REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Rzucili etaty i zmienili zawód. „To była najlepsza decyzja w życiu”

Katarzyna Wiązowska2026-07-23 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2026-07-23 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Olga porzuciła pracę głównej księgowej i dziś jest terapeutką, Marika zamieniła księgowość na projektowanie wnętrz, a Monika odeszła z banku, by uczyć w przedszkolu. Choć ich zawodowe drogi potoczyły się inaczej, wszystkie doszły do tego samego wniosku – większą wartość niż stabilny etat mają dziś satysfakcja z pracy i poczucie sensu. Jak podkreślają eksperci, takich historii będzie przybywać, bo przebranżowienie staje się jednym z najważniejszych trendów na współczesnym rynku pracy.

Rzucili etaty i zmienili zawód. „To była najlepsza decyzja w życiu”
Rzucili etaty i zmienili zawód. „To była najlepsza decyzja w życiu”
fot. M Isolation photo / / Shutterstock

Jeszcze do niedawna przebranżowienie kojarzyło się przede wszystkim z pogonią za wyższymi zarobkami lub koniecznością znalezienia nowego zajęcia po utracie pracy. Dziś motywacje są znacznie bardziej złożone. Coraz więcej osób rezygnuje z zawodów uznawanych za bezpieczne i stabilne, ponieważ nie odnajduje w nich satysfakcji, zmaga się z wypaleniem zawodowym albo chce odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Historie byłych księgowych, bankowców czy urzędników pokazują, że zmiana ścieżki kariery nie musi oznaczać kroku wstecz. Wręcz przeciwnie – dla wielu staje się początkiem bardziej świadomego i spełnionego życia zawodowego.

Najlepsza decyzja w życiu

Swoją drogę zawodową postanowiła całkowicie zmienić Olga z Gdańska (nazwisko znane redakcji), która z głównej księgowej, przebranżowiła się najpierw w profesjonalną nianię, a obecnie jest couchem i terapeutą. Z kolei w najbliższej przyszłości zamierza zostać mediatorem sądowym.

– Gdy po maturze wybierałam studia, nie kierowałam się głosem serca, ale rozsądku. Byłam przekonana, że skoro podatki będą istniały zawsze, to księgowość da mi stabilność do końca życia. W dodatku z wiekiem moje doświadczenie będzie procentowało. Okazało się jednak, że była to iluzja bezpieczeństwa. Trudno o nie będąc na etacie, a także w warunkach, gdy często trzeba działać na granicy prawa i przy ciągle zmieniających się przepisach. W dodatku odpowiedzialność jest niewspółmierna do wynagrodzenia – mówi Bankier.pl Olga. – Zmiana zawodu nie była łatwa. Zwłaszcza, że na początku nie miałam konkretnego planu. W dodatku byłam samotną matką, bez żadnego wsparcia. Miałam jednak pewność, że nie chcę już robić tego co do tamtej pory. Dziś wiem, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Teraz naprawdę widzę sens swojej pracy i daje mi ona dużo radości.

Zamiast księgowej – projektantka wnętrz

Również Marika Gransicka - Kuchta postanowiła porzucić karierę księgowej i zostać projektantką wnętrz.

Wakacje na giełdzie

– Spełniłam swoje marzenie. Praca w księgowości nie dawała mi satysfakcji ani radości, którą teraz mogę dawać ludziom – mówi Bankier.pl Marika Gransicka - Kuchta. – Przy podejmowaniu tej decyzji najtrudniejszy był strach, czy dam radę i obawa, czy to naprawdę dobry kierunek. Do tego dochodziła jeszcze niepewność finansowa. Choć obecnie nie jest jeszcze tak, jak bym chciała, bo jestem w fazie rozwoju, to wiem, że to była dobra decyzja.

Praca z dziećmi zamiast 8 godzin za biurkiem

Natomiast Monika Sznajder, która z wykształcenia jest ekonomistką i po studiach pracowała najpierw jako urzędniczka celna, a potem pracownik banku, zdecydowała się zostać nauczycielką wychowania przedszkolnego.

– Praca w agencji celnej była wyjątkowo nudna. Siedziałam za biurkiem przez 8 godzin i czekałam na petentów. Z kolei w banku trzeba było realizować narzucone plany sprzedażowe i wysłuchiwać pretensji klientów. Uznałam, że to nie dla mnie i kiedy urodził się mój syn, przekonałam się, że mogę pracować z dziećmi – mówi Bankier.pl Monika Sznajder. – Dlatego też ukończyłam studium pedagogiczne, a potem także wychowanie przedszkolne. Nie żałuję tej decyzji, choć nie spodziewałam się, że w mojej obecnej pracy będzie tak dużo biurokracji, od której chciałam uciec. Jednak sama praca z dziećmi daje mi dużą satysfakcję.

