
foto: thinkstock
Niektóre zawody, takie jak krzykacz miejski (osoba ogłaszająca na wiecach ważne informacje), sitarz (osoba tworząca sita do użytku w młynach), czy metrampaż (pracownik zecerni formujący kolumny publikacji ze szpalt i tabel) już dawno odeszły w niebyt. Powodem jest brak zapotrzebowania na pewne usługi oraz postępujący rozwój technologiczny. Podobny los mogą za chwilę podzielić przedstawiciele kolejnych, dobrze nam teraz znanych profesji. Mowa tu o szewcach, kuśnierzach, kowalach, krawcach. Czy z upływem czasu rzemiosło zaniknie całkowicie?
Jakość czy ilość?
Jednym z wyborów, przed jakimi staje przedsiębiorca, jest: jakość czy ilość? Jest to bezpośrednio związane z ekonomiczną funkcją produkcji, która bada zależność pomiędzy nakładami i zasobami produkcyjnymi a efektami produkcji. To dzięki niej ekonomiści mogą wyróżnić trzy podstawowe typy produkcji: jednostkową, seryjną oraz masową. Produkcja jednostkowa polega na wytwarzaniu pojedynczych sztuk towaru, często na zamówienie, co zwykle wymaga poniesienia dużego kosztu. Efektem jest zazwyczaj towar lub usługa wysokiej jakości, który charakteryzuje się wysoką ceną. Z kolei dwa pozostałe typy, ze względu na lepsze przygotowanie produkcji dla danej serii produktów oraz możliwość lepszej organizacji pracy, charakteryzują się znacznie niższymi kosztami. Rzadko jednak efekty produkcji masowej są takie jak efekty produkcji jednostkowej - w odniesieniu do jakości.
Niska kosztochłonność i korzyści skali skłaniają coraz więcej przedsiębiorstw do rozwoju w modelu produkcji masowej. To pierwszy gwóźdź do trumny drobnych rzemieślników.
Wszyscy jesteśmy magistrami
Drugim gwoździem do trumny rzemieślniczego biznesu jest niewątpliwie problem związany z systemem edukacji. Coraz większe uprzemysłowienie, które nierozerwalnie wiąże się z powszechnością produkcji masowej, i życie w globalnej wiosce mają wpływ na wybory edukacyjne młodych ludzi. Często stwierdzają oni, że pewne zawody są przestarzałe i wybierają inną drogę kształcenia, związaną np. z nowymi technologiami. Edukacyjny kij ma jednak dwa końce.
![]() | » Szkoły zawodowe wracają do łask, bo dają pracę |
Abstrahując od katastroficznych wizji, należy wspomnieć, że eksperci ostrzegali przed skutkami takiej polityki reformatorów. Przytaczano przy tym przykład naszych zachodnich sąsiadów, gdzie proporcje są odwrotne (technika i zawodówki kończy tam około 70 proc. młodych ludzi). Czarny scenariusz zaczyna się jednak powoli ziszczać. Obecnie jest około 1,8 mln studentów i 770 tys. uczniów szkół zasadniczych i średnich szkół zawodowych. Trudno racjonalne spożytkować takie zasoby magistrów, nawet w gospodarkach opartych na wiedzy. Tymczasem na rynku brakuje wyspecjalizowanych w wąskiej dziedzinie rzemieślników.
Brak środków nie zachęca
Podatków i składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych uniknąć się nie da. Wysokie obciążenia to kolejny problem polskich przedsiębiorców. Obciążenia właścicieli firm stale rosną, a wielu z nich boryka się z problemem kurczącego się rynku zbytu. Zubożałe społeczeństwo rzadziej korzysta z usług przedsiębiorców, którzy muszą płacić składki i podatki niezależnie od zysku. Przyparci do muru, coraz częściej decydują się zawiesić działalność. (szerzej pisaliśmy o tym w artykule: Przedsiębiorcy przyparci do muru zawieszają działalność).
Osoba, która zdobyła tytuł rzemieślnika i postanowiła otworzyć swój zakład, musi też liczyć się z trudami w pozyskaniu dodatkowych środków finansowych na początku i w trakcie prowadzenia działalności. Na dotację raczej nie ma szans. Dlaczego? Przy ubieganiu się o dotację komisja stawia bowiem duży nacisk na innowacyjność, której próżno szukać u rzemieślnika-tradycjonalisty.
Zalani masówką czasem nie mamy wyboru
Niezależnie od naszych preferencji i gustów czasami jednak nie mamy wyboru. Mimo że większość z nas chce mieć rzeczy wyjątkowe i wysokiej jakości, to niejednokrotnie musimy się zadowolić czymś bardziej pospolitym. Powód? Sklepy są przepełnione towarami pochodzącymi z produkcji masowej, a możliwości zdobycia wyrobów z manufaktur są ograniczone.
![]() | »10 zawodów, w których najtrudniej o dobrego pracownika |
Rozwój gospodarczy jest nieunikniony i nie można uznać go za coś złego, nie należy jednak zapominać o bardziej tradycyjnych formach działalności. Nie tylko dają one zatrudnienie dla rzeszy ludzi, ale są przyjazne dla środowiska, w którym żyjemy. Z przedstawionych powyżej powodów tradycyjnym profesjom grozi jednak nieuchronne wymarcie, a polski system edukacyjny nie robi nic w kierunku ich ratowania. O tym, czy jest to rzeczywisty problem, przekonamy się najprawdopodobniej na własnej skórze w najbliższych latach.
Justyna Niedbał
Bankier.pl
































































