzęt za niewielkie pieniądze, to przejmą naszych ludzi, w których inwestowaliśmy pieniądze i których kształciliśmy. To wszystko się już dzieje" - dodał.

Piotr Żakiewicz z PITE zwrócił uwagę, że banki mają czarne listy branż i są na niej kody PKD związane z branżą eventową. "Szukamy pomocy w formie funduszu restrukturyzacyjno-upadłościowego, aby tym firmom, które nie będą w stanie się podnieść pomóc odejść bez wyroku na całe życie" - dodał. Zwrócił uwagę, że "walcząc o dofinansowanie, pomoc dostają firmy ze stratami na poziomie strat 15-20 proc., a my przy 90-proc. stratach tego wsparcia nie dostajemy, bo nie rokujemy" - tłumaczył. "BGK nam nie pomaga, ponieważ nie rokujemy, ARP nam nie pomaga, bo jesteśmy działalnościami jednoosobowymi i okazuje się, że duża część z tych tarcz dla nas niestety nie zadziałała" - wymieniał. Poprosił on również o wstrzymanie windykacji należności, dopóki rząd nie wypracuje rozwiązań.
Uczestniczący w obradach komisji Bartosz Bieszyński z Rady Przemysłu, Spotkań i Wydarzeń jako jedno z rozwiązań zaproponował pobudzenie popytu. "Narzędziem szeroko stosowanym w tym celu w Unii Europejskiej jest obniżenie stawek VAT, żeby zachęcić klienta zarówno indywidualnego, jak i biznesowego do zakupu" - podkreślił. VAT - jego zdaniem - powinien zostać zmniejszony do poziomu od 5 do 8 proc. w zależności od możliwości.
Bieszyński zwrócił uwagę, że wszystkie banki komercyjne nie przedłużają linii kredytowych branżom takim, jak turystyka, rozrywka, wydarzenia, transport autokarowy, hotele. "To się dzieje nawet przy podniesieniu gwarancji de minimis do 80 proc. Naszą propozycją jest, aby 18-19 proc. subwencji PFR-u mogło być automatycznie umarzane" - mówił. Zwrócił uwagę, że pod koniec czerwca kończą się zwolnienia z ZUS-u, świadczenia postojowe, dopłaty do wynagrodzeń.
Wiceminister rozwoju Olga Semeniuk powiedziała też, że resort rozwoju od tygodnia przygotowuje plan w kontekście przyznanych niedawno Polsce funduszy unijnych, z podziałem na poszczególne kategorie. "Jeżeli chodzi o departament turystyki (...) również przewidujemy środki finansowe, a w ramach tej turystyki właśnie na państwa branżę" - podała.
Semeniuk poinformowała, że w przyszłym tygodniu do Sejmu zostanie wniesiony projekt ustawy przedłużającej o cztery miesiące narzędzia tarczy covidowej: zwolnienie przedsiębiorców z ZUS-u oraz świadczenie postojowe.
Wiceminister kultury Paweł Lewandowski powiedział, że Polska przeznaczyła 5 mld zł na kulturę w czasie pandemii. Mówił też o instrumencie gwarancyjnym o wartości pół miliarda złotych, które udało się implementować w BGK. "To instrument gwarancyjny dla sektorów kreatywnych, który był wprowadzony o wiele wcześniej niż covid, ale dziś może służyć, jako wsparcie dla wszystkich branż sektora kreatywnego" - podał. "Ja dzisiaj słyszę, że mimo tych gwarancji państwo wypadacie z systemów bankowych i nie chcą wam udzielać kredytów, uważam, że to polityka banków. Mam nadzieję, że uda nam się razem z rządem wypracować model - jak zrobić, żeby wypracować dla państwa kredyty płynnościowe" - mówił.
"Staramy się odmrażać jak najbardziej, czyli tworzyć rozwiązania, które pozwolą funkcjonować państwa instytucjom i państwa firmom, działającym w sektorze kreatywnym w takim zakresie, w jakim pozwala sanepid. Po każdym rozluźnieniu robimy ewaluację, sprawdzamy czy są ogniska; kiedy widzimy, że takich zagrożeń nie ma, podejmujemy kolejne kroki" - mówił.
Zapewnił, że Ministerstwo Kultury będzie wspierać przedsiębiorców "we wszelkich formach negocjacji czy tworzenia rozwiązań finansowych". "Z unijnych pieniędzy, które zostały wynegocjowane postaramy się jak najszybciej i najwięcej skierować do najbardziej zagrożonych branż w tym państwa branży" - powiedział. (PAP)
Autor: Olga Łozińska
oloz/ je/































































