Chińskie ośrodki analityczne opracowują scenariusze zarządzania Tajwanem po ewentualnym „zjednoczeniu” z Chinami kontynentalnymi – podał hongkoński „South China Morning Post”. Zakres autonomii wyspy miałby zależeć od ścieżki przejęcia kontroli: od szerokiej autonomii po wariant zredukowania jej do „zwykłej prowincji”.


Jak ustalił dziennik, powołując się na rozmowy z chińskimi naukowcami oraz źródła akademickie na kluczowych uczelniach w Chinach, chińskie uniwersytety – Tsinghua, Pekiński oraz Xiamen – kończą badania nad modelami rządzenia Tajwanem.
Prace, stanowiące odpowiedź na apel chińskiego przywódcy Xi Jinpinga z 2019 r., nie proponują jednego rozwiązania, a przedstawiają zróżnicowane opcje uzależnione od sposobu osiągnięcia celu przez Pekin - zaznacza we wtorkowej publikacji „SCMP”
Scenariusz uznawany przez ekspertów za najbardziej dogodny dla Tajwanu zakłada dobrowolne negocjacje. W takim wypadku wyspa mogłaby – zdaniem prof. Chen Xiancaia z Uniwersytetu Xiamen – uzyskać autonomię większą niż Hongkong i Makau w ramach doktryny „jeden kraj, dwa systemy”.
Inny model przewidziano dla tzw. zjednoczenia wymuszonego, polegającego na wywarciu presji politycznej, gospodarczej i militarnej (np. blokady) bez pełnej inwazji. Prof. Chen wskazuje, że w tym wariancie autonomia wyspy byłaby ograniczona do poziomu Hongkongu lub „nawet mniejszego”.

Spadek autonomii Tajwanu do poziomu „zwykłej chińskiej prowincji” nastąpiłby – zdaniem prof. Li Yihu z Uniwersytetu Pekińskiego – wyłącznie w sytuacji, gdyby Pekin został zmuszony do rozwiązania czysto militarnego. Użycie siły zbrojnej całkowicie przekreśliłoby uprzywilejowany status wyspy.
„SCMP” podkreśla, że opracowania nie stanowią oficjalnej polityki władz w Pekinie, lecz służą jako materiał analityczny dla chińskich decydentów.
Komunistyczne władze w Pekinie uznają demokratycznie rządzony Tajwan za „zbuntowaną prowincję”, a prezydenta Lai Ching-te określają mianem „separatysty”. Władze w Tajpej odrzucają chińskie roszczenia, nazywając je próbą „aneksji” i podkreślają, że tylko mieszkańcy Tajwanu mają prawo decydować o przyszłości kraju.
Krzysztof Pawliszak (PAP)
krp/ ap/






























































