Na blokadzie Cieśniny Ormuz wygrywają ci, którzy mają węglowodory spoza Bliskiego Wschodu: Amerykanie, ale i Rosjanie – powiedział PAP Wojciech Jakóbik, analityk sektora energetycznego. W ocenie Ernesta Czermańskiego z UG sytuację w Zatoce Perskiej wykorzystują też firmy związane z transportem morskim.


10 dni po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskiej operacji w Iranie cena ropy przekroczyła 100 dol. za baryłkę, a potem momentami zbliżała się do 120 dol. Jak wynika z analiz Bloomberga, na tej sytuacji najbardziej skorzystały amerykańskie koncerny z branży energetycznej, takie jak ExxonMobil czy Chevron. Każdy wzrost ceny ropy o 10 dol. to dla nich miliardy dolarów dodatkowego cash flow rocznie.
Na wojnie w Zatoce Perskiej zarobił też amerykański sektor LNG (skroplonego gazu ziemnego). Firmy, takie jak Cheniere Energy i Venture Global LNG wykorzystały różnice cen – surowiec ten w USA pozostawał kilkakrotnie tańszy niż w Europie czy Azji. W efekcie eksport stał się rekordowo opłacalny, a według ubiegłotygodniowych danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), amerykańskie terminale LNG działały blisko pełnych mocy, przy wyraźnie wyższych marżach niż przed wojną. Jak wskazują analizy IEA, na sytuacji geopolitycznej skorzystali też producenci paliw spoza Stanów Zjednoczonych, np. koncerny takie jak Shell i BP oraz firmy z Norwegii czy Brazylii.
Wielcy wygrani wojny o ropę
Jak w rozmowie z PAP wyjaśnił Wojciech Jakóbik, analityk sektora energetycznego, założyciel Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego, konflikt na Bliskim Wschodzie rodzi nadmiarowe przychody dla firm, które zapewniają dobra, których nagle zaczyna brakować, czy to energię elektryczną czy węglowodory.
Podobnie jak w 2022 r. (pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę - PAP), tak i teraz widać, że eksporterzy gazu i ropy notują dodatkowe przychody ze względu na szybki wzrost cen tych aktywów i jeszcze większe zainteresowanie dostawami, a zatem dużo lepszą pozycję tych dostawców na rynku – podkreślił.
Zdaniem eksperta problemy z bezpieczeństwem dostaw z Bliskiego Wschodu promują dostawy z innych kierunków. – Wygrywają ci, którzy mają węglowodory spoza Bliskiego Wschodu, a więc Amerykanie, ale niestety także Rosjanie, którzy również notują wzrost przychodów – wskazał. Dodał, że ponadto szok cenowy powoduje, że wygrywają najbardziej elastyczni dostawcy. W tym przypadku – jak wyjaśnił Jakóbik – często to producenci rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych, którzy mogą oferować ceny niższe niż na rynku europejskim czy azjatyckim.

Analityk przekonywał, że kraje uzależnione od eksportu węglowodorów dostają krótkoterminowo ulgę, ale będą musiały się mierzyć ze zjawiskiem destrukcji popytu. – To znaczy, że szok cenowy powoduje, że klienci będą odwracać się od paliw kopalnych i bardziej długoterminowo kolejny kryzys będzie premiował też transformację energetyczną – ocenił.
Na pytanie, czy żniwa dla tych firm potrwają tak długo, jak długo będą prowadzone działania zbrojne w rejonie Zatoki Perskiej, ekspert podkreślił, że zwykle wskazówki daje historia, po czym przypomniał, że w 2022 r. opłacało się nawet wydobycie węgla brunatnego, który okazał się na chwilę „czarnym koniem” rynku, bo był sprzedawany tylko z lekką marżą powyżej kosztów wydobycia. Jednak ten efekt miał charakter krótkoterminowy. Był on widoczny także na przykład w wynikach branży węglowej, która złapała oddech, jednakże tylko na chwilę. Te nadmiarowe przychody skończyły się wraz z końcem kryzysu.
Paradoks Ormuz. Jak chaos napędza portfele gigantów spoza regionu?
