REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Aktywiści chcą sami zostać przewoźnikami na trasie do Morskiego Oka

2026-08-22 17:33
publikacja
2026-08-22 17:33
Dodaj Bankier.pl w Google

Obrońcy zwierząt zapowiedzieli w Starostwie Tatrzańskim, że chcą sami rozpocząć działalność przewozową na trasie do Morskiego Oka. Chcą spełnić wymogi stawiane przewoźnikom, a następnie zakwestionować obowiązujące zasady dotyczące transportu na tej trasie i doprowadzić do zastąpienia koni pojazdami elektrycznymi.

Aktywiści chcą sami zostać przewoźnikami na trasie do Morskiego Oka
Aktywiści chcą sami zostać przewoźnikami na trasie do Morskiego Oka
fot. Wojciech Matusik / / FORUM

W środę w Starostwie Tatrzańskim odbyło się spotkanie aktywistów z władzami powiatu i dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN).

- My jako Zrzeszenie Organizacji Ochrony Zwierząt zaproponowaliśmy, że zostaniemy sami przewoźnikami i spełnimy wszystkie wymogi starostwa powiatowego, żebyśmy mieli prawo zaskarżyć akt prawa miejscowego wydawany przez starostę, który zabrania korzystania na tej trasie z pojazdów elektrycznych – powiedział prezes zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) Konrad Kuźmiński. Jak dodał, starosta miał podczas spotkania powiedzieć wprost, że nie widzi możliwości dopuszczenia na trasie przewoźników korzystających z pojazdów elektrycznych.

- My jako organizacja otwieramy działalność przewozową, z której dochód skierujemy na ochronę środowiska i ochronę zwierząt w Tatrach – zapowiedział Kuźmiński.

Aktywiści chcą również, aby konie wykorzystywane obecnie do przewozu turystów zostały odkupione przez Tatrzański Park Narodowy (TPN) i służyły do wypasu górskich hal. Ich zdaniem park ma wystarczające możliwości finansowe, organizacyjne i przestrzenne, aby zapewnić zwierzętom godny dożywotni byt. Na trasie do Morskiego Oka pracuje około 300 koni.

Podczas spotkania obecny był także Rafał Szlachta z firmy Innovation AG, która stworzyła elektryczny pojazd stylizowany na tradycyjny wóz góralski, tzw. e-fasiąg. Poinformował, że pojazd został zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce z myślą o trasie do Morskiego Oka. Według niego producent nie chce sprzedawać pojazdów przewoźnikom, ale udostępniać je bezpłatnie, a następnie pobierać procent od wypracowanych przez nie przychodów.

Scammingout

Szlachta krytykował także koszty elektrycznych busów wykorzystywanych obecnie na trasie i sfinansowanych z pieniędzy publicznych. Jego zdaniem za kwotę, którą TPN chce przeznaczyć na zakup 16 busów, można byłoby kupić około 80 polskich e-fasiągów, a nie niemieckich busów za 1,5 mln zł za sztukę.

- Jestem tym zdziwiony jako Polak i podatnik. Przecież to są ogromne pieniądze. Kupuje się elektryczne busy blaszane, a nie wybiera się polskich pojazdów, w Polsce zaprojektowanych zgodnie z tradycją i historią tego regionu – mówił.

Szlachta zarzucił także, że warunki przetargu na zakup kolejnych pojazdów zostały sformułowane w taki sposób, że mogła je spełnić tylko jedna zagraniczna firma, choć – jak przekonywał – producentów tego typu pojazdów jest więcej.

Na trasie do Morskiego Oka od około roku funkcjonują cztery elektryczne busy kupione ze środków Ministerstwa Klimatu i Środowiska za niemal 3,2 mln zł. Pojazdy kursują w ramach prowadzonej przez TPN edukacji przyrodniczej, a z przejazdu może skorzystać każdy turysta po zakupieniu biletu. Busy kursują z Zakopanego do Włosienicy, znajdującej się przed Morskim Okiem, oraz na Palenicę Białczańską.

Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski podkreślił, że park realizuje postanowienia listu intencyjnego podpisanego w lutym 2025 r. - My realizujemy postanowienia listu intencyjnego. Ogłosiliśmy przetarg na zakup kolejnych 16 busów elektrycznych. Ten przetarg już jest na rozstrzygnięciu – powiedział.

Jak dodał, od 1 września, zgodnie z ustaleniami, TPN rozpocznie pilotaż nowej organizacji transportu, w ramach którego droga przejazdu wozów konnych zostanie skrócona do Wodogrzmotów Mickiewicza.

Jego zdaniem środowe spotkanie nie sprzyjało merytorycznemu rozwiązaniu problemu. - Nie da się w takiej atmosferze rozmawiać, nie da się w teatrze rozwiązać żadnej sprawy – ocenił, odnosząc się do zarzutów kierowanych wobec organizatorów transportu konnego.

Starosta tatrzański Andrzej Skupień również podkreślił, że model transportu wypracowany wcześniej ma przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo na bardzo ruchliwej drodze do Morskiego Oka.

- Kolejny raz mamy rozmowę, w której jedna strona nie słucha, a my musimy zrobić to odpowiedzialnie – powiedział.

Jak zaznaczył, połączenie ruchu pieszego, transportu konnego oraz samochodów służb ratowniczych i technicznych sprawia, że dokładanie kolejnych elementów transportu byłoby ryzykowne. Przypomniał, że obecny model jest wynikiem ustaleń, w których uczestniczyły m.in. samorząd, TPN, przedstawiciele woźniców i ministerstwo.

Starosta podkreślił, że transport konny odbywa się pod kontrolą.

