REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Zyta Gilowska skrytykowała ostro politykę finansową rządu

2010-12-10 17:49
publikacja
2010-12-10 17:49


Była minister finansów Zyta Gilowska zarzuciła rządowi, że traktuje społeczeństwo jak sprzedawców margaryny lub używanych samochodów.

Podczas konferencji PiS w Jachrance, poświęconej dorobkowi Lecha Kaczyńskiego, Zyta Gilowska skrytykowała ostro politykę finansową rządu.

Powiedziała, że w latach 2008-2009 wydatki sektora finansów publicznych wzrosły o 100 miliardów, a w 2010 roku według wszelkich prognoz wzrosną o dalsze 140 miliardów złotych. Oznacza to - według Zyty Gilowskej - wzrost wydatków polskiego sektora finansów publicznych przez trzy lata o prawie 30 procent.

To rozrzutność ponad dwuipółkrotnie wyższa, niż w czasach poprzedniego rządu, który działał w komfortowych warunkach wysokiego wzrostu gospodarczego - podkreśliła była minister finansów.

Zdaniem Zyty Gilowskiej, rząd co innego mówi, a co innego robi, bo nieustannie, opowiadając o oszczędnościach, forsuje wzrost wydatków.

Zyta Gilowska powiedziała też, że za specyficzny i kosztowny program stymulacyjny, sięgający 10 procent PKB, rząd kupił czas i opinię pogromcy kryzysu.

Prowadzi to jednak - jej zdaniem - do nieustannego i niebezpiecznego pożyczania na światowych rynkach finansowych. Zyta Gilowska zarzuciła też rządowi, że nie komunikuje się w tych kwestiach z obywatelami w żadnych formach dostępnych w demokratycznych państwach. Wcześniej wspominała bardzo częste narady u prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który bardzo interesował się gospodarką.

Konwencję, w której obywatele są informowani przez obecny rząd o tym, co się w Polsce dzieje oddają - według Zyty Gilowskiej - słowa piosenki o "zabełtaniu błękitu w głowie".

Zyta Gilowska wyraziła przekonanie, że ta metoda nie zadziała wobec Polaków, którzy nie mogą zrezygnować z państwa i podkreśliła, że bez diagnozy nie ma terapii.

Weźmy się do roboty, dbajmy o nasz dom - apelowała Zyta Gilowska, powołując się na zobowiązanie wobec Lecha Kaczyńskiego i wielkich Polaków, którzy zginęli przelewając krew.

Wystąpienie byłej minister finansów, obecnie członka Rady Polityki Pieniężnej uczestnicy konferencji "Lech Kaczyński - pamięć i zobowiązanie" przerywali licznymi brawami.

Źródło:IAR
Tematy

Komentarze (3)

dodaj komentarz
~Baca
z tego co pamiętam jeszcze przez dwa lata Vincent nie był w stanie uwierzyć że taki samograj jak gospodarka Polska można zniszczyć. O kryzysie ten dyletant mówi dopiero od niespełna roku, to jest że to on do niego doprowadził. ZYTA wróć i ratuj !!!.
~ano
Niestety minister finansów nie poczuwa się do winy za tak katastrofalny stan publicznych finansów, a jakby tego było mało nie tracąc fasonu winą za obecną dramatyczną sytuację finansową kraju obarcza swoich poprzedników. Warto zastanowić się czy takie zwalanie winy na poprzednią ekipę rządzącą ma jakiekolwiek podstawy i czy poparte Niestety minister finansów nie poczuwa się do winy za tak katastrofalny stan publicznych finansów, a jakby tego było mało nie tracąc fasonu winą za obecną dramatyczną sytuację finansową kraju obarcza swoich poprzedników. Warto zastanowić się czy takie zwalanie winy na poprzednią ekipę rządzącą ma jakiekolwiek podstawy i czy poparte jest faktami, czy raczej jest to zwykła ściema obliczona na to, że „ciemny naród wszystko kupi”.

Warto na początek przypomnieć panu ministrowi, premierowi, politykom Platformy Obywatelskiej i ich zwolennikom, że od ponad trzech lat władzę w kraju sprawuje właśnie ta partia, która również może od kilku miesięcy liczyć na wsparcie swojego prezydenta, a także od początku swoich rządów na ogromną przychylność ogólnopolskich mediów i najróżniejszych „autorytetów”, co oczywiście przekłada się na popularność ekipy rządzącej. Próba przekonania opinii publicznej, że kryzys finansów publicznych jest wynikiem obniżenia podatków przez rząd Prawa i Sprawiedliwości jest dość karkołomna, a dla bardziej uświadomionych ekonomicznie wręcz śmieszna, gdyż jak wiadomo zmniejszenie obciążeń podatkowych zawsze pozytywnie wpływa na gospodarkę, o czym zresztą z pół roku temu również publicznie mówił minister Rostowski, przekonując, że dzięki obniżce podatków przez poprzednią ekipę Polska zanotowała wzrost gospodarczy.

Jak widać pan minister dość często i radykalnie zmienia swoje zdanie. Minister Rostowski, przy wsparciu premiera i innych polityków partii rządzącej, wmawia Polakom, że gdyby nie obniżka podatków kilka lat temu, to mielibyśmy obecnie w budżecie o 40 miliardów złotych więcej. Oczywiście takie tłumaczenia nie mają najmniejszego oparcia w faktach, a wszystkich niezorientowanych w temacie odsyłam do ciekawej analizy przeprowadzonej na łamach „Najwyższego Czasu” przez Marka Łangalisa, którą zamieścił w artykule zatytułowanym „Stumiliardowy deficyt”(„Najwyższy Czas”, Nr 40, 2 październik 2010, str. VII- IX). Redaktor Łangalis przypomina, że koalicyjny rząd Prawa i Sprawiedliwości Ligii Polskich Rodzin i Samoobrony ponad 3 lata temu obniżył składkę rentową z 6,5% pensji brutto do 3,5%, a pół roku później do poziomu 1,5% pensji brutto, jakże liberalne posunięcie.

