Przepełnione przychodnie i obciążona służba zdrowia w okresie grypowym to główne powody, dla których Naczelna Rada Lekarska rozważa wprowadzenie kilkudniowego zwolnienia chorobowego na żądanie. I to w dodatku bez wizyty u lekarza czy teleporady. Pomysłem nie jest jednak zachwycone Ministerstwo Zdrowia.


W styczniu 2023 roku na grypę zachorowało w Polsce blisko milion osób – wynika z danych epidemiologicznych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Do tego dochodzą jeszcze chorzy na COVID-19 i RSV. To wszystko powoduje ogromnie przeciążoną służbę zdrowia.
Stąd też Rada Ekspertów Naczelnej Izby Lekarskiej zarekomendowała wdrożenie pomysłu sprawdzającego się m.in. w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, który mógłby odciążyć system ochrony zdrowia, czyli stworzenie dla pacjentów możliwości uzyskania zwolnienia z pracy w sytuacji niedyspozycji zdrowotnej, bez kontaktu z lekarzem.
Nie zawsze potrzebny jest lekarz
Jak wyjaśnia w rozmowie z Bankier.pl Renata Jeziółkowska, rzeczniczka prasowa Naczelnej Izby Lekarskiej, chodzi o możliwość zgłoszenia pracodawcy niedyspozycji zdrowotnej bez potrzeby kontaktu z lekarzem.
– Można byłoby zastosować taką opcję od 3 do 5 dni w roku, w przypadkach gdy pacjent nie potrzebuje konsultacji ani pomocy lekarskiej, ale jego stan wskazuje na to, że nie powinien lub nie ma możliwości pracować. Tak się dzieje np. przy bolesnej menstruacji czy niestrawności – mówi Renata Jeziółkowska. – Nie byłby to urlop na żądanie, ale wolne ograniczone wyłącznie do sytuacji zdrowotnych. Coś w rodzaju "L4", ale bez lekarza. Będziemy apelować, by ustawodawca uwzględnił możliwość wprowadzenia takiego rozwiązania w regulacjach prawnych. Ze strony Ministerstwa Zdrowia nie ma otwartości na dialog tej sprawie, mimo że tego rodzaju regulacje sprawdzają się w innych państwach – w dobrze działających systemach ochrony zdrowia. Rekomendacje zawierające tę propozycję wydała Rada Ekspertów Naczelnej Izby Lekarskiej.

ZUS chce wiedzieć, na co chorują Polacy
Do pomysłu Naczelnej Izby Lekarskiej dotyczącego wprowadzenia zwolnień lekarskich na życzenie pracownika sceptycznie odnoszą się również przedstawiciele Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
– Zwolnienia wystawiane przez lekarzy w formie elektronicznej trafiają do naszej bazy. Dzięki temu wiemy, na co chorują Polacy. Te informacje są niezwykle pomocne do budowania przyszłych polityk zdrowotnych. ZUS dzieli się nimi m.in. z Ministerstwem Zdrowia – mówi Bankier.pl Paweł Żebrowski, rzecznik prasowy Zakładu.
Według ZUS-u nowa koncepcja nie pozwalałaby na zdobycie takiej wiedzy.
Możliwe zakończenie nieuczciwych praktyk
Rozwiązanie proponowane przez Naczelną Izbę Lekarską mogłoby być również rozwiązaniem, które zapobiegnie nadużyciom polegającym na uzyskiwaniu płatnych zwolnień chorobowych w internecie. Są to ogólnodostępne usługi bez jakichkolwiek konsultacji z lekarzem pozwalające na otrzymanie zwolnienia na dowolną dolegliwość. Wystarczy wejść na odpowiednią stronę www, a następnie wypełnić krótką ankietę, która sama podpowiada, jakie dolegliwości można wpisać.
– Obecnie konieczna jest reakcja na trudną sytuację pacjentów i systemu ochrony zdrowia – twierdzi Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. – My, lekarze, nie mamy mocy, żeby decydować, ale jesteśmy najbliżej problemów i naszych pacjentów. Widzimy, gdzie te problemy leżą, stąd też naturalnym jest, że proponujemy ich optymalne rozwiązania.






























































