Władze Tajwanu prowadzą szeroko zakrojoną operację dotyczącą posiadania chińskich dokumentów tożsamości lub prawa pobytu w ChRL przez ponad 747 tys. urzędników, nauczycieli i wojskowych - podał we wtorek dziennik "South China Morning Post".


To część kampanii przeciwko rosnącym wpływom i szpiegostwu chińskiemu na wyspie.
Akcja, zlecona przez prezydenta Tajwanu Laia Ching-te, jest koordynowana przez Radę ds. Chin kontynentalnych (MAC), która ostrzega przed zacieraniem tożsamości narodowej, do czego dążą władze ChRL.
Biuro ds. Tajwanu w Pekinie potępiło operację, zarzucając Tajpej prowadzenie kampanii zastraszania. Krytyka pojawiła się również na Tajwanie; opozycja kwestionuje podstawy prawne, nazywając to "sprawdzaniem lojalności" wobec prodemokratycznych władz. MAC broni działań, zwracając uwagę na zakaz prawny posiadania podwójnego obywatelstwa dla osób w służbie publicznej i wojsku.
Jak przekazał "South China Morning Post", pierwsza faza weryfikacji, zakończona 25 kwietnia, objęła ponad 370 tys. osób na newralgicznych stanowiskach. Wykryto dwie osoby z chińskimi dowodami tożsamości i 75 z zezwoleniami na pobyt w ChRL. Dokumenty te zostały unieważnione. Oddzielnie ministerstwo obrony poinformowało o 62 żołnierzach w służbie czynnej posiadających prawo pobytu w Chinach kontynentalnych.

Druga faza, rozpoczęta w poniedziałek, obejmuje urzędników samorządowych i nauczycieli wszystkich szczebli. "Każdy, kto wejdzie w posiadanie dowodu osobistego z Chin kontynentalnych, zostanie zdyskwalifikowany i zwolniony" - oświadczył przewodniczący MAC Chiu Chui-cheng.
Krzysztof Pawliszak (PAP)
krp/ ap/































