- Konie są pod kontrolą weterynaryjną. Jeżeli jeszcze dojdzie do skrócenia trasy, to na pewno nie będzie to żaden wysiłek dla zwierząt. Regulamin jest taki, że te konie wyjeżdżają dziennie maksymalnie dwukrotnie – powiedział.

Według wyników corocznych badań weterynaryjnych i ortopedycznych koni większość zwierząt jest w dobrej kondycji. W tym roku badań nie przeszły tylko dwa spośród 282 badanych zwierząt. Twierdzeń o przeciążeniu koni nie potwierdziły także postępowania prokuratorskie. Według Głównego Lekarza Weterynarii przewozy zaprzęgami są legalne przy zachowaniu przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt. Przeciwko likwidacji transportu konnego opowiadają się m.in. naukowcy zajmujący się hodowlą koni oraz Polski Związek Hodowców Koni.

Z danych TPN wynika, że na trasie do Morskiego Oka nie odnotowano przypadków padnięcia konia z powodu przeciążenia. Na tej trasie padły natomiast trzy konie, jednak nie było to spowodowane wysiłkiem, lecz nagłym zachorowaniem, w tym pęknięciem aorty i kolką żołądkową, oraz zdarzeniem związanym ze spłoszeniem konia przez nisko przelatujący śmigłowiec ratowniczy.

Trasa z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jest jedną z najpopularniejszych dróg turystycznych w Tatrach. (PAP)

szb/ mark/

Źródło:PAP
Tematy
Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią – sierpień 2026 r.
Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią – sierpień 2026 r.

Komentarze (9)

dodaj komentarz
kriso135
Myślałem, że ci "obrońcy" zastąpią konie w zaprzęgach i sami będą ciągnąć wóz z turystami
to_i_owo
Prawdziwy aktywista nie pracuje

Może się przykleić do asfaltu jak jest ładna pogoda, pikietować, oblać coś farbą, przytulić grant albo dotację za zaprzestanie szykanowania jakiejś firmy...

Ale do roboty, jeszcze do tego fizycznej...
pilsener
"Obrońcy zwierząt" - w Polsce nie ma obrońców zwierząt, są ludzie żebrzący przy pomocy zwierząt albo tacy co spuszczają w TPN psy, chodzą na jogę ze szczeniakami czy wystawy psów rasowych. Różnego rodzaju "aktywiści" natychmiast znikają, gdy kończą się pieniądze :)
nierzad
organizacje pozarządowe stworzone przez niemcy,chcą urządzac nam życie
igor81
cały urok tej usługi to właśnie koń. Autobus elektryczny to trochę inna usługa. Zamiast ustalić sensowny standard ile kg może ten koń ciągnąć to wylali dziecko z kąpielą. Konie do rzeźni a zarobi producent autobusów.
prawnuk
no to wszystko zależy. Jak idziesz sie kąpać w Morskim Oku to 100% racji......
Ale jak chodziłem po górach, to bardzo niemiło przyjąłem likwidację możliwość taniego dojazdu do Włosienicy. Bo to oznaczało konieczność znacznie wcześniejszego wstawania. Trochę po górach chodziłem w innych czasach - jak jeszcze byly pustawe. Ale należałem
no to wszystko zależy. Jak idziesz sie kąpać w Morskim Oku to 100% racji......
Ale jak chodziłem po górach, to bardzo niemiło przyjąłem likwidację możliwość taniego dojazdu do Włosienicy. Bo to oznaczało konieczność znacznie wcześniejszego wstawania. Trochę po górach chodziłem w innych czasach - jak jeszcze byly pustawe. Ale należałem do tych co schodzili wtedy gdy inni dopiero szli pod górę.
I ja bym proponował proste rzeczy:
1. zamknięcie szlaków jak na Słowacji /co najmniej 4 miesiace zamknięcia na zimę/,
2. wprowadzenie biletów z możliwością ubezpieczenia - dla obcokrajowców obowiązkowo.
3. w sezonie - rano jeżdzą tylko elektryki, to można wymyślić indywidualne zamówienia, w dość sensownej cenie. Coś między komunikacją miejską a taksówką. Np 25 zł z Zakopanego, i taka sama cena z dolnego parkingu.
4. po dowiezieniu turystów rzeczywiście górskich lub lubiących spacerować po pustawych górach - dochodzą konie, na obecnej trasie. I publika ma wybór albo busem albo wozem. Oczywiście z maksymalnym przepustem, plus słynną regulacją - jeśli brakuje busów - to busiarze dopłacają do wozu - to spowoduje 100% skutecznosci.
5. po południu powrót tylko do busów.

Rozumiem, że pojmujesz straty III rzeszy, gdy ludzie szli od razu na druty, i były straty /może tacy więżniowie powinni wypłacić reparacje/?
Argument : koń do rzeżni - to absurd. Jeden z moich dziadków miał konie. Jak sobie pokupował auta czy ciągniki, to wyobraż sobie konie nie poszły do rzeżni tylko dostały dożywocie. Jak zakończyły swoje losy, to nie wiem, ale wiele lat były na bezrobociu u dziadka.
No chyba że górale są pozbawieni empatii dla zwierząt. Jeśli tak. To trzeba ten absurd zamknąć.
PS. twoja rodzina może wciągać turystów wozami. Będzie jak na podkarpackiej wsi do lat 50-tych konia - zastąpi chłop.
samsza
Gdzie prokuratura, przy zakupie busów przez polityków ministerialnych, ta co była przy zakupie wozów strażackich dla strażaków ?
to_i_owo
"Aktywiści chcą sami zostać przewoźnikami na trasie do Morskiego Oka"
:)))

No to teraz wiadomo o co chodzi...
:)))

Powiązane: Zakopane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki