Zagrożenie terroryzmem powinno wywołać nerwowy początek sesji w Europie
Kończące tydzień wzrosty na świecie to oczywiście już przeszłość, ale nie jest tak, że nie będą miały wpływu na rynki w tym tygodniu – optymizm i nadzieje pozostaną. Szczególnie, że już w tym tygodniu spółki będą podawały wyniki kwartalne. Powinno być tak, że ostrzeżenia oczyściły przedpole i niewiele może inwestorów zaskoczyć. Tyle, że nie wiadomo, jakie będą prognozy. Przez najbliższe dwa dni nie będzie danych makro z USA, a bardziej ważne będą dopiero we czwartek. Tylko informacje ze spółek i geopolityka będą rządziły nastrojami.W samych USA po sesji piątkowej niewiele się działo (AHI bez zmian). Kontrakty na indeksy są na wyraźnych minusach. Po takich wzrostach normalne byłyby oczekiwania na jakąś korektę przynajmniej na początku sesji zarówno w Eurolandzie jak i USA. No tak, ale doszedł nowy czynnik, który powinien wpłynąć bardziej negatywnie na początek sesji w Eurolandzie. Atak terrorystyczny na Bali. Spodziewałem się fali ataków po rozpoczęciu wojny z Irakiem, a widzę, że są ośrodki w świecie islamu (?), którym zależy, żeby ta wojna wybuchła szybciej. W oczywisty sposób bowiem atak na tankowiec francuski i ten sobotni na Bali dają oręż do ręki jastrzębiom i przyśpieszają zarówno czas uchwalenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ jak i sam atak na Irak.
Ten atak ma szerokie konsekwencje. Po pierwsze taka sekwencja: tankowiec francuski – Bali będzie się wydawała inwestorom nieprzypadkowa i wznieci powtórnie obawy o podobne ataki na obszarze Zachodniej Cywilizacji szczególnie po rozpoczęciu ataku na Irak (vide przestrogi szefa CIA). Po drugie to jest uderzenie w turystykę. Powinny znowu ucierpieć spółki związane z organizacją wypoczynku i linie lotnicze. Po trzecie przypomni, że ubezpieczyciele, w przypadku rozlania się fali zamachów ucierpią najbardziej. Po czwarte wzbudzi obawy (według mnie to jest pewne), że atak na Irak odbędzie się jeszcze w tym roku.
To wszystko po olbrzymich i fundamentalnie zupełnie nieuzasadnionych wzrostach, kiedy jeszcze nie wszystkie obawy o dalszą przecenę znikły wymusi spadki. Dziwiłbym się bardzo, gdyby tak nie było. Jednak wcale nie powiedziane, że inwestorzy z czasem się nie uspokoją – w końcu to jeszcze nie były ataki na terytorium Zachodu... Jednak tylko znakomite informacje ze spółek (i to nie z jednej) mogą doprowadzić do dalszych wzrostów. W każdym razie z samych początków sesji w Eurolandzie polski rynek nie będzie mógł czerpać optymizmu. Musi się sam starać.
Z naszego rynku nie napłynęły w czasie weekendu żadne nowe informacje. Może jedynie to, że w Irlandii zwolennicy Traktatu Nicejskiego zwiększają nieco poparcie (41:27 %). Jednak 1/4 niezdecydowanych powoduje, że tak naprawdę do końca nie wiadomo, jaki będzie wynik. To jednak niewątpliwie pozytyw na dzisiaj.
Wydaje się, że są możliwe dwa scenariusze na początek sesji. Albo wywołanie euforii (pokłosie sesji piątkowej na świecie) i potem bardzo szybko wejście na minusy, albo po prostu początek na minusach. Dalej oczywiście podążymy za Eurolandem.
Nie oczekuję dzisiaj na WIG-20 ani powrotu pod wsparcie na 1061 pkt., ani próby ataku na opór na 1120 pkt. Najbardziej prawdopodobny jest spadek połączony z marazmem. To potwierdzałoby, że rozgrywa ostatnio przede wszystkim kapitał polski.






























































