Andrej Babisz - kim jest przyszły premier Czech?

Czeski Michaił Chodorkowski, Silvio Berlusconi, Ross Perot, Donald Trump, Robert Fico, Viktor Orban czy... Jarosław Kaczyński? Andrej Babisz, twórca i lider największej obecnie czeskiej partii ANO, a także przedsiębiorca i jeden z najbogatszych obywateli Czech, regularnie pojawiający się na liście multimilionerów miesięcznika "Forbes", stanie najpewniej wkrótce na czele rządu w Pradze. Które z powyższych porównań okaże się najtrafniejsze?

(fot. REUTERS/David W Cerny / FORUM)

Prezydent Czech Milosz Zeman ma dziś przyjąć Andreja Babisza, lidera ugrupowania ANO, które zwyciężyło w piątkowo-sobotnich wyborach parlamentarnych. Wczoraj głowa czeskiego państwa potwierdziła swoje wcześniejsze zapowiedzi, że misję tworzenia rządu powierzy właśnie szefowi partii, która zdobędzie najwięcej mandatów w parlamencie. ANO zebrało prawie 30 proc. głosów i obsadzi 78 foteli w 200-osobowej izbie poselskiej. Aby powołać stabilny, większościowy rząd będzie musiało dobrać sobie koalicjanta.

Dlatego też Andrej Babisz już wczoraj, dzień po zamknięciu lokali wyborczych, rozpoczął rozmowy z ewentualnymi partnerami do rządzenia. Spotkał się z przedstawicielami stronnictwa STAN, czyli Burmistrzowie i Niezależni (czes. Starostové a nezávislí), które skupia głównie czeskich samorządowców i wprowadziło właśnie do parlamentu sześciu posłów oraz z reprezentacją socjaldemokratycznej partii ČSSD.

To razem z nią ANO tworzyło kończący swe rządy gabinet Bohuslava Sobotki. Wtedy jednak ČSSD było najsilniejszą partią i miało 50 posłów, teraz obsadzi zaledwie 15 foteli. Liderzy socjaldemokratów wobec tak znacznego spadku popularności są skłonni przejść w obecnej kadencji do opozycji.

Milosz Zeman - o czym mówił wczoraj tabloidowi "Blesk" - najchętniej jednak widziałby ČSSD w koalicji rządowej. Gdyby jednak oba ugrupowania porozumiały się, potrzebowałby trzeciego. Minimalną większość parlamentarną dawałoby dokooptowanie STAN-u. Również sojusz z dotychczasowym koalicjantem pary ČSSD-ANO, czyli umiarkowanie konserwatywną partią ludowców KDU-ČSL dawałby stabilną większość.

Lider ANO ma też - przynajmniej teoretycznie - stworzyć większościowy rząd z jednym tylko partnerem. Prawicowo-konserwatywna ODS będzie mieć w nowym parlamencie 25 posłów. Problem w tym, że ugrupowania różnią się od siebie dość znacznie.

- Możliwym wariantem jest jednak ciche poparcie mniejszościowego rządu ANO przez ODS - twierdzi cytowany przez denik.cz politolog Jan Charvát z Uniwersytetu Karola w Pradze.

Bardziej prawdopodobne wydają się jednak inne warianty. Szczególnie, że Andrej Babisz dość powszechnie uważany jest za populistę.

- Nie jest populistą, ale pragmatykiem, z większością poglądów którego się zgadzam - mówi jednak prezydent Czech.

O pragmatyzmie Babisza mówią również analitycy. Jakub Groszkowski z Ośrodka Studiów Wschodnich wymienia, że lider ANO jest przeciwnikiem wchodzenia Czech do strefy euro, przenoszenia kolejnych kompetencji z poziomów narodowych na poziom UE i relokacji uchodźców w oparciu o kwoty migracyjne.

