Takich historii na rynkach jest niewiele. Jeszcze mniej z nich dotyczy blue chipów. Wzrost giełdowej wartości o połowę w ledwie tydzień - sztuka ta właśnie udała się Bogdance. Ogłaszanie hossy na Lubelskim Węglu byłyby jednak dużą przesadą.


33 złote i 49 groszy, tyle za jedną akcję Bogdanki należało zapłacić na zamknięciu sesji w środę 26 sierpnia 2015 roku. Dziś, ledwie tydzień później, ten sam papier wart jest 50,70 zł, a więc niemal o połowę więcej. W normalnych warunkach taki wzrost jednej z największych giełdowych spółek wywoływałby sensację, a sama spółka byłaby przytaczana jako wzór do naśladowania. Sytuacja wokół papierów Bogdanki do normalnych jednak nie należy.
Jeszcze na początku 2015 roku za akcje Bogdanki płacono nawet 100 zł. Łatwo więc wyliczyć, że w ciągu blisko pół roku wartość lubelskiej spółki stopniała o 2/3. Odbicie o 50% dla akcjonariuszy posiadających jej papiery nieco dłużej jest więc małym pocieszeniem, szczególnie, że procent procentowi nie równy. Bezwględnie spółka odrobiła ledwie 17 zł z 66 zł strat. Niewiele.
Dodatkowo ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, że na spółkę przestały oddziaływać negatywne czynniki, które zepchnęły ją w taką otchłań. Węgiel, główny produkt Bogdanki, nadal pozostaje tani. Surowce wprawdzie próbują odbijać od dna, jednak wciąż ciężko jest mówić o surowcowej hossie.
Enea - Bogdanka, kto się czubi, ten się lubi?
Niecałe dwa tygodnie temu w spółkę dodatkowo uderzyła Enea, która wypowiedziała Bogdance umowę na dostawy węgla do Elektrowni Kozienice. Mimo iż później pojawiła się szansa, że spółki zasiądą do negocjacji, to kontrakt ten wciąż jest poza Lubelskim Węglem. A warto dodać, że giełdowa wartość spółki dzięki ostatnim wzrostom jest obecnie niemal równa tej sprzed zerwania umowy. Trudno racjonalnie wytłumaczyć to zjawisko, nawet biorąc pod uwagę fakt, że w międzyczasie spółka przedłużyła umowę z PGNiG.
Ogłaszanie hossy na Bogdance byłoby więc w takiej sytuacji raczej mało poważne, jednak tak istotny wzrost wart jest odnotowania. Co mogło być jego przyczyną? Najprawdopodobniej inwestorzy po prostu odreagowali silne spadki, które kumulowały się na papierach spółki od maja. Wokół spółki wydarzyło się tyle złego, że prawdopodobnie część graczy uznała, iż gorzej już nie będzie.
Dodatkowo ciekawej podkładki pod grę na akcjach Bogdanki dostarczają pogłoski o możliwości przejęcia spółki przez Eneę. Entuzjaści tego podejścia twierdzą, że energetyczna spółka specjalnie wypowiedziała umowę Lubelskiemu Węglowi, aby zaniżyć jego cenę przed wykupem. To jedynie plotki i koniec końców mogą okazać się bezpodstawne, warto jednak zauważyć, że minister Czerwiński zapytany ostatnio o możliwość takiej transakcji odpowiedział: "Enea szuka sposobu zabezpieczenia dostaw surowca i szuka okazji akwizycyjnych. Jako minister skarbu wierzę w mądrość jej zarządu". Nie jest to odpowiedź twierdząca, jednak inwestorzy mogli ją odczytać jako "ciche tak".
Analitycy za, a nawet przeciw
Analitycy o przyszłości Bogdanki mówią różnymi głosami. DM WBK i BESI po zerwaniu umowy przez Eneę wciąż widzieli spory potencjał spadkowy, wyceniając akcje Lubelskiego Węgla na mniej niż 30 zł. "Ostatnie wydarzenia na polskim rynku węgla świadczą o tym, że sytuacja zdecydowanie nie jest jeszcze stabilna. Podtrzymujemy naszą opinię, że wytyczne zarządu mówiące o 8,5 mln ton produkcji w roku budżetowym 2015 nie zostaną zrealizowane z powodu niższych zamówień od kluczowych klientów" - pisali wówczas analitycy BESI.
Najnowszy raport DM BDM z 28 sierpnia zaleca jednak "kupuj". "Sądzimy, że wachlarz negatywnych informacji dotyczących branży węgla kamiennego w Polsce i samej spółki został już w bardzo dużej mierze wyczerpany. Zalecamy wykorzystać dokonaną drastyczną przecenę walorów Bogdanki, jaka miała miejsce w ostatnim okresie" - napisali w raporcie analitycy.
Problemem jest cena docelowa: 45,86 zł. Mocne wzrosty na spółce spowodowały, że w ledwie trzy sesje pozytywna rekomendacja została wypełniona z nawiązką. Wstrzemięźliwość jest więc wysoce zalecana. Dla spekulantów Bogdanka powoli urasta do rangi raju. Podwyższona zmienność sprawia jednak, że na rynku takich spekulacyjnych rajów jest coraz więcej: jeszcze niedawno były nim banki, wcześniej JSW, teraz króluje Bogdanka oraz KGHM, a zbliżające się wybory sprawiają, że prawdopodobnieństwo prób ingerencji polityków w życie spółek giełdowych znacząco rośnie. Pytanie jak w takiej rzeczywistości mają odnaleźć się inwestorzy stawiający na wartość?


























































