|
Z brytyjskich badań wynika, że prawdopodobieństwo rozpadu konkubinatu jest czterokrotnie wyższe niż rozpadu małżeństwa. Krytyczne dla związków konkubenckich są pierwsze dwa lata. A większość konkubinatów – według różnych badań – nie trwa dłużej niż 5 do 8 lat. W Polsce jednak (w przeciwieństwie do Zachodu) wspólne zamieszkiwanie jest najczęściej wyprzedzaniem małżeństwa, a nie jego całkowitym odrzuceniem.
Od 2002 roku TNS OBOP prowadzi badania o wspólnym tytule "Dokąd zmierza świat". Pokazują one stosunek Polaków do nowych, kontrowersyjnych sposobów życia. Z badań wynika, że o ile ocena homoseksualizmu i przerywania ciąży radykalizuje się, ocena konkubinatów powoli się liberalizuje.
Zaskakuje fakt, że osoby w wieku 15–19 lat do wolnych związków nie podchodzą zbyt entuzjastycznie: jako "zasadniczo złe" określa je 44 proc. respondentów. Konkubinaty dość chętnie popierają osoby wierzące. Aż 28 proc. "wierzących i praktykujących" określa wolne związki jako "zasadniczo dobre". Wśród "wierzących niepraktykujących" to poparcie wzrasta do 64 proc.
Małżeństwa, które mieszkały ze sobą przed ślubem, rozwodzą się częściej niż małżeństwa, które wcześniej nie kohabitowały. Amerykanie Mike i Harriet McManus w książce "Życie razem: mity, zagrożenia i odpowiedzi" przytaczają następujące dane: w 1970 r. 6,8 proc. rozwodzących się małżeństw żyło razem przed ślubem. W 2005 roku liczba ta wzrosła do ponad 20 proc.
Inny amerykański badacz, M. Castells (The Power of Identity, 1997) dowodzi, że prawie połowa związków konkubenckich trwa do roku. Jedynie 40 proc. przekształca się w formalne małżeństwa. 50 proc. takich małżeństw rozpada się, a dwie trzecie z nich wchodzi w powtórne małżeństwa, by najczęściej znów się rozwieść.
Sytuacja ekonomiczna wielu młodych ludzi, pragnienie dopasowania się, przeżycia swego rodzaju symulacji małżeństwa, skłania często do decyzji, by zamieszkać razem. Gorące uczucie, plany dalszego życia we dwoje sprawiają, że młodzi decydują się na wspólne zamieszkanie. Jest to bardzo dobra okazja, by się lepiej poznać, dopasować się, zobaczyć swoje zalety i wady.
Ale konkubinat, wbrew pozorom, wcale nie jest wygodniejszy. Ma wiele, często na pierwszy rzut oka niewidocznych, wad.
|
Bardzo często wieloletni konkubinat kończy się nagłym rozstaniem, bo on poznał młodszą. Porzucona kobieta, mająca już „swoje lata”, często zostaje samotna, lub decyduje się na kolejne przypadkowe i niszczące ją związki.
W związkach tzw. partnerskich na prawdziwe partnerstwo często nie ma miejsca. Często równouprawnienie jest czysto teoretyczne. O ile żona ma prawo oczekiwać od męża zaangażowania w życie rodzinne, o tyle od konkubenta niekoniecznie. Z amerykańskich badań Michaela i Harriet McManus wynika, że kobieta w związku konkubenckim przejmuje 70 proc. wszystkich domowych zadań i obowiązków zarezerwowanych w małżeństwie dla mężczyzny.
Mężczyzna, bardziej niż kobieta, potrzebuje ceremonii, deklaracji, słowem jakiegoś konkretu. Gdy tego konkretu zabraknie, mężczyzna czuje się "wolny", ma większe tendencje do zdrad niż kobieta żyjąca w wolnym związku. Kobieta jest bardziej lojalna nawet wtedy, gdy jej partner na to nie zasługuje.
Dzieci urodzonych poza związkami małżeńskimi przybywa. Według psychologów, to właśnie dzieci najbardziej cierpią z powodu konkubinatu rodziców. I nie chodzi tu o drastyczne przykłady molestowania seksualnego. Dużo szerszym problemem jest brak poczucia bezpieczeństwa. Świadomość, że rodzice w każdej chwili mogą się rozstać, brak stabilizacji, działa na psychikę dziecięcą destruktywnie.
Jako źródło posłużył mi artykuł Agaty Puścikowskiej „Kocie łapy z pazurami” .
Ala Turek
































































