Potężny przyrost zapasów surowca w Stanach Zjednoczonych doprowadził do dalszych spadków cen ropy naftowej po obu stronach Atlantyku. Kurs ropy Brent spadł do 60 USD za baryłkę, a notowania ropy WTI znalazły się na najniższym poziomie od stycznia.


Cotygodniowy raport amerykańskiego Departamentu Energii zszokował nawet najstarszych analityków. Zapasy surowej ropy zwiększyły się aż o 6,77 mln baryłek (oczekiwano spadku o 0,2 mln), gotowej benzyny o 3,2 mln baryłek (spodziewano się +0,7 mln), a pozostałych destylatów przybyło 4,57 mln baryłek (prognoza: 0,4 mln).
Łączne zapasy ropy i produktów naftowych w ciągu tygodnia urosły najmocniej od roku 1990. Była to zasługa zarówno zwiększonego importu jak i nowego rekordu krajowego wydobycia. Amerykańscy nafciarze pompują już 12,4 mln baryłek dziennie, dzięki czemu Stany Zjednoczone stały się największym na świecie producentem „czarnego złota”.
Reakcja rynku była dość gwałtowna. Notowania amerykańskiej ropy WTI zanurkowały w pobliże 50 USD za baryłkę, schodząc do najniższego poziomu od stycznia. O godzinie 22:09 kurs WTI podniósł się do 51,72 USD, co wciąż oznacza dzienną zniżkę o ponad 2%. Od kwietniowego szczytu ropa naftowa w Nowym Jorku potaniała już o blisko 22%.
Nieco słabszą reakcję zaobserwowano na ropy Brent, której cena obniżyła się o 1,4%, do 60,57 dolarów za baryłkę. W ciągu dnia kurs europejskiego surowca znalazł się nawet poniżej 60 USD za baryłkę, wyznaczając najniższy poziom od stycznia.

Taniejąca ropa nawet w otoczeniu bardzo zmiennych notowań dolara daje szansę na ulgę także dla portfeli polskich kierowców. Nawet bez uwzględnienia środowej przeceny hurtowe ceny benzyny w PKN Orlen spadły poniżej 5,00 zł za litr (brutto). Tymczasem średnie ceny detaliczne wciąż utrzymują się w pobliżu 5-letnich maksimów.
Krzysztof Kolany























































