REKLAMA

Wizyta Obamy w Argentynie umacnia Macriego jako nowego lidera regionu

2016-03-24 19:21
publikacja
2016-03-24 19:21
Wizyta Obamy w Argentynie umacnia  Macriego jako nowego lidera regionu
Wizyta Obamy w Argentynie umacnia  Macriego jako nowego lidera regionu
fot. Reuters / / FORUM

Oficjalna część dwudniowej wizyty Baracka Obamy w Argentynie zakończyła się w czwartek kolejnym gestem prezydenta USA wobec - ofiar dyktatury wojskowej (1976-83). Wraz z nowym prezydentem kraju Mauricio Macrim udał się do Parku Pamięci w Buenos Aires.

fot. Carlos Barria / / Reuters

Argentyńskie media podsumowują polityczny rezultat wizyty Obamy jako umocnienie pozycji konserwatysty Macriego w charakterze nowego regionalnego lidera w Ameryce Łacińskiej, po przegranej wyborczej sił politycznych wywodzących się z peronizmu i reprezentowanych przez b. prezydent Cristinę Fernandez de Kirchner.

Obama podczas odwiedzin w Parku Pamięci wyraził najwyższe uznanie dla "wytrwałości" rodzin pomordowanych i tzw. zaginionych za rządów trzech kolejnych generałów. Bliscy pomordowanych "nie poddali się" w walce o sprawiedliwość dla swych najbliższych - powiedział z podziwem i uznaniem Obama, którego pobyt w Argentynie nastąpił w 20 lat po ostatniej wizycie, jaka złożył w tym kraju amerykański prezydent.

Liczbę śmiertelnych ofiar ostatniej dyktatury wojskowej ocenia się w Argentynie na 30 000.

Na wspólnej z Macrim konferencji prasowej w Buenos Aires Obama wyraził w środę uznanie dla nowego argentyńskiego prezydenta. Podkreślił, że "jest pod wrażeniem" tempa, w jakim wprowadza on reformy, które pozwolą Argentynie na szybszy wzrost gospodarczy i "ponowne zespolenie" krajów Ameryki Łacińskiej ze społecznością międzynarodową.

Nawiązując do napięć, w jakie obfitowały stosunki amerykańsko-argentyńskie za prezydentury Cristiny Fernandez, Obama wyraził uznanie dla "konstruktywnego" stanowiska nowego rządu argentyńskiego wobec rozpatrywanego przez nowojorski sąd konfliktu dotyczącego argentyńskiego zadłużenia. Chodzi o zadłużenie wobec USA z czasów głębokiego kryzysu gospodarczego i finansowego, w jaki popadła Argentyna w 2001 roku.

Obama, wspominając okres "brutalnej dyktatury wojskowej" w Argentynie, apelował w swych oficjalnych wypowiedziach w Buenos Aires do Ameryki Łacińskiej o poniechanie "nieufności" wobec USA, jaka płynie ze złych doświadczeń przeszłości.

Stany Zjednoczone - powiedział - "zrozumiały lekcję, że powinny stawiać na prawa człowieka jako priorytet w swej polityce zagranicznej".

Jako dowód tej zmiany Barack Obama wymienił decyzję o otwarciu o 10 lat wcześniej, to jest przed upływem ustawowych 50 lat, archiwów państwowych - zawierających dokumenty z okresu, gdy w Argentynie panowała wojskowa dyktatura.

"Spędziłem wiele czasu, studiując historię polityki zagranicznej USA" - zwierzył się dziennikarzom Obama podczas konferencji prasowej w Buenos Aires, odpowiadając na pytanie, czy Stany Zjednoczone przemyślały swą politykę wobec latynoamerykańskich dyktatur.

"Są chwile wielkiej chwały i inne, które pozostają w sprzeczności z tym, co moim zdaniem powinna reprezentować sobą Ameryka. W latach 70. prawa człowieka stały się równie ważne, jak walka z komunizmem (...) Jedną z cech wielkości Ameryki jest to, że potrafimy poddać nasze działania głębokiej samokrytyce. Nie brakuje samokrytyki ze strony USA i ich prezydenta" - powiedział Obama.

