Kolejny zaskakujący wzrost zapasów surowca w Stanach Zjednoczonych sprawił, że kurs ropy Brent spadł poniżej 60 dolarów za baryłkę. Taki rozwój wypadków zwiększa szansę na to, że ceny benzyny w Polsce wreszcie spadną z 5-letnich szczytów.


Amerykańska ropa WTI w środę potaniałą o blisko 4%, do 51,06 USD za baryłkę. Kurs europejskiej ropy Brent po zniżce o 3,6% znalazł się poniżej 60 USD za baryłkę, wyrównując półroczne minimum sprzed tygodnia.
Podobnie jak tydzień temu środowa przecena "czarnego złota" po części była zasługą cotygodniowego raportu amerykańskiego Departamentu Energii. Dane EIA pokazały wzrost komercyjnych rezerw surowej ropy o 2,2 mln baryłek, podczas gdy analitycy spodziewali się ich spadku o pół miliona baryłek. Przypomnijmy, że tydzień temu odnotowano największy od przynajmniej 1990 roku wzrost zapasów ropy naftowej i jej destylatów.
Do spadku denominowanych w USD cen ropy naftowej przyczyniło się też umocnienie amerykańskiej waluty. Dolar wyraźnie zyskał względem euro i to pomimo nieco słabszych od prognoz danych o inflacji CPI, co zwiększa szanse na obniżkę stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.
Powrót cen ropy naftowej w rejon 60 USD za baryłkę to dobra wiadomość dla polskich kierowców, którzy od kilku tygodni zmagają się z najwyższymi od niemal pięciu lat cenami benzyny. Dzięki tańszej ropie od końcówki maja spadają hurtowe ceny paliw w Polsce.

12 czerwca PKN Orlen sprzedawał benzynę po cenie 3 888 zł/m3, czyli po ok. 4,78 zł za litr po doliczeniu VAT-u. Tymczasem jeszcze w ubiegłym tygodniu średnia cena detaliczna Pb95 wynosiła aż 5,26 zł. Tak wysoka dysproporcja między cenami w hurcie i detalu jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Więc jeśli ropa nie zacznie szybko drożeć, to następne dni powinny przynieść wyraźną obniżkę cen przy dystrybutorach.
KK
































