- Nie będę jednak zdziwionym, gdy za kilka miesięcy zmieni poglądy w tych dziedzinach. Twarde stanowiska ANO w kampanii wyborczej w tych sprawach wynikało bowiem z tego, że taka jest obecnie opinia większości Czechów. A nie z tego, że jest to ugrupowanie hołdujące jakiejkolwiek ideologii - wyjaśnia Jakub Groszkowski.

Andrej Babisz już nie raz zmieniał zdanie i to w wielu sprawach. W 2013 r. deklarował, że Czechy powinny przyjąć europejską walutę, dwa lata później, że trzeba w tej sprawie przeprowadzić referendum, a kilka miesięcy temu stwierdził kategorycznie: "żadnego euro nie chcę".

Podobnie jest w wielu kwestiach. Jeszcze na początku dekady w rozmowie z internautami mówił: "Myślę, że gdybym wszedł w świat polityki, skończyłbym, jak Michaił Chodorkowski (przedsiębiorca rosyjski, krytyk prezydenta Władimira Putina, który w 2005 r. został skazany na dziewięć lat kolonii karnej za nieprawidłowości przy prywatyzacji - red.)".

Trudno przypuszczać, by naprawdę obawiał się, że podzieli losy najsłynniejszego rosyjskiego więźnia politycznego, bo raptem kilka miesięcy po tej deklaracja założył ruch społeczny ANO (skrót czeskiej nazwy Akce nespokojených občanů, czyli Akcja Niezadowolonych Obywateli), który następnie został przekształcony w ugrupowanie polityczne i w 2013 r. wystartował w wyborach parlamentarnych. Okazało się ich czarnym koniem: zdobyło prawie 18,7 proc. głosów, czyli niewiele mniej niż wspomniana już partia ČSSD, co dało aż 47 miejsc w parlamencie.

Sam Andrej Babisz został wicepremierem odpowiedzialnym za gospodarkę i ministrem finansów, co było dla niego zupełnie nowym doświadczeniem. Niedługo po objęciu rządowej posady napisał na Facebooku: "Po wejściu do izby poselskiej i 14 dniach w roli ministra zacząłem wątpić w siebie. Dlatego w weekend zrobiłem sobie internetowy test IQ za 99 koron i uspokoiłem się. Błąd jest gdzieś indziej, poza mną".

Agent bezpieki?

(fot. David W Cerny / FORUM)

To, czy Andrej Babisz będzie kierował resortem finansów (w Czechach odpowiedzialnym również za nadzór nad spółkami skarbu państwa), wcale nie było początkowo takie pewne. Prezydent Milosz Zeman chciał bowiem, aby każdy z kandydatów na ministrów złożył oświadczenie lustracyjne, a przeszłość lidera ANO - najłagodniej rzecz ujmując - nie do końca jest klarowna. W latach 80. został zarejestrowany jako tajny współpracownik czechosłowackiej służby bezpieczeństwa StB.

Sam zainteresowany oczywiście kategorycznie zaprzecza temu i domaga się na drodze sądowej, aby słowacki Instytut Pamięci Narodu (jest z pochodzenia Słowakiem) wykreślił go z listy konfidentów komunistycznej bezpieki. Stąd pierwotny pomysł na stanowisko niebędącego ministrem wicepremiera ds. ekonomicznych. Ostatecznie - dla dobra koalicji - udało się sprawy załagodzić i szef ANO został ministrem.

Dodajmy, że "kłopoty z przeszłością" ma również brat przyszłego premiera Czech - Alexander Babisz. Będąc zatrudnionym w czechosłowackiej centrali handlu zagranicznego Omnia, miał być współpracownikiem StB o pseudonimie "Miki". Zdaniem młodszego z Babiszów owa rejestracja wynikała tylko z tego, że był obserwowany przez bezpiekę. Innego jednak zdania są słowackie władze.