Liczy się praca w zgodzie ze sobą

Według Justyny Federowicz, mentorki kariery, która w wieku 45 lata sama zrezygnowała z roli dyrektorki w HR i rozpoczęła własną działalność rozwojową, rzadko o całkowitej zmianie zawodu decyduje jeden powód.

Najczęściej decyzja dojrzewa stopniowo, pod wpływem długotrwałego niezadowolenia, wypalenia, braku perspektyw, niedopasowania pracy do wartości albo zmiany sytuacji życiowej – mówi Bankier.pl Justyna Federowicz. – Czasami przyspiesza ją konkretne wydarzenie: utrata pracy, choroba, reorganizacja czy spotkanie kogoś, kto pokazuje, że można pracować inaczej. Badacze kariery określają takie wydarzenia mianem „career shocks” - wstrząsów, które skłaniają człowieka do ponownego przemyślenia swojej drogi zawodowej. To, co było ważne dziesięć czy piętnaście lat wcześniej – awans, prestiż, wynagrodzenie – przestaje wystarczać. Zmieniają się potrzeby i sposób definiowania sukcesu. Coraz częściej nie oznacza on już tylko pięcia się po kolejnych szczeblach kariery, ale możliwość pracy w zgodzie ze sobą, większą autonomię i życie na własnych zasadach.

Nie zawsze jest to dobrowolny wybór

Jak twierdzi mentorka, zmiana zawodu nie zawsze jest całkowicie dobrowolnym wyborem.

Może ją wymuszać sytuacja na rynku pracy, zmiany gospodarcze lub rozwój technologii – uważa Justyna Federowicz. – Dla części osób zmiana profesji będzie więc wynikała nie tylko z potrzeby rozwoju czy poszukiwania sensu, lecz także z konieczności dostosowania się do świata pracy, w którym dotychczasowe kompetencje muszą zostać wykorzystane w zupełnie nowy sposób.

Zdaniem ekspertki dobry moment na zmianę nie oznacza, że lęk znika i nagle pozostaje stuprocentową pewność.

– Chodzi raczej o to, żeby wiedzieć nie tylko, od czego chcemy uciec, ale też do czego chcemy się zbliżyć. I żeby tej decyzji nie opierać wyłącznie na emocjach z jednego trudnego dnia, lecz wcześniej choć trochę sprawdzić nowy kierunek w praktyce – dodaje Justyna Federowicz.

Przebranżowienie staje się nową normą na rynku pracy

Według Joanny Bolińskiej, senior HR Consultant w Randstad, przebranżowienie przestaje być rzadkim zjawiskiem, a zaczyna być naturalnym etapem rozwoju zawodowego. Zmieniła się przy tym specyfika tego procesu.

– O ile jeszcze kilka lat temu decyzja o zmianie zawodu wynikała głównie z chęci szybkiego awansu finansowego, obecnie jest ona znacznie bardziej przemyślana. Często bywa wymuszona uwarunkowaniami rynkowymi lub podyktowana potrzebą ochrony własnego dobrostanu psychicznego – mówi Bankier.pl Joanna Bolińska. – Najczęściej zauważamy odpływ z sektorów o wysokim poziomie presji i powtarzalności procesów, takich jak bankowość, logistyka czy duże struktury korporacyjne. Ostatnio zauważalne są również odejścia z branży IT, co w przypadku młodszych pracowników wynika wprost ze spadku liczby dostępnych ról juniorskich oraz rosnącej konkurencji.

Młodsi szukają szans, starsi – zawodowego sensu

Według ekspertki dalsze ścieżki kariery przyjmują najczęściej jeden z dwóch modeli.

