Chcąc obejść niewydolny oficjalny system finansowy, Wenzuelczycy coraz częściej zwracają się w kierunku bitcoinów. W ich ojczyźnie panują teoretycznie idealne warunki do rozwoju wirtualnej waluty.



Wenezuela to być może jeden z najbardziej malowniczych krajów świata, jednak pod względem gospodarczym przypomina koszmar. W kraju szaleje dwucyfrowa inflacja, państwo wtrąca się do każdej dziedziny gospodarki, a najprostsze czynności – jak kupno papieru toaletowego – bywają nie lada wyzwaniem. Nic dziwnego, że wśród mieszkańców tego „socjalistycznego raju” znajdują się osoby gotowe rzucić wyzwanie systemowi.
Realny socjalizm, wirtualna waluta
Do opozycjonistów nowego typu należą entuzjaści nowych technologii. Jak pisze dziś Reuters, w Wenezueli rośnie grono zwolenników i propagatorów bitcoina. Wirtualna waluta ma być panaceum na brak wolności i opłakany stan systemu finansowego. Ze względu na wprowadzoną jeszcze przez Hugo Chaveza kontrolę kapitału, zakup dolarów to droga przez mękę – od cierpiącego na niedobór „zielonych” państwa dostać ich nie można, pozostaje więc czarny rynek. Alternatywę stanowią bitcoinowe giełdy, w tym otwarta niedawno SurBitcoin.

W wielu krajach świata barierą dla popularyzacji bitcoina są jego wahania. Istotnie, na przestrzeni roku wirtualna waluta osłabiła się o blisko 70% i wyceniana jest dziś na 350 dolarów. Trzeba jednak dodać, że na czarnym rynku boliwar osłabił się wobec dolara o 60%, a inflacja w kraju wynosi astronomiczne 63%. W związku z tym wielu Wenezuelczyków gotowych jest postawić na bitcoina, który wprawdzie podlega wahaniom, ale i tak jest bezpieczniejszy niż oficjalna waluta i daje swobodną możliwość przesyłania środków i wymiany na dolary.
Jak informuje Reuters, problemem wciąż jest pozyskanie bitcoinów przez wenezuelską giełdę. Jedną z opcji jest nakłonienie emigrantów do przesyłania środków do kraju właśnie za pomocą bitcoinów, które następnie będzie można wymienić na boliwary.
Innym sposobem jest uruchomienie „wydobycia” w wenezuelskich kopalniach bitcoinów. Przewagę konkurencyjną nad wysoko rozwiniętymi regionami świata daje Wenezuelczykom tania i dotowana przez rząd energia elektryczna, której cena jest podstawowym parametrem warunkującym opłacalność tworzenie nowych bitcoinów. Do uruchomienia „kopalni” potrzebny jest jednak drogi sprzęt, choć jak informuje Reuters, niektórzy wenezuelscy sympatycy bitcoina są już w posiadaniu odpowiednich instalacji.
Idealne warunki
Wenezuela została obok Argentyny umieszczona na czele opracowanej przez portal Coindesk.com listy krajów, w których z teoretycznego punktu widzenia bitcoin ma największe szanse na rozwój. Oba kraje są relatywnie bogate, w związku z czym – w przeciwieństwie np. do państw afrykańskich – ich mieszkańcy mają dostęp do komputerów czy internetu. W obu krajach także panuje wysoka inflacja, a zakup dolarów, stanowiących dla większości mieszkańców synonim waluty oszczędnościowej, jest utrudniony przez państwo.
Co ciekawe, Polska znalazła się w tym zestawieniu na 34. miejscu – najwyżej spośród wszystkich państw należących do Unii Europejskiej.
/mz





























