W życiorysie Andreja Babisza - poza kwestią ewentualnej kolaboracji z czasów socjalistycznej Czechosłowacji - są też inne zagadki. Nie do końca wiadomo, czym zajmował się, przebywając w połowie lat 80., jako pracownik centrali handlu zagranicznego Petrimex, w Maroku. Największy znak zapytania to jednak sprawa przejęcia Agrofertu. To gigantyczny holding rolno-spożywczo-chemiczny, który składa się ponad 200 spółek, i który w pierwszych latach przemiany ustrojowej stał się własnością Babisza. Za pośrednictwem tej grupy przedsiębiorca kontroluje obecnie 1/3 czeskiego rynku rolnego. Na zakup poszczególnych części tego przedsiębiorstwa biznesmen zaciągał dość często państwowe kredyty, a kolejne spółki kupował za pośrednictwem zarejestrowanej w Szwajcarii firemki bez historii.

Dodajmy, że Agrofert to obecnie największy prywatny pracodawcy w Czechach, który we wszystkich swoich zakładach zatrudnia w sumie ponad 27 tys. pracowników.

"Orlen? Najgorszy błąd w moim życiu zawodowym"

Jego właściciel - od lat numer 2 na liście najbogatszych obywateli Czech - choć może się pochwalić wieloma sukcesami, nie zawsze jednak robi dobre interesy. Do tych, o których najchętniej by zapomniał z pewnością należy sojusz z Orlenem, na spółkę z którym w połowie zeszłej dekady miał sprywatyzować czeski Unipetrol. Jeszcze zanim doszło do transakcji, strony umówiły się, że po zakupie płocki koncern odsprzeda Agrofertowi pięć spółek należących do petrochemicznej grupy. Jednak gdy klamka zapadła władze Orlenu odżegnały się od postanowień umowy z firmą Babisza i - płacąc jej umówione kary - zachowały te pięć spółek dla siebie. Czeski biznesmen poczuł się oczywiście oszukany i wytoczył Orlenowi szereg spraw. Żadnej jednak nie wygrał, a umowę z polskim koncernem nazwał "najgorszym błędem w swoim życiu zawodowym".

Trudno nazwać Andreja Babisza przyjacielem Polski także innych powodów. Jego Agrofert bezskutecznie ubiegał się o udział w prywatyzacji Zakładów Azotowych w Kędzierzynie-Koźlu (obecnie wchodzących w składy Grupy Azoty).

– Próbowałem kiedyś kupić polską spółkę chemiczną i gdy w przetargu uczestniczył już tyko Agrofert i Orlen, polski rząd odwołał prywatyzację. Polacy nie lubią zagranicznych inwestorów i wolą sprzedać swoje firmy własnym funduszom emerytalnym. Po moich doświadczeniach z Orlenem już nigdy nie wystartuję w prywatyzacji polskich firm chemicznych – żalił przed laty polskiemu dziennikarzowi.

Andrej Babisz ma zresztą na pieńku także z innymi firmami z Polski. Konkretnie chodzi o producentów i eksporterów żywności. Przedsiębiorca i polityk uchodzi za pierwszego wroga produktów spożywczych z Polski za naszą południową granicą. To właśnie on, uczestnicząc kilka lat temu w programie telewizyjnym "Máte slovo", kategorycznie i to w wulgarny sposób odmówił skosztowania polskiej kiełbasy: "nie jem tego waszego g..." - stwierdził przyszły szef czeskiego rządu. I właśnie te słowa są chyba najbardziej znaną w Polsce wypowiedzią Andreja Babisza.

Tu mamy zresztą przykład na to, że przedsiębiorca-polityk nie tylko często zmienia zdanie, ale czasami ma w tym samym czasie sprzeczne wzajemnie opinie. Gdy głośnie publicznie deklarował się jako kategoryczny przeciwnik polskiej żywności, jego firmy tę właśnie żywność sprowadzały do Czech, o czym pisał jakiś czas temu serwis INN:Poland.

Czytaj w "Pulsie Biznesu": Babisz nie zje Polski na śniadanie

Powszechnie - i to po obu stronach granicy - znany z awersji do polskich produktów przedsiębiorca stale inwestuje też nad Wisłą. Kilka lat temu funduszem Hartenberg Holding, który inwestuje właśnie pieniądze Babisza kupił wielkopolskiego producenta wafli - firmę Good Food. Opisany już wyżej Agrofert dostał kilka miesięcy temu zgodę na zakup Petrochemii-Blachowni. W opinii ekspertów można się spodziewać kolejnych prób przejęć po naszej stronie Olzy.

Berlusconi, Trump, Orbán, Kaczyński...

Babisz jest też od kilku lat właścicielem domu medialnego Mafra, do którego należą m.in. dwa najpoczytniejsze czeskie dzienniki „Mlada fronta Dnes” oraz „Lidove noviny”. Wykorzystując ten fakt - co podkreślają komentatorzy - robi sobie nieustanną kampanię reklamową, która wpisał się w niedawną kampanię wyborczą i przyczyniła do zwycięstwa ANO. Właśnie z powodu wejścia na rynek medialny czeski biznesmen bywał nazywany lokalnym Silvio Berlusconim. Nie było to zresztą jedyne tego typu porównanie.

W okresie poprzedniej kampanii wyborczej w czeskiej prasie zaczęto porównywać Babisza do amerykańskiego multimilionera Rossa Perota, który w 1992 r. chciał zostać prezydentem USA. Dzięki wysokiemu poparciu w sondażach wziął nawet udział w debatach telewizyjnych. Polityczna gwiazda Perota szybko jednak zgasła. Dziś mało kto o nim pamięta. Zupełnie inaczej, niż o innym Amerykaninie, któremu droga na polityczne szczyty się powiodła. Mowa oczywiście o prezydencie Donaldzie Trumpie. Do jego bowiem ewentualny czeski premier też jest porównywany. Obaj przedsiębiorcy dysponują zresztą porównywalnym majątkiem, który jest szacowany na ok. 3,5 mld USD.

Żeby zamknąć listę polityków, do których porównywany jest Andrej Babisz trzeba jeszcze wymienić trzy osoby: są to premier Słowacji Robert Fico, Węgier - Viktor Orban - oraz lider Prawa i Sprawiedliwości, były szef rządu Polski - Jarosław Kaczyński. Chodzić tu ma o ewentualne dążenie do autorytarnych rządów, jednak we wszystkich trzech przypadkach analogie wydają się co najmniej dyskusyjne.

Kto wejdzie do rządu Babisza?

(fot. David W Cerny / FORUM)

Wróćmy jednak do bieżącej polityki. Lider ANO (nie jest zresztą pierwsze stronnictwo polityczne, do którego należy Babisz, wcześniej bowiem, w latach 1980-1989 - był członkiem Komunistycznej Partii Czechosłowacji) stoi obecnie przed zadaniem stworzenia rządu. Koalicja, która rządziła Czechami przez ostatnie cztery lata - ČSSD-ANO-KDU-ČSL - była początkowo nazywana egzotyczną. Ta egzotyka nijak się jednak ma do tej, z jaką możemy mieć do czynienia teraz.

Oto bowiem członkami parlamentarnej większości - poza partią Babisza - może się stać skrajnie prawicowe ugrupowania SPD, porównywalne czasami do niemieckiego AfD. Jego założyciel i lider Tomio Okamura o japońsko-koreańsko-morawskich korzeniach mógłby - zdaniem prezydenta Milosza Zemana - wejść do nowego rządu. SPD to partia antyeuropejska, która w kampanii wyborczej opowiadała się otwarcie za wyjściem Czech z UE, związania z nią koalicja może być faktycznie bardzo egzotyczna.

Głowa czeskiego państwa nie wyklucza też, że przyszły premier Babisz zawiąże sojusz z trzecią siłą w parlamencie, czyli z partią Piratów (która podobnie jak SPD zdobyła 22 mandaty). Zeman widziałby to ugrupowanie w rządzie, ponieważ - jak stwierdził w wywiadzie z dziennikiem "Blesk" - jego przedstawiciele "mają wiedzę o cyfryzacji, która byłaby potrzebna czeskiemu państwu".

To, że jeden z najbogatszych obywateli Czech, multimilioner, przedsiębiorca Andrej Babisz będzie tworzył nowy rząd i stanie na jego czele wydaje się dziś bardzo prawdopodobne. Na ile okaże się populistą, a na ile pragmatykiem pozostaje na razie pytaniem otwartym.

Bartłomiej Mayer

Źródło:
Ludzie:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
7 9 xiven

to dobra wiadomość że skończyła się haniebna mikroepoka gdy największe szanse na zwycięstwo mieli murzyni, islamiści, kobiety, a na samym końcu byli kompetentni

! Odpowiedz
9 6 tw-balbina

Rozumiem xiven ,że gardzisz wszystkimi kobietami nie wyłączając twojej matki?

! Odpowiedz
2 6 xiven odpowiada tw-balbina

skąd takie wnioski? to że lubie np psy to nie znaczy że chciałbym aby prezydentem USA był labrador, to jest absurdalne żeby tłumaczyć dlaczego pies mimo tego że jest fajny nie nadaje się do rządzenia połową świata... no ludzie czy zaraz mi zarzucicie że morduje wszystkie okoliczne psy na smalec nie wyłączając mojego psa?

! Odpowiedz
8 10 fx69

Wszędzie populiści. Demokracja proletariatu w rozkwicie...

! Odpowiedz
12 17 ajwaj

Babisz nie jest nikogo wrogiem czy przyjacielem w businessie,
choc ma zone i rodzine z Rusinów - Rosjanie z zach. Ukrainy nie popierajacej "good fellows" w Kijowie (a Kaczynskiego?)
Pragmatyczny businessman " i z diablem pohandluje"
Zreszta Ukraina placaca 230 $/1 000 cbm za gaz "wedrowniczek" RF > PL > UKR, chcialaby by kupowac u "agresora i okupanta" bezposrednio, co znaczy, ze Europie juz bokiem wychodzi jej sponsorowanie :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
62 11 zenonka

Trudno nie być wrogiem polskiej żywności. My też jej nie lubimy Panie Babisz, ale nie mamy wyboru.

! Odpowiedz
3 66 silvio_gesell

Trudno nie być wrogiem polskiej żywności jeśli jest się w posiadaniu 100% akcji Agrofertu który kontroluje 1/3 produkcji spożywczej w Czechach i na Słowacji.

! Odpowiedz
11 8 geralt78 odpowiada silvio_gesell

Polska żywność to niestety g%^&%... był nie jeden materiał na ten temat, gdzie okazywało się, że mięso, które jemy jest z zupełnie innego zwierzęcia… lub, że są w piekarniach używane jajka, które powinny być zutylizowane. Jeśli ktokolwiek uważa, że jest inaczej to niestety znaczy, że ma za małą wiedzę. Ja nawet kupując warzywa jestem ostrożny, ale w momencie kupowania produktów odzwierzęcych, to już jest rosyjska ruletka. Nie polecam.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
17 62 karbinadel

Skoro Orlen go wydymał, to nic dziwnego, że nie ma o nim dobrego zdania. A jeśli chodzi o euro, to w 2012-2013 również w Polsce było bardzo duże poparcie dla wspólnej waluty. Ponieważ sytuacja w strefie euro się zmieniła, to i zdanie na jej temat również. Nie tylko w Czechach, ale i w Polsce. Osobiście więc wolę faceta, który zmienia zdanie pod wpływem zmiennych sytuacji, niż betona, który uważa, że jest nieomylny, i twa przy swoim niezależenie od okoliczności

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,1% X 2017
PKB rdr 4,7% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl