Czwartkowa sesja przyniosła dość zaskakujący zwrot akcji na rynku złota. Królewski metal skazany na spadki przez analityków Goldman Sachs nieoczekiwanie odbił w górę o ponad 2%. Grający na krótko klienci GS ponieśli bolesną porażkę.


Tego zagrania nie było w kartach. Skrajnie „wygrzany” rynek złotych kontraktów po zaledwie trzech dniach korekty znów ruszył w górę. I to w wielkim stylu. Gdy tylko na rynku pojawili się gracze z Ameryki (tj. po 15:30 czasu polskiego), notowania złotych kontraktów zaczęły systematycznie piąć się w górę.
Trwało to do godziny 21:50, czyli mniej więcej do zakończenia regularnej sesji na Wall Street, podczas której trzy główne nowojorskie indeksy przerwały wzrostową serię. Spadki nie były dotkliwe, ale wystarczyły, aby zasiać popyt na bezpieczne aktywa.
W efekcie notowania kontraktów terminowych na złoto zwyżkowały o 2,04%, o 22:48 osiągając poziom 1.233 USD za uncję. „Złoto służy za bezpieczną przystań w erze ujemnych stóp procentowych w Europie, Japonii, Szwecji i Danii” - powiedział Reutersowi Rob Haworth z U.S. Bank Wealth.
Przeczytaj także

„Sprzedający nagle znikli z rynku” - dziwił się jeden z nowojorskich traderów. To tym bardziej zaskakujące, że jeszcze w poniedziałek bank inwestycyjny Goldman Sachs z pełnym przekonaniem doradzał swoim klientom zajmowanie krótkich pozycji. Jeśli ktoś postąpił według tego zalecenia, to w czwartek z dużym prawdopodobieństwem stop-loss wysadził go z rynku.































































