Dane napływające zza oceanu utwierdzają inwestorów w przekonaniu, że kondycja amerykańskiej konsekwentnie ulega poprawie. Wczorajsze dane z rynku pracy pokazały spadek liczby nowych bezrobotnych do 351 tys., znacznie poniżej oczekiwań. Wraz z danymi pokazującymi rosnące zatrudnienie rysuje się coraz bardziej zadowalający obraz rynku pracy.
Równie optymistycznie zaprezentowały się dane z sektora przemysłowego. Indeksy koniunktury w regionie nowojorskim i filadelfijskim wzrosły zdecydowanie mocniej od oczekiwań, co potwierdza optymistyczne opinie dotyczące najważniejszej gospodarki świata.
Dzięki porcji solidnych raportów indeks Standard & Poor's 500 zagościł powyżej 1.400 p. po raz pierwszy od 2008 roku. Dow Jones jest bliski rekordu wszech czasów z 2007 roku, a Nasdaq jest najwyżej od końca XX wieku.
Powoli brakuje paliwa?
Skala wzrostów była jednak nieproporcjonalnie mała w stosunku do solidnych danych. Stąd wniosek, że obozowi byków powoli zaczyna brakować paliwa. Mimo to chęć do kontynuowania wzrostów jest bardzo silna, za czym przemawia uspokojenie atmosfery wokół europejskiego kryzysu oraz wyraźna poprawa sytuacji gospodarczej za oceanem.
Poranek przynosi niewielkie umocnienie euro oraz wzrosty kontraktów terminowych. Jeżeli dzisiejsze dane zza oceanu wypadną równie dobrze, jak ostatnie raporty, wzrosty powinny być kontynuowane. Po południu inwestorzy poznają indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan i dane o produkcji przemysłowe.
Ponadto w kontekście znaczącej poprawy sytuacji na rynku pracy coraz większego znaczenia nabierają dane o inflacji. Zgodnie z oczekiwaniami inflacja pozostanie na poziomie 2,9 proc. w lutym. Ewentualny wzrost dynamiki cen byłby niepokojący ze względu na ograniczenie pola manewru Rezerwy Federalnej na polu dodruku pieniądza.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl






























































