Wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa dały rynkowi nadzieję na zakończenie wojny z Iranem. To doprowadziło do spadku notowań ropy naftowej i umocnienia złotego. Nie możemy jednak być pewni, czy amerykański lider za chwilę znów nie zmieni zdania.


- Myślę, że wojna w zasadzie jest zakończona. Nie mają marynarki wojennej, łączności, nie mają sił powietrznych - powiedział we wtorek wieczorem prezydent Donald Trump. Ta wypowiedź – choć stała w sprzeczności z wieloma innymi frazami wypowiedzianymi tego samego dnia przez prezydenta Trumpa – dała nadzieję na możliwie szybkie zakończenie wojny z Iranem i wznowienia dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego przez Cieśninę Ormuz.
Pojawiła się zatem szansa na uniknięcie pełnego kryzysu naftowego na świecie. Dla Polski i całej Europy dobrą wiadomością był spadek cen ropy naftowej, która w poniedziałek kosztowała nawet 120 USD za baryłkę. We wtorek rano było to już „tylko” 91,40 USD/bbl. Nadal oznacza to paliwa znacznie droższe niż jeszcze dwa tygodnie temu, ale rynek póki co przestał rozważać scenariusze katastroficzne.
ReklamaZobacz także
Taka odmiana wsparła złotego. Kurs euro, który przez poprzednie dni testował kluczową strefę oporu leżącą na wysokości 4,30-4,31 zł w kilka godzin spadł o ok. 5 groszy. We wtorek rano wspólnotowa waluta kosztowała 4,2571 zł, a wcześniej była najtańsza od tygodnia.
- We wtorek oczekujemy stopniowego uspokajania rynkowych nastrojów, choć wtórne turbulencje poniedziałkowych przesunięć notowań mogą być jeszcze na niektórych grupach aktywów widoczne. W naszej opinii kursy głównych par z PLN mogą przesuwać się bliżej środkowych partii lokalnych trendów bocznych – napisali w porannym raporcie ekonomiści PKO BP.
Wszyscy wiedzą, że krótkoterminowo losy złotego i wielu innych aktywów finansowych są powiązane z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Nadzieje na deeskalację wojny w Zatoce Perskiej wspiera polską walutę i inne ryzykowne aktywa. Z drugiej strony wystarczy niewielki incydent lub kolejna wolta prezydenta Trumpa, by rynki znów zaczęły panikować.
Tym bardziej że w sferze realnej nic nie uległo zmianie. Wojna wciąż trwa. USA i Izrael kontynuują ataki na Iran, a Teheran odpowiada atakami rakietowymi i dronowymi na Izrael oraz państwa Zatoki Perskiej. Arabia Saudyjska jest kolejnym krajem Zatoki, który został zmuszony do ograniczenia wydobycia ropy naftowej. Tankowce nadal nie pływają przez Cieśninę Ormuz, a ok. 20% globalnych dostaw ropy i LNG pozostaje zablokowane. I w tej materii niewiele zmienią plany uwolnienia rezerw strategicznych państw G7.
Warto przy tym odnotować, że odreagowanie na parze euro-dolar nie było przesadnie silne. Kurs EUR/USD dotarł na wysokość 1,1650 USD, co na polskim rynku przekładało się na dolara po 3,6471 zł. Wprawdzie to o 8 groszy mniej niż jeszcze w poniedziałek nad ranem, ale wciąż zdecydowanie więcej niż przed amerykańsko-izraelską agresją na Iran. Dla nas mocny dolar oznacza jeszcze silniejszy wzrost cen paliw i ogólny wzrost kosztów importu do Polski.
Większego odreagowania nie zaobserwowano także na rynku franka szwajcarskiego. WE wtorek o poranku helwecka waluta była wyceniana na 3,6504 zł. Dzień wcześniej frank kosztował nawet 3,7377 zł i był najdroższy od jesieni 2023 roku.
Funt brytyjski kosztował 4,9191 zł i nieśmiało odrabiał poniedziałkowe straty, gdy jego notowania spadły z przeszło 4,97 zł do niespełna 4,91 zł.























































