Dość wyraźna sugestia z Fedu, że ścieżka przyszłych
podwyżek stóp procentowych zależy od poziomu S&P500, sprawiła, że ten
najważniejszy światowy indeks cen akcji wzrósł o 1,5%.


„Jeśli obecne zacieśnienie warunków na rynkach finansowych zostanie utrzymane, mogłoby to stanowić czynnik nasilający ryzyko pogorszenia sytuacji gospodarczej” - przeczytali inwestorzy w stenogramach ze styczniowego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku (FOMC).
Tłumacząc z fedowskiego na nasze: tak długo jak S&P500 utrzymuje się poniżej 2.000 punktów (to znaczy „zacieśnienie” warunków finansowych), Fed nie podniesie stóp procentowych, choć jeszcze w grudniu zapowiadał cztery podwyżki w 2016 roku.
Na rynku o takiej zmianie nastawienie Rezerwy Federalnej spekulowano już od kilkunastu dni. W lutowej ankiecie BofAML 2/3 zarządzających funduszami oczekuje tylko jednej lub dwóch podwyżek stopy funduszy federalnych. Jeszcze dalej zapędził się rynek kontraktów terminowych, który daje zaledwie 45% szans na choćby jedną podwyżkę w 2016 roku.
Opublikowane w środę „minutki” ze styczniowego posiedzenia FOMC przekonały inwestorów, że domniemane istnienie słynnej opcji „Greenspan put” pozostaje w mocy. To znaczy, że Fed nie podniesie stóp, jeśliby indeksowi S&P500 miałaby stać się krzywda.
Jeśli tak, to strefa poniżej 2.000 punktów (podczas styczniowego posiedzenia FOMC S&P500 oscylował wokół 1.900 pkt.), jawi się jako„bezpieczna” okazja do zakupu akcji. A ryzyko podwyżek stóp w USA pojawia się dopiero po przekroczeniu przez S&P500 2.100 pkt.
Skoro tak, to nie ma co patrzeć na dane z gospodarki, zyski spółek czy kłopoty sektora bankowego. Tak przynajmniej zdają się myśleć na Wall Street i dlatego środa przyniosła solidne wzrosty na nowojorskich giełdach. S&P500 poszedł w górę o 1,65% i rysuje już coraz lepiej widoczną formację podwójnego dna, dającą szanse na dalszy, kilkuprocentowy ruch w górę.
Nasdaq zyskał 2,21%, a Dow Jones 1,59%. Rynkom akcji sprzyjała też ostatnio silnie skorelowana z nim cena ropy naftowej. „Czarne złoto” podrożało o ponad 6% w Londynie i o 5% w Nowym Jorku, co pomogło podciągnąć notowania spółek z sektora energetycznego.
Sceptycy nadal uważają niedawne zwyżki cen akcji za typowe „odbicie martwego kota” i zwracają uwagę na fakt, że w ostatnich dniach najmocniej zyskują akcje tych spółek, które jeszcze niedawno były najpopularniejszymi typami do gry na krótko. W tym ujęciu wzrosty indeksów byłyby w znacznej mierze efektem zamykania przynoszących straty krótkich pozycji.































































