Trzy pierwsze zagraniczne fundusze inwestycyjne wprowadziła do swojej oferty Nordea. Jak na razie zainteresowanie ofertą jest umiarkowane. Z informacji banku wynika, że założono już pierwsze rejestry, jednak popyt na fundusze Nordea nie powinien być zbyt duży z powodu specyfiki produktu. Fundusze te sprzedawane są jako polisy, a progiem wejściowym jest kwota 10 tys. zł.
Atrakcyjniejszymi pod tym względem mają być fundusze World Investment Opportunities Funds należące do AIG, które już wkrótce będzie można kupić w oddziałach jednego z pośredników finansowych. Na początku sprzedawane mają być jednostki dwóch funduszy: europejskiego i amerykańskiego. Dwie trzecie wpłaconych przez klientów pieniędzy będzie inwestowane w fundusze akcji, natomiast jedna trzecia w fundusze obligacji. Minimalna wpłata będzie wynosiła 200 euro, 250 dolarów lub 850 zł.
W oddziałach Domu Maklerskiego Penetrator ruszyła już sprzedaż jednostek dywidendowego funduszu luksemburskiego z grupy Torrus. Funduszem zarządza bank inwestycyjny Merrill Lunch.
Wejście na polski rynek zagranicznych funduszy może oznaczać początek wojny prowizyjnej. Niektóre z funduszy zagranicznych nie będą bowiem pobierały opłaty dystrybucyjnej, a roczna opłata za zarządzanie nie przekroczy 2,5%. Krajowe fundusze liczą jednak na przywiązanie klientów oraz na obronę zyskami historycznymi, osiągniętymi dzięki giełdowej hossie. Tymczasem za granicą zmiany kursów akcji nie są tak duże, a umacniający się złoty nie sprzyja inwestycjom w fundusze zagraniczne.
M.D.
Źródło: „Gazeta Wyborcza”



























































