Prezydent USA Donald Trump poinformował we wtorek, że ma zaplanowaną rozmowę z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. Rozmowa ma dotyczyć śmierci pracownicy instytutu zajmującego się dżumą w rosyjskim obwodzie irkuckim na Syberii.


- Mam zaplanowaną rozmowę (z nim) - powiedział Trump, odpowiadając na pytanie o to, czy rozmawiał z Putinem. Dodał, że do rozmowy dojdzie wkrótce.
Przywódca USA zapowiedział też, że najpewniej w środę strona amerykańska będzie mogła przekazać w tej sprawie więcej informacji.
Dzień wcześniej Trump zaoferował Rosji pomoc w związku ze śmiercią pracownicy instytutu.
USA ostro naciskają na Moskwę po zgonie młodej badaczki
We wtorek sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że informacje przekazane przez Moskwę są „wciąż dość ograniczone”.

Zachęcamy Rosję do przejrzystości i przekazania światu większej ilości informacji, abyśmy wszyscy mogli odpowiednio i właściwie zareagować – zaapelował do Moskwy Rubio. - Być może nic tam się nie dzieje. Być może sprawa jest większa, niż sądziliśmy. Nie wiemy — dodał.
- Bardzo uważnie to monitorujemy, z godziny na godzinę – powiedział szef amerykańskiej dyplomacji. -Śledzi to wiele agencji, nie tylko w USA, ale również na arenie międzynarodowej — zaznaczył.
Jak napisał dziennik „Wall Street Journal”, USA ostrzegły Moskwę za pośrednictwem poufnej komunikacji dyplomatycznej, że nieujawnienie szczegółów dotyczących śmierci pracownicy laboratorium jest sprzeczne z jej międzynarodowymi zobowiązaniami w zakresie ochrony zdrowia.
Bakteriolog: Nie ma powodu do obaw, że dżuma dotrze do Polski
W Europie dżuma nie występuje i nie ma żadnych podstaw do obaw, że zostanie tu przywleczona z rejonów endemicznych – mówi PAP bakteriolog prof. Aleksandra A. Zasada.
W związku z doniesieniami medialnymi na temat niepotwierdzonego przypadku dżumy płucnej na terenie Federacji Rosyjskiej PAP zapytała prof. Aleksandrę A. Zasadę, kierownika Zakładu Badania Surowic i Szczepionek w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH-PIB o możliwość przywleczenia tej choroby np. do Polski.
- Nie ma zupełnie żadnych podstaw do obaw. Po pierwsze, dzięki wysokiemu poziomowi higieny w Europie dżuma nie występuje, ani wśród zwierząt, ani wśród ludzi – zapewniła ekspertka. Podkreśliła, że w XX i XXI wieku na Starym Kontynencie praktycznie nie odnotowywano zachorowań na dżumę. Przypomniała, że ostatni raz mieliśmy w Polsce do czynienia z „czarną śmiercią” w XVIII i na początku XIX wieku.
Jej zdaniem zabezpieczone są nawet miejsca tak newralgiczne z punktu widzenia zagrożenia zakażeniem dżumą jak porty. Gryzonie – główny rezerwuar dżumy - przypływające na statkach z rejonów jej występowania dzięki odpowiednim procedurom nie mogą w ocenie ekspertki przedostać się na ląd.
Nawiązując do niepotwierdzonych informacji o przypadku dżumy płucnej w Rosji, Zasada podkreśliła, że ryzyko dotarcia drobnoustrojów tej choroby do Polski, gdyby – jak się wyraziła - ktoś zachorował na innym kontynencie, jest w tym momencie żadne. – Ta choroba jest bardzo zakaźna, bardzo szybko przynosi objawy i jeśli nie jest leczona, umiera się na nią w ciągu 1-3 dni– oceniła ekspertka.
Dżuma jest chorobą odzwierzęcą, którą wywołują bakterie Yersinia pestis. Na ludzi pałeczki dżumy są przenoszone przede wszystkim przez ukąszenia pcheł żywiących się krwią zakażonych gryzoni, co najczęściej prowadzi do zachorowania na dżumę dymieniczą. To – jak wyjaśniła Zasada - jedna z trzech postaci dżumy.
- Możemy mieć także do czynienia z postacią płucną, o której w tej chwili jest tak głośno, bądź też z postacią septyczną – zaznaczyła ekspertka. Według niej dżuma dymienicza ma w przeciwieństwie do postaci płucnej bardzo ograniczoną zakaźność z człowieka na człowieka, a jej przebieg jest o wiele łagodniejszy.
Wszystkie trzy postaci dżumy można jednak zdaniem ekspertki skutecznie leczyć antybiotykami. Pod warunkiem że zostaną szybko podane, najlepiej w ciągu 24 godzin od wystąpienia objawów.
Jak przyznała Zasada, do dziś nie wyprodukowano niestety skutecznej szczepionki na dżumę. Te, które udało się opracować, dawały odporność trwającą najwyżej pół roku.
Ogniska dżumy występują na terenach endemicznych, takich jak Azja, Afryka czy zachodnie stany USA. Przede wszystkim wśród gryzoni. Zdarzają się także w azjatyckiej części Rosji.
Ostatnie oficjalnie potwierdzone zakażenie dżumą miało tam miejsce w lipcu 2016 r. Jak podał niezależny, rosyjskojęzyczny portal meduza.io, w Republice Ałtaju zachorował wtedy 10-letni chłopiec, który pomagał swojemu dziadkowi oprawić mięso świstaka. Przeżył, ponieważ lekarze szybko rozpoznali u niego objawy dżumy i zaczęli go leczyć.
Do najnowszego, choć niepotwierdzonego przez rosyjskie władze przypadku zachorowania na dżumę w Rosji, miało dojść na Syberii.
25 września Daria Szipiłowa, 28-letnia laborantka instytutu badawczego w obwodzie irkuckim w Rosji, zajmującego się leczeniem dżumy, przypadkowo rozbiła probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej. Taką informację podały lokalne media, cytowane przez amerykański serwis Axios.
Cztery dni później kobieta została przyjęta do szpitala w Szelechowie z objawami ciężkiego zapalenia płuc. Zmarła w nocy z 1 na 2 października.
Jak podał niezależny rosyjskojęzyczny portal meduza.io, po jej śmierci władze wprowadziły w szpitalu kwarantannę z powodu podejrzenia „szczególnie niebezpiecznej infekcji” u jednego z pacjentów. Mer rejonu szelechowskiego Maksim Modin potwierdził, że szpital został objęty kwarantanną.
Informacje o śmierci laborantki stały się pożywką dla krążących w sieci fałszywych narracji m.in. o trwającej już epidemii dżumy i o wykorzystywaniu pałeczek tego patogenu jako broni biologicznej.
W tego typu treściach użytkownicy odwołują się do wydanej w lipcu 2026 r. książki „Biological War: A scenario” autorstwa Annie Jacobsen, w której opisała fikcyjny scenariusz laboratoryjnego incydentu z dżumą na Syberii.
Polskie służby sanitarne monitorują sytuację epidemiologiczną w kraju i na świecie. We wtorkowym komunikacie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB podkreślono, że na chwilę obecną ani w oficjalnych źródłach strony rosyjskiej, ani międzynarodowych organizacji zdrowia publicznego nie opublikowano informacji potwierdzających wystąpienie przypadków dżumy u ludzi na terenie Federacji Rosyjskiej.
Również Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oceniła na podstawie dostępnych nieoficjalnych informacji na temat śmierci w Szelechowie, że ryzyko dla zdrowia publicznego wśród ogółu populacji wydaje się niskie.
Anna Gwozdowska i Weronika Moszpańska
Incydent biologiczny na Syberii a globalne bezpieczeństwo
Rosja przekazała USA niewiele informacji na temat incydentu, który wzbudził obawy, że choroba może rozprzestrzenić się w Rosji, a także przedostać się poza jej granice – twierdzą amerykańscy urzędnicy, cytowani przez gazetę.
Rzecznik Departamentu Stanu powiedział, że resort oficjalnie zwrócił się do rosyjskiego rządu o dodatkowe informacje oraz pozostaje w kontakcie z innymi państwami.
„WSJ” zaznaczył, że cztery dni po śmierci kobiety, zidentyfikowanej w lokalnych mediach jako Daria Szipiłowa, rosyjskie władze nadal nie ujawniły dokładnej przyczyny jej zgonu. Poinformowano jedynie, że zmarła na zapalenie płuc.
Zgodnie z międzynarodowymi przepisami dotyczącymi zdrowia publicznego państwa są zobowiązane do powiadomienia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w ciągu 24 godzin o zdarzeniu, które może stać się zagrożeniem dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Porozumienie wymaga również od sygnatariuszy przekazywania zaktualizowanych danych, w tym wyników badań laboratoryjnych oraz informacji o działaniach podejmowanych w celu ograniczenia zagrożenia.
Moskwa przekazała WHO pewne informacje, jednak nadal nie odpowiedziała na podstawowe pytania dotyczące tego przypadku, w tym na pytanie, jakie badania zostały przeprowadzone.
WHO poinformowała we wtorek, że prowadzi konsultacje z rosyjskimi władzami. Według organizacji ryzyko związane z tym zdarzeniem jest niskie dla Rosji i bardzo niskie dla Europy.
Urzędnicy, na których powołuje się „WSJ”, twierdzą, że nie ma żadnych oznak, by przypadek w Rosji mógł doprowadzić do wybuchu epidemii o skali porównywalnej z pandemią COVID-19.
25 września 28-letnia pracownica instytutu badawczego w obwodzie irkuckim rozbiła probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej. Jak podały rosyjskie media, cztery dni później kobieta została przyjęta do szpitala z objawami ciężkiego zapalenia płuc. Zmarła w nocy z 1 na 2 października. Po jej śmierci władze wprowadziły kwarantannę w kilku placówkach medycznych w regionie i objęły obserwacją medyczną około 200 osób, które miały z nią kontakt.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/wr/

























