Wpływowy hiszpański dziennik "El Pais" w swych wydaniach w językach hiszpańskim i portugalskim przeznaczonych dla Ameryki Łacińskiej - napisał w czwartek: "Obama chciał wysłać w ten sposób ofiarom dyktatur wojskowych w całej Ameryce Łacińskiej jasny sygnał, aby zrozumiały, że Stany Zjednoczone nie są już tym samym krajem, który dokonywał inwazji na kontynencie, albo wpływał poprzez CIA na zamachy stanu".

Obama krytykowany, że po zamachach tańczył w Argentynie tango

Decyzja prezydenta USA Baracka Obamy, by mimo zamachów w Brukseli kontynuować podróż po Ameryce Łacińskiej, wywołała krytykę ze strony opozycji i konserwatywnych komentatorów. Nie spodobało im się zwłaszcza to, że para prezydencka tańczyła w Argentynie tango.

"Mecz baseballa i tango nie licują z powagą tego dnia" - powiedział w czwartek w telewizji MSNBC szef think tanku Rada Stosunków Międzynarodowych (CFR) Richard Haass, który wcześniej pracował w administracji prezydenta George'a W. Busha.

Tuż po wtorkowych zamachach w Brukseli, w których zginęło co najmniej 31 osób, przebywający z wizytą na Kubie Obama wygłosił oświadczenie, w którym zapewnił o solidarności swojego kraju z Belgią oraz zaangażowaniu USA w walkę z terroryzmem. Nie przerwał jednak wizyty ani nie zmienił jej programu. We wtorek w towarzystwie prezydenta Kuby Raula Castro obejrzał mecz baseballa, a następnie udał się do Argentyny, gdzie, w środę podczas kolacji wydanej przez prezydenta Argentyny na cześć amerykańskich gości, wraz z Pierwszą Damą Michelle zatańczył tango.

Zdaniem Haassa Obama nie musiał przerywać podróży, ale udział w meczu i tango były "ogromnym błędem", zaś osoba, która doradziła mu w tej sprawie, powinna stracić pracę. "To dobrze, że pojechał do Argentyny. To jedno z nielicznych państw, z których mamy teraz dobre wiadomości" - powiedział Haass, wskazując na nowy demokratyczny rząd w tym kraju. - Ale trzeba zachować ostrożność w małych rzeczach, np. w jakich sytuacjach jest się fotografowanym. Mecz baseballa i tango nie licują z powagą tego dnia".

Jak odnotowuje portal Politico, także były dyrektor CIA za czasów prezydenta George'a W. Busha Michael Hayden ocenił, że nieprzerwanie podróży świadczy o tym, iż Obama nie obawia się terroryzmu. Była dyrektor ds. komunikacji za prezydentury Busha Nicolle Wallace powiedziała zaś, że udział w meczu i taniec to "PR-owa zbrodnia".

Ubiegający się o nominację prezydencką Partii Republikańskiej (GOP) senator Ted Cruz oraz gubernator John Kasich już we wtorek wezwali Obamę do przerwania podróży i powrotu do kraju, by skoncentrował się na potencjalnym zagrożeniu terrorystycznym wobec USA.

Doradcy Obamy zapewniali, że gdyby zamachy miały miejsce w USA, to prezydent na pewno by wrócił, jednak - tłumaczyli - jego zdaniem zbyt przesadna reakcja na zamachy tylko wzmacnia takie organizacje jak Państwo Islamskie (IS), których celem jest terroryzowanie społeczeństw. W środę Obama, zapytany w Buenos Aires o zagrożenie terroryzmem, zaapelował do Amerykanów, by nie dali się zastraszyć.

"Chociaż jesteśmy konsekwentni i bezwzględni w ściganiu terrorystów, niszczeniu ich organizacji, łapaniu ich liderów, zapobieganiu ich operacjom, to jest bardzo ważne, byśmy nie odpowiadali ze strachem" - powiedział Obama, dodając, że pokonanie IS jest jego "najwyższym priorytetem".

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

icz/ akl/ ro/ ik

Źródło:PAP
Tematy
Załóż eKonto w promocji i zyskaj 150 zł od Bankier.pl + do 300 zł od mBanku + do 300 zł w programie poleceń

Załóż eKonto w promocji i zyskaj 150 zł od Bankier.pl + do 300 zł od mBanku + do 300 zł w programie poleceń

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~Agent_99
Ależ on właśnie w ten sposób świętował ;)
~roger
Cos bys nie robil zawsze znajda sie krytykanci.....

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki