W trakcie wrześniowego posiedzenia RPP za podwyżką stopy referencyjnej do 2 procent głosował tylko Kamil Zubelewicz. Więcej poparcia zyskał wniosek o znacznie mniejszą podwyżkę. Oba zostały odrzucone, a RPP podniosła stopy dopiero w październiku.


Nieoficjalne spekulacje potwierdziły się - to Kamil Zubelewicz, powszechnie uważany za największego "jastrzębia" w RPP, złożył na wrześniowym posiedzeniu wniosek o podwyżkę stóp procentowych o 1,9 punktu procentowego - z 0,1 do 2 proc.
Zubelewicz również jako jedyny poparł wniosek o ustalenie oprocentowania środków utrzymywanych w formie rezerwy obowiązkowej na poziomie 1 proc.
Za osobnym wnioskiem ws. podwyżki o 0,15 punktu procentowego, oprócz Zubelewicza głosowali E. Gatnar i Ł. Hardt. To również nie jest zaskoczenie, ponieważ trzej członkowie RPP publicznie deklarowali potrzebę zacieśnienia polskiej polityki monetarnej.
Przeciw podwyżce o 15 pb. głosowali: A. Glapiński, G.M. Ancyparowicz, C. Kochalski, J.J. Kropiwnicki, E.M. Łon, R. Sura, J. Żyżyński.

Do zmiany zdania większości doszło dopiero miesiąc później - 6 października RPP zaskoczyła ekonomistów, podnosząc podstawową stopę procentową z 0,1 proc. do 0,5 proc., a więc zdecydowanie mocniej niż zakładał jeden z wrześniowych wniosków.
Następne posiedzenie decyzyjne RPP odbędzie się 3 listopada - poznamy wtedy główne założenia najnowszych projekcji inflacji i PKB. Jeżeli zachowana zostanie tradycja z ubiegłych miesięcy, to dzień po posiedzeniu spodziewać możemy się publicznego wystąpienia prezesa Adama Glapińskiego.
Mimo enigmatycznych wypowiedzi szefa polskiego banku centralnego, który nie chciał jednoznacznie przesądzić o tym, że październikowa podwyżka to początek całego cyklu, inwestorzy jednoznacznie oczekują kolejnych podwyżek stóp.
/mz, pap





























