Dzięki tym obniżkom przeciętnie zarabiający Polak w ciągu roku miał do dyspozycji 600 złotych więcej. Według oficjalnych danych dzięki tej obniżce zanotowano spadek bezrobocia oraz zwiększenia konsumpcji. Według wyliczeń Zakładu Ubezpieczeń Społecznych już w półtora roku po obniżce składki rentowej liczba płacących składki wzrosła o ponad 10%. Jeszcze ciekawiej wyglądała sytuacja dochodów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, które wynosiły tylko ze składek w roku 2005 85,5 miliarda, w roku 2006 wzrosły do poziomu 91,8 miliarda złotych, aby po obniżce składki rentowej w 2007r. wzrosnąć do poziomu aż 100,7 miliarda złotych. Nawet kryzysowy rok 2008 choć przyniósł niewielki spadek tych dochodów to jednak i tak były one wyższe o 7% od tych z 2006r.

Fakt, że Polacy mieli więcej pieniędzy w portfelach wpłynął również na wzrost dochodów z podatków zawartych w cenie produktów konsumpcyjnych. Według danych przedstawionych w artykule redaktora Łangalisa, który oparł swoją analizę na danych z ministerstwa finansów dochody z tytułu podatku VAT oraz akcyzy w roku 2006 wyniosły 126 miliarda złotych, a po wprowadzeniu obniżki składki rentowej zanotowano wzrost tych dochodów o 15%, a w roku 2008 pomimo, iż był to rok kryzysowy w skutek ponownego obniżenia składki rentowej zanotowano wzrost dochodu z tych podatków o kolejne 5%.Spadek obciążeń finansowych narzucanych przez państwo na obywateli powoduje wyjście wielu ludzi z tzw. szarej strefy, według szacunków ZUS –u w 2008 roku liczba osób, które wyszły z szarej strefy wyniosła 300 tysięcy, a także wzrost liczby osób pracujących ( w tym wypadku mówimy o wzroście liczby osób pracujących o ponad 1,5 miliona ), a także zwiększenie wpływów do budżetu oraz ożywienie gospodarki.

Jak widać obniżka składki rentowej dokonana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości oraz koalicjantów z Ligii Polskich Rodzin i Samoobrony wbrew wypowiedziom ministra przyczynił się nie do spadku dochodów, ale do ich znacznego wzrostu. Wpływu na spadek dochodów budżetu państwa zapewne nie mogły też mieć wprowadzone przez ówczesny rząd obniżki stawek podatków od osób fizycznych, która weszła w życie w 2009r. W momencie jej uchwalania (2008 rok) wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku od osób fizycznych wyniosły 38,5 miliarda złotych, a w rok później owszem zmalały, ale o oszałamiającą wręcz kwotę 2,7 miliarda złotych.

Jednak obniżka opodatkowania osób fizycznych wpłynęła na wzrost dochodów budżetów domowych Polaków, a to oczywiście przełożyło się na wzrost wpływów do budżetu z podatku VAT i akcyzy. Jak widać minister Rostowski zrzucając winę za katastrofalny stan finansów publicznych na swoich poprzedników, którzy wprowadzili obniżkę składki rentowej oraz podatku dochodowego od osób fizycznych jest przysłowiowym strzałem kulą w płot. Pozostaje więc jeszcze jedna nikła szansa dla ministra Rostowskiego i jego politycznego zaplecza na znalezienie jakiegoś haka na poprzedni rząd udowadniając jego zgubną rzekomo dla finansów państwa politykę, czyli wprowadzenie ulgi prorodzinnej, która pozwalała odliczyć od podatku 1145,08 zł na każde dziecko, co pewnie przyczyniło się do ogromnego obecnie deficytu.

Jednak i ten argument jest bardzo kiepski. Wprowadzenie tej ulgi spowodowało znaczny wzrost wpływów do budżetu z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych aż o 25%, no i oczywiście przyczyniła się ona w połączeniu z obniżką składki rentowej do wzrostu wpływów z podatku VAT i akcyzy o 15%. Jak widać polityka finansowa rządu Prawa i Sprawiedliwości Ligii Polskich Rodzin i Samoobrony przyczyniła się do wzrostu dochodów państwa oraz ożywienia gospodarczego.

Należy więc stwierdzić, że minister Rostowski, premier i wszyscy politycy, publicyści i ekonomiści, którzy próbują zrzucić winę za ruinę finansów państwa na poprzedni rząd zaprzeczają faktom. Postępują oni w myśl zasady, że jeśli fakty są sprzeczne z ich tezami to tym gorzej dla faktów. Podobnie sprawa się ma ze zrzucaniem winy za zadłużanie kraju na ogromną skalę na samorządu. Jak zauważył redaktor Łangalis dług sektora samorządowego wynosi jedynie 6,3% całego długu publicznego, a więc udział samorządów w zadłużaniu państwa jest znikomy.

~ken
Kompletna idiotka ! To wskutek jej obnizek podatkow przeciez i kryzysu zabraklo w budzecie kilkadziesiat mld zl ! Dobrze tylko powiedziala ze ona sama dzialala w komfortowych warunkach w czasie szczytu koniunktury, dzis poleglaby jak betka w tych warunkach. Natomiast bredzenie o przelewaniu krwi przez Lecha pogrążylo omc TW Beatę totalnie.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki