Amerykańskie władze przyglądają się działalności banków inwestycyjnych na rynku surowców. We wtorek odbyło się posiedzenie komisji senackiej w sprawie ograniczenia wpływów Wall Street na funkcjonowanie realnej gospodarki. Rezerwa Federalna rozważa zniesienie decyzji z 2003 roku, która umożliwiła instytucjom finansowym handel fizycznymi surowcami.
Amerykańscy politycy i opinia publiczna wyrażają coraz głośniejsze obawy o zakres przedsięwzięć banków inwestycyjnych. Demokraci przekonują, że wielkie instytucje finansowe nie powinny się angażować w działalność przemysłową. Wskazują na dwa główne powody: ochronę gospodarki przed dominacją sektora finansowego i zabezpieczenie rynku finansowego przed zawirowaniami w realnej gospodarce. – W sytuacji, gdy ta sama instytucja kontroluje dostęp do kredytu i podstawowych środków produkcji, jej rola jest tak duża, że może ograniczać wolną konkurencję i próbować manipulować rynkiem – twierdzi senator Sherrod Brown.
Świat finansjery wchodzi na rynek surowców
W otwartym liście do szefa Fedu Bena Bernankego czterej demokratyczni kongresmeni wskazują przykłady Goldman Sachsa, JP Morgana i Morgana Stanleya, które rozszerzyły swoją aktywność daleko poza tradycyjną działalność inwestycyjną. Wszystkie banki są zaangażowane w produkcję, magazynowanie i handel licznymi surowcami – ropą, metalami, produktami rolnymi, gazem czy węglem. Goldman Sachs zajmuje się nawet handlem uranem! Pojawiły się także podejrzenia, że JP Morgan manipuluje cenami energii w Kalifornii.
Saule Omarova, profesor prawa na Uniwersytecie Karoliny Północnej, opublikował blisko 80-stronicowe opracowanie, w którym opisuje stopniową transformację banków inwestycyjnych w konglomeraty zajmujące się szerokim spektrum działalności. Z pracy wynika, że poważnym problemem jest brak informacji na temat skali zaangażowania instytucji finansowych w handel surowcami i energią. Omarova podkreśla także, że Amerykańska Rezerwa Finansowa, która reguluje działalność banków, nie ma wystarczających kompetencji, by nadzorować firmy zarządzające tankowcami transportującymi ropę czy magazynami surowców.
Politycy, zaniepokojeni rosnącą rolą instytucji finansowych, zwrócili się do Bena Bernankego z pytaniami o opinię w tej kwestii. W odpowiedzi Fed ogłosił, że regularnie monitoruje działalność wskazanych firm na rynku surowców i przyjrzy się regulacjom z 2003 roku, umożliwiającym bankom handel fizycznymi surowcami.
Dochodowy biznes niepokoi Amerykanów
Amerykańska opinia publiczna jest przekonana, że banki „za duże, by upaść” powinny ograniczyć zakres swojej aktywności do usług finansowych. Kryzys finansowy pokazał, że bankom nie służy wystawianie się na nowe rodzaje ryzyka. Szacuje się jednak, że w 2012 roku największe instytucje finansowe w Stanach Zjednoczonych zarobiły 6 miliardów dolarów na handlu surowcami i trudno się spodziewać, żeby dobrowolnie zaniechały dochodowej działalności. Zapowiadana walka przed komisją senacką nie poprawi wizerunku Wall Street, mocno nadszarpniętego przez ostatni kryzys.
Maciej Kalwasiński
Bankier.pl





























