Na blokadzie Cieśniny Ormuz, paradoksalnie, zarabiają też niektóre przedsiębiorstwa związane z transportem morskim. Jak tłumaczył PAP, dr hab. Ernest Czermański, dyrektor Centrum Badań nad Gospodarką Morską Uniwersytetu Gdańskiego w tym przypadku należy rozróżnić sytuację statków, które utknęły w Zatoce Perskiej lub przed wejściem do niej i nie wiadomo, co dalej z nimi zrobić, bo gestorzy ładunków jeszcze nie określili swojej pozycji. – Te rzeczywiście ponoszą ogromne straty. Utrzymanie średniej klasy statku, wliczając w to koszty kapitałowe, amortyzacji, załóg, które są przetrzymywane, to jest jakieś 60 tys. dol. dziennie (...) To straty armatora – podkreślił ekspert.
Druga grupa – jak wskazał – Czermański – to firmy, które wykorzystują sytuację, bo pływają w pobliżu rejonu ogarniętego konfliktem zbrojnym i wrzucają w stawki frachtowe różne dodatki, uzasadniając to podwyższonym ryzykiem ubezpieczenia. Jak wymienił, to np. dodatki strefowe, wojenne i bunkrowe.
Dodał, że stawki podnoszą też firmy ubezpieczeniowe i robią to praktycznie z dnia na dzień, wypowiadając już trwające umowy. – Ich wzrost jest dziesięciokrotny w stosunku do stawek, które armatorzy płacili przed wojną – zaznaczył.
Wreszcie pojawia się presja na wykorzystanie statków chińskich czy indyjskich do przejmowania handlu blokowanego przez Iran w Cieśninie Ormuz. Jak przewiduje Czermański, armatorzy z tych państw będą przyjmować zlecenia, wykorzystując fakt, że Iran przepuszcza ich statki. Jak zaznaczył, ten proceder jeszcze się nie rozkręcił, bowiem muszą najpierw uporać się z własnymi opóźnieniami, które powstały w związku z brakiem jasnej deklaracji Teheranu, że przepuści te jednostki przez Cieśninę Ormuz. – Choć obecnie deklaracja już obowiązuje, operacje wciąż pozostają ryzykowne. Załogi mają prawo wymagać dodatkowych wynagrodzeń rzędu kilku tysięcy dolarów od osoby za każde przejście przez cieśninę, co podnosi koszty armatorów – wyjaśnił ekspert. Ocenił, że gdy przewoźnicy obsłużą własne zaległości w handlu między Zatoką Perską a Chinami czy Indiami, skupią się na zarobkowaniu poprzez zwiększenie potencjału w rotacjach służących ominięciu blokady.
Wojna w Iranie winduje marże spółek zbrojeniowych
Branżą, która skorzystała na wojnie w Zatoce Perskiej jest też amerykańska zbrojeniówka. Przy czym nie cała, lecz głównie producenci amunicji precyzyjnego rażenia (PGM). Jak na początku marca podał specjalistyczny serwis Air&Space Forces Magazine w artykule „Wojna w Iranie napędza akcje spółek zbrojeniowych, przynajmniej na razie”, rozpoczęcie amerykańsko-izraelskiej operacji na Bliskim Wschodzie spowodował wzrost cen akcji głównych amerykańskich koncernów zbrojeniowych, zwłaszcza tych produkujących amunicję.
Northrop Grumman, producent rakiet AARGM-ER przeznaczonych m.in. do zwalczania systemów radarowych, na sesji po rozpoczęciu operacji odnotował wzrost kursu o ok. 6 proc. Akcje RTX (dawniej Raytheon), wytwórcy rakiet powietrze-powietrze AMRAAM, wzrosły o ok. 4,7 proc., a Lockheed Martin – producenta m.in. pocisków LRASM przeznaczonych m.in. do niszczenia okrętów – o ok. 3,4 proc. Wzrost, rzędu ok. 5,8 proc., odnotował także Palantir Technologies, dostawca rozwiązań analitycznych dla sektora obronnego.
Pozytywne reakcje rynku odczuły także inne spółki zbrojeniowe, w tym: L3Harris Technologies, General Dynamics i AeroVironment, a także europejskie BAE Systems (Wielka Brytania) czy włoski Leonardo. (PAP)
gru/ bst/ amac/ ktl/































































