Teoretycznie bez pracy jest już prawie 2 mln ludzi, a będzie jeszcze więcej. Zarabiamy coraz mniej - żeby nie zbiednieć, przeciętny Polak w 2012 roku powinien dostać przynajmniej 120 zł brutto podwyżki. Problemów jest coraz więcej, ale nie widać zaangażowania polityków w ich rozwiązywanie.
W październiku stopa bezrobocia wyniosła 12,5%. Jest o 0,1 pp. wyższa niż miesiąc wcześniej. Oznacza to, że bez legalnej pracy jest 1,96 mln Polaków na 16,3 mln pracujących w całej gospodarce. Tylko we wrześniu zatrudnienie straciło 15 tys. ludzi, czyli tyle ile mieszka w Złotoryi. Co czwarty młody człowiek nie może znaleźć pracy, a jeśli już, to za śmiesznie niskie wynagrodzenie.
![]() | »Coraz więcej Polaków żyje w ubóstwie |
Większość Polaków będzie musiała pracować minimum do 67 roku życia. Prawie co trzeci zatrudniony na podstawie umowy o pracę podpisał ze swoim pracodawcę umowę na czas określony. 800 tysięcy ludzi pracuje za najniższą krajową, która wynosi 1111 zł na rękę. Pensja modalna, czyli taka, jaką otrzymuje największa liczba Polaków, wynosi 2 tys. zł netto. Niemal milion osób pracuje na podstawie elastycznych umów cywilnoprawnych, które pomimo wielu zalet, większość zamieniłaby na umowę o pracę.
To nie koniec złych informacji
![]() | »Premier zapomniał o przyszłych bezrobotnych |
Połowa Polaków nie jeździ na wakacje, a ci, którzy wybierają się na urlop, najczęściej korzystają z najtańszych ofert. Za przeciętną pensję możemy kupić 4 razy mniej paliwa niż Niemiec lub Francuz. Mało kogo stać na nowy samochód, a władza bombarduje nas informacjami o nowych taryfikatorach mandatów. Polakom w kraju żyje się źle, czego najlepszym dowodem jest 2 mln emigrantów, którzy wyjechali, by szukać szczęścia za granicą.
Tymczasem media i rząd zajmują się sprawami nieistotnymi, które nie mają bezpośredniego przełożenia na poprawę sytuacji większości bez zbędnego obciążania mniejszości. Sposobów na to jest wiele. Można obniżyć wydatki publiczne i jednocześnie zmniejszać poziom opodatkowania. Teoretycznie istnieje szansa na deregulację i poprawę funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.
Gdyby politycy naprawdę chcieli coś zmienić, to już dawno pojawiłby się pomysł likwidacji ZUS-u, a KRUS od kilku lat by nie istniał. To samo dotyczy prywatyzacji "służby zdrowia" - ostatnio okazało się, że umiera co szósty operowany pacjent w Polsce. Przez kilka następnych dni będziemy żyli zmianą warty w PSL i niedoszłym atakiem terrorystycznym na najwyższe władze, który pomimo dramatycznych konferencji prasowych raczej nie może być traktowany poważnie. Zupełnie tak, jak politycy traktują nas.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl































































