Według reportażu powstałego w wyniku wspólnego śledztwa "Gazety Wyborczej" i "Uwagi" TVN cudzoziemscy pracownicy zatrudnieni na budowie kompleksu rafineryjno-petrochemicznego Olefin III, który Orlen buduje w Płocku, żyją i pracują w strasznych, uwłaczających ludzkiej godności warunkach.


Kompleks Olefin III, na który polski moloch wyda ok. 25 mld złotych, powstaje w województwie mazowieckim, a głównym wykonawcą projektu jest koreańskie konsorcjum Hyundai Engineering oraz Tecnicas Reunidas. Jednak jak to często bywa na tak dużych budowach, główni wykonawcy zatrudniają swoich podwykonawców, a ci kolejnych, którzy starają się pozyskać jak najtańszych pracowników, najczęściej zza granicy. Część z tych podwykonawców to Polacy, ale wielu koreański Hyundai postanowił zatrudnić na swoich rodzimych rynkach.
Bohaterami reportażu "GW" i "Uwagi" jest dwóch Hindusów Balu i Libin, którzy zostali przez podwykonawcę zwolnieni z pracy i wyrzuceni z mieszkania. Mężczyzn zatrudniła zarejestrowana w Katowicach spółka Zioom, a ich bezpośrednim przełożonym był Koreańczyk Kim. W związku ze znacznymi opóźnieniami w wypłacaniu wynagrodzenia (tylko w gotówce) Balu i Libin zorganizowali strajk, który skończył się wyrzuceniem z pracy i wykopaniem z robotniczego mieszkania (zapewniane przez pracodawcę lokale zawsze są przepełnione i mieszka w nich nawet po kilkadziesiąt osób naraz).
W toku dziennikarskiego śledztwa zwrócono też uwagę na takie rzeczy jak "kary za chorobę", brak umów dla pracowników czy pracę po 10 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu za zupełnie nieadekwatne stawki. Bohaterowie reportażu pracowali na magazynie z niebezpiecznymi dla zdrowia substancjami, a przydzielona im odzież ochronna nie działała dobrze, w wyniku czego rozchorowali się.

Jak więc widać, praca dla Orlenu stanowi piekło nie tylko dla pełniącego do niedawna funkcję prezesa Daniela Obajtka. Reportaż ukazał się niedługo po tym, jak w świat poszła wieść o niedawnej śmierci na terenie budowy jednego z pracowników, który nie posiadał kwalifikacji do wykonywanej przez siebie pracy. Jeden z menadżerów budowy przytacza historie o pracujących w nieludzkich warunkach cudzoziemcach - Filipińczykach, Hindusach, Uzbekach i Turkmenach, upychanych w pracowniczych barakach i zarabiających na czarno zupełnie nieadekwatne do wykonywanej pracy pieniądze.
Co mówi inwestor i główny wykonawca
Orlen odcina się od sprawy, stwierdzając, że nie odpowiada on za to, na jakich warunkach podwykonawcy zatrudniają pracowników kontraktowych. Biuro prasowe podkreśla jednak, że nie otrzymało jeszcze żadnego zgłoszenia dotyczącego opóźnienia wypłat wynagrodzeń. Luźne podejście spółki do zagranicznych pracowników przybywających do kraju z wizą, jest jednym z zarzutów wymienianych przeciw niej w tzw. aferze wizowej.
Zobacz także
Podobnie główny wykonawca stwierdza, że nie otrzymał zgłoszeń na temat zawartych w reportażu sytuacji. Wskazuje też, że na terenie budowy miały miejsce wizyty Państwowej Inspekcji Pracy oraz Straży Granicznej, a także innych organów weryfikujących legalność pracy zatrudnionych osób.
PIP stwierdza, że na budowie wystawiono dwa mandaty na łączną kwotę 1000 zł dla kierowników prac, oraz kilka razy nakazywano zaprzestanie pracy na stanowiskach, gdzie pojawiało się zagrożenie dla zdrowia i życia pracowników. Nie odnotowano obecności osób pracujących bez ważnej umowy.
Wspomniana katowicka spółka Zioom nie odpowiada na pytania dziennikarzy, a pan Kim zablokował numer telefonu i nie ma z nim żadnego kontaktu.
Oprac.: MT




























































