Na rynki finansowe powróciły dobre nastroje pod wpływem informacji o udzieleniu wsparcia Hiszpanii. Takie ustalenia zapadły podczas wielogodzinnych rozmów ministrów finansów krajów strefy euro. Madryt do końca miesiąca otrzyma 30 mld euro na dokapitalizowanie sektora bankowego.
Ponadto Hiszpania może liczyć na łagodniejsze warunki otrzymania pomocy niż oczekiwano od Grecji, Irlandii oraz Portugalii. Oprocentowani pożyczek będzie niższe oraz przed Madrytem nie przedstawiono ścisłych wymagań dotyczących naprawy finansów publicznych i reform.
Optymizm budowany na fundamencie doniesień z Hiszpanii jest wątpliwym przedsięwzięciem. Trudno dostrzec jakiekolwiek przesłanki wskazujące na wzrost szans na stopniowe rozwiązanie problemów czwartej gospodarki strefy euro. Kraj obecnie zmaga się z recesją potwierdzaną przez pikujące wskaźniki gospodarcze. Ponadto co czwarty chętny do pracy nie może znaleźć zatrudnienia.
W takich okolicznościach wiara z szybkie zażegnanie kryzysu jest naiwna. Jednak mimo przeciwnych wiatrów rentowność obligacji dziesięcioletnich Madrytu powędrowała poniżej newralgicznej bariery 7 proc. Oprocentowanie długu pozostaje jednak zbyt wysokie jak na możliwości gospodarki pogrążonej w głębokim kryzysie.
Pod wpływem dzisiejszych doniesień euro podjęło próbę zawrócenia z najniższego poziomu od dwóch lat. Jednak po początkowym umocnieniu wspólna zawróciła na południe. Jedną z przyczyn takiego obrotu sprawy mogła być wypowiedź Jamesa Bullarda z Rezerwy Federalnej. Prezes oddziału Fed z St. Louis powiedział, że obecnie nie dostrzega przesłanek do przeprowadzenia trzeciej rundy ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej.
Po 15.00 euro traciło 0,3 proc. wobec do 1,2277 dolara. Ostatnio wspólna waluta była tak słaba w lipcu 2010 roku.
Tymczasem złoty wciąż prezentuje się zdecydowanie lepiej niż euro. Dotychczas zachowanie wspólnej waluty mierzyło awersję do ryzyka na rynkach. Tym samym miało silne przełożenie na postawę złotego. Jednak ostatnio korelacja między polskim a europejskim pieniądzem jest niewielka.
Złoty drożał wobec najważniejszych par walutowych. Za euro płacono poniżej 4,20 złotego a za franka szwajcarskiego mniej niż 3,50 złotego. Ze względu na umocnienie dolara do euro skala zysków do amerykańskiej waluty była mniejsza. Dolar kosztował ponad 3,41 złotego.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl



























































