Nowojorskie giełdy straciły po ok. 2%, co w wykonaniu S&P500 skutkowało najsilniejszym tygodniowym spadkiem od sierpnia. Indeksom ciążył przede wszystkim sektor naftowy. Ale prawdziwym strachem powiało na rynku ryzykownego kredytu.


W piątek S&P500 spadł o 1,96%, schodząc do 2.012,37 punktów i osiągając najniższy poziom od dwóch miesięcy.
Była to największa dzienna strata tego indeksu od 28 września.
Zobacz także
Jeszcze słabszy był Nasdaq, który oddał 2,22%. Dow Jones osunął się o 1,76%.
W skali tygodnia S&P500 spadł o 3,5%, co jest najgorszym wynikiem od sierpniowego załamania. Nasdaq stracił 4,1%, a DJIA 3,3%.

Obciążeniem dla amerykańskich indeksów były przede wszystkim spółki naftowe, których branżowy indeks spadł o 3,4%. To efekt zarówno silnej przeceny ropy naftowej jak i gotowych paliw. Notowania amerykańskiej ropy Crude spadły o 3,5%, do 35,28 USD za baryłkę. To najniższa cena od lutego 2009 roku. Cena oleju napędowego na nowojorskiej giełdzie towarowej poszła w dół aż o 6%. Kurs ropy Brent spadł o 4,6%, osiągając najniższy poziom od grudnia 2008 r.
Paniczna wyprzedaż surowców z ropą naftową na czele nie jest tym, co niepokoi najmocniej. Na pięć dni przed oczekiwaną podwyżką stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych na łeb na szyję spadają notowania obligacji śmieciowych (junk bonds). Dług emitentów o ratingu CCC lub niższym (czyli prawie bankrutów) płaci już 17%, a więc najwięcej od lipca 2009 roku. W minionym tygodniu ceny papierów śmieciowych spadały w najszybszym tempie od marca '09 – czyli apogeum globalnej recesji i pierwszej fali kryzysu finansowego.
Jeszcze w połowie 2014 roku średnia rentowność amerykańskich obligacji śmieciowych sięgała absurdalnie niskich 8%. Przyspieszająca wyprzedaż (wzrost rentowności obligacji oznacza spadek jej ceny) śmieciowego długu jest wyrazem obaw inwestorów przed nawet minimalną podwyżką stopy funduszy federalnych.
Masakra amerykańskich obligacji śmieciowych - najsilniejszy spadek cen od marca 2009 pic.twitter.com/DMXawtCslh
— Krzysztof Kolany (@kkolany) grudzień 11, 2015
Przez ostatnie 7 lat amerykańskie korporacje mogły pożyczać pieniądze po śmiesznie niskim koszcie, co utrzymywało przy życiu wiele trwale nierentownych biznesów i pewnie równie liczną grupę spółek-zombie. Oczekiwany wzrost stóp procentowych może doprowadzić do fali bankructw, jakiej w USA nie widziano od 2009 roku.
„Rynek wysokodochodowych obligacji (ang. high yield credit - HY) przypomina wiązkę dynamitu” - ostrzegł w telewizji CNBC znany inwestor Carl Icahn. „Uważam, że załamanie w HY dopiero się rozpoczyna” napisał Icahn na swoim twitterze. Jak niebezpieczne jest pęknięcie takich balonów spekulacyjnych dobrze wiedzą inwestorzy pamiętający rok 2000 lub 2008.






























