Część osób decyduje się na łagodne przejście, zmieniając sektor, ale bazując na dotychczasowych kompetencjach, na przykład przechodząc z bankowości do obszarów ESG, HR lub marketingu. Inni dokonują całkowitej zmiany, rezygnując z pracy w dużej organizacji na rzecz własnej działalności, na przykład rzemieślniczej, edukacyjnej czy kreatywnej – twierdzi przedstawicielka Randstad. – Z naszych doświadczeń wynika, że decyzje o tak istotnych zmianach podejmują najczęściej dwie grupy wiekowe, które kierują się odmiennymi motywacjami. Dla pracowników w wieku od 25 do 32 lat przebranżowienie to przeważnie weryfikacja pierwszych wyborów edukacyjnych oraz reakcja na wysoki próg wejścia w niektórych branżach. Decydują tu czynniki rynkowe, takie jak brak stabilności zatrudnienia, mniejsza dostępność ofert w wyuczonej dziedzinie czy poszukiwanie większej elastyczności. Z kolei w przypadku specjalistów w przedziale 40–50 lat, już posiadających bogate doświadczenie, głównym powodem jest przewartościowanie celów życiowych i zawodowych. Katalizatorem zmian bywa u nich wypalenie zawodowe, utrata poczucia sensu w dotychczasowej roli oraz silne dążenie do odzyskania równowagi między pracą a życiem prywatnym.

Nie jedna, a kilka zmian zawodowych w życiu

Jak twierdzi Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service, zmiana zawodu nie jest nowym zjawiskiem, ale dziś wchodzi w zupełnie nową fazę.

– Sztuczna inteligencja i automatyzacja sprawiają, że odchodzimy od modelu jednej profesji wykonywanej przez całe życie. Starsze pokolenia często budowały karierę wokół jednego zawodu i jednego pracodawcy. Dziś taki scenariusz będzie coraz rzadszy – mówi Bankier.pl Krzysztof Inglot. – Już teraz obserwujemy, że pracownicy są bardziej otwarci na zdobywanie nowych kompetencji i zmianę kierunku rozwoju, co widzimy w „Barometrze Polskiego Rynku Pracy”. W kolejnych latach ten trend będzie się tylko umacniał. AI nie tyle zabierze pracę, ile zmieni zakres obowiązków w wielu zawodach, dlatego zdolność do przekwalifikowania stanie się jedną z kluczowych kompetencji na rynku pracy. W praktyce będziemy świadkami nie jednej, ale nawet kilku istotnych zmian zawodowych w trakcie życia.

W cenie stabilność zawodowa

Zdaniem eksperta największym zainteresowaniem cieszą się branże oferujące stabilność zatrudnienia, wyższe wynagrodzenia i możliwość szybkiego rozwoju.

– Aktualnie są to m.in. nowe technologie, analiza danych, cyberbezpieczeństwo, marketing cyfrowy, e-commerce, logistyka, energetyka oraz sektor usług biznesowych. A pracownicy odpływają z zawodów, gdzie pojawia się rutyna czy ograniczone perspektywy rozwoju – twierdzi Krzysztof Inglot. – Coraz częściej decyzja o zmianie wynika też z przekonania, że obecna profesja będzie w perspektywie kilku lat stopniowo traciła na znaczeniu.

Pracodawcy doceniają elastyczność

Według ekspertki Randstad ewaluuje również podejście pracodawców do osób zaczynających od nowa.

Coraz więcej firm docenia kandydatów, którzy łączą kompetencje z różnych dziedzin, wnosząc do nowej organizacji unikalną perspektywę i dojrzałość biznesową – mówi Joanna Bolińska. – Pracownik wywodzący się na przykład z sektora finansowego często wyróżnia się umiejętnością analitycznej pracy ze wskaźnikami, dyscypliną procesową i wysoką odpornością na stres. Wyzwaniem w zatrudnianiu takich osób pozostają niekiedy rozbieżności w oczekiwaniach finansowych oraz konieczność zainwestowania czasu w ich wdrożenie do nowej branży. Mimo to praktyka pokazuje, że odpowiednio przygotowany kandydat, potrafiący merytorycznie uzasadnić swoją decyzję o zmianie, jest postrzegany przez rekruterów, jako wartościowy i samoświadomy pracownik – dodaje ekspertka.

Wiele wskazuje na to, że przebranżowienie przestaje być wyjątkiem, a staje się naturalnym elementem kariery zawodowej. Coraz więcej osób rezygnuje z pozornie stabilnych zawodów na rzecz pracy, która daje większą satysfakcję i lepiej odpowiada ich potrzebom. Eksperci wskazują, że wraz z rozwojem nowych technologii i zmianami na rynku pracy zdolność do przekwalifikowania będzie jedną z najważniejszych kompetencji przyszłości.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Kupuj, trzymaj, sprzedaj. Oto rekomendacje dla akcji z GPW
Katarzyna Wiązowska
Katarzyna Wiązowska
redaktor Bankier.pl

Dziennikarka prasowa i internetowa. Z wykształcenia ekonomistka, PR-owiec i psycholog komunikacji medialnej. Bliskie jej są tematy dotyczące rynku pracy, przedsiębiorczości i kreatywności. Lubi rozmawiać z ludźmi, poznawać ich historie, również biznesowe. Z pasji – kinomanka.

Tematy

Komentarze (7)

dodaj komentarz
harrytracz
Wszystko zależy od tego czy ma się gdzie mieszkać (albo czy ma się już spłaconą hipotekę); oraz od tego, czy ma się w domu drugi stabilny dochód w postaci pracującego chłopa.
Przykład samotnej Olgi z dzieckiem to spore ryzyko... ale zawsze jest strach o to co będzie jak nie wyjdzie?
sterl
Zamienił stryjek siekierkę na kijek...
igła
Pani Katarzyno, podobno najbardziej szczęśliwi są ci, którzy rzucili etat w budżetówce i państwowych przedsiębiorstwach. A następnie założyli prywatne biznesy i teraz zatrudniają tysiące ludzi.
carlito1
Patrząc na ten domek z przekokniętego kartonu to nic tylko zmienić zawód i wyjechać w bieszczady.
miketheripper
"Kwoty te jednak nie pokazują skali dramatu i mizerii w publicznych szpitalach" - zauważa "Rz". Dziennik wskazuje, że niespłacone długi mają rosnąć nie tylko z powodu odsetek, ale także ze względu na wymogi ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych.


"Ujawniamy
"Kwoty te jednak nie pokazują skali dramatu i mizerii w publicznych szpitalach" - zauważa "Rz". Dziennik wskazuje, że niespłacone długi mają rosnąć nie tylko z powodu odsetek, ale także ze względu na wymogi ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych.


"Ujawniamy piętrowe patologie, jakie panują w zadłużonych placówkach" - zapowiada czwartkowa "Rzeczpospolita", cytowana przez PAP.

Gazeta podaje, że pod koniec marca łączne zadłużenie szpitali w Polsce przekroczyło 37 mld zł. Zobowiązania wymagalne, czyli przeterminowane długi, wzrosły do ponad 5 mld zł.

"Kwoty te jednak nie pokazują skali dramatu i mizerii w publicznych szpitalach" - zauważa "Rz". Dziennik wskazuje, że niespłacone długi mają rosnąć nie tylko z powodu odsetek, ale także ze względu na wymogi ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych.
WIDEO
“Ministerstwo nie dowozi”. Tak rząd poległ w sprawie Pyszne.pl [OPINIA]

Jak podaje "Rzeczpospolita", przepisy te wprowadziły stałą rekompensatę za koszty windykacji w wysokości od 40 do 100 euro od każdej faktury.

- Za każdą opóźnioną, nieopłaconą fakturę jesteśmy obciążani dodatkowo. Do 5 tys. zł to 40 euro, od 5 do 50 tys. zł - 70 euro i powyżej - 100 euro. Z takich długów się nie wychodzi - powiedział dyrektor szpitala, w rozmowie z dziennikiem."

- money pl


Wystarczy peowcom nie przeszkadzać xD
miketheripper
"– Nie ma takiego kraju, który byłby tak stary, jak stara będzie Polska za 25 lat – ocenił ekspert, powołując się na prognozy demograficzne.

Jego zdaniem skutki zmian będą odczuwalne znacznie wcześniej niż w momencie przechodzenia na emeryturę. Z rynku pracy ma bowiem systematycznie ubywać osób w wieku produkcyjnym. –
"– Nie ma takiego kraju, który byłby tak stary, jak stara będzie Polska za 25 lat – ocenił ekspert, powołując się na prognozy demograficzne.

Jego zdaniem skutki zmian będą odczuwalne znacznie wcześniej niż w momencie przechodzenia na emeryturę. Z rynku pracy ma bowiem systematycznie ubywać osób w wieku produkcyjnym. – Każdego dnia roboczego będzie z polskiego rynku pracy znikać tysiąc osób – wskazał Sobolewski."

- money pl

xD
tomkooo
kto by sie tym przejmowal, wazne zeby kolejne plusy i tarcze wprowadzac na kredyt.
popis sie nachapie, a reszta niech zdycha w biedzie

Powiązane: Praca, płaca i kariera

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki