W Polsce mamy 16 województw. Niektóre radzą sobie lepiej, a inne gorzej. Stereotypowo uznaje się, że jednym z najbiedniejszych jest leżące na zachodzie Polski województwo lubuskie. Jednak od jakiegoś czasu to biedniejsze województwa przejmują inicjatywę gospodarczą w Polsce i jednym z nich jest właśnie lubuskie.
Milion mieszkańców, dwie stolice, jeden uniwersytet, najwięcej lasów (49% powierzchni województwa) i granica z Niemcami - tak krótko można scharakteryzować powstałe w 1999 roku z połączenia m.in. woj. zielonogórskiego i gorzowskiego, województwo lubuskie.
"Lubuskie warte zachodu" to hasło promujące ten region w Polsce. Na pytania dotyczące perspektywy jego rozwoju, szanse i zagrożenia odpowiedziała Pani Marszałek Województwa - Elżbieta Polak, jedyna kobieta piastująca takie stanowisko w Polsce.
Łukasz Piechowiak: W Polsce jest 16 województw i tylko jedna kobieta marszałek. Można powiedzieć, że lubuskie wychodzi naprzeciw stereotypowi, że tylko mężczyźni nadają się na takie stanowiska. Czy tak jest ze wszystkim w Pani województwie?
Elżbieta Polak: Tak. Lubuskie przełamuje wszelkie stereotypy. Jest dynamiczne, otwarte, europejskie. To właśnie w naszym regionie najwięcej mieszkańców poparło wejście Polski do Unii Europejskiej. Nie tylko mamy kobietę marszałka. Mieliśmy też wojewodę. Szefowa największej partii politycznej w regionie to też kobieta - Bożenna Bukiewicz w Platformie Obywatelskiej. Mieliśmy niedawno w regionie festiwal filmowy Quest Europe. Jednym z gości był Jerzy Stuhr. Przecierał oczy ze zdumienia, czuł się w Lubuskiem jak w „Seksmisji”.
Ł.P.: Podobno w życiu trzeba mieć poglądy – czy marszałek województwa może sobie na to pozwolić?
E.P.: Musi. Musi mieć poglądy, twarde zasady, kręgosłup. Ale też zdolność do kompromisu, pewnego rodzaju elastyczność. Bo wyznacznikiem rozwoju jest zdolność do zmian.
Ł.P.: Proszę powiedzieć jaki jest Pani największy sukces na stanowisku marszałka woj. lubuskiego?
E.P.: Marszałkiem jestem dopiero niecały rok. Jest na pewno wyraźny sukces, którego smak poznaję jako marszałek, ale zapracowała na niego jako wicemarszałek. Kiedy obejmowałam stanowisko w 2008 r. region Lubuski zajmował ostatnie szesnaste miejsce w Polsce pod względem wdrażania regionalnego programu operacyjnego. Pod moim nadzorem po roku byliśmy już liderem, zajęliśmy pierwsze miejsce w kraju. Ostatecznie w rankingu, który został rozstrzygnięty w grudniu 2010 r. Lubuskie otrzymało drugie miejsce w Polsce. Dostaliśmy za to nagrodę – 240 mln zł z Krajowej Rezerwy Wykonania, a to oznacza kolejne inwestycje w zakresie poprawy infrastruktury transportowej. Planujemy m.in. zakup szynobusów, które będą obsługiwać połączenia transgraniczne Zielona Góra – Berlin i Gorzów – Berlin. Dodatkowe pieniądze z KRW to także kolejne miejsca pracy w małych, mikro i średnich przedsiębiorstwach, projekty inteligentne, badawcze, ekologiczne.
Ł.P.: Była mowa o sukcesach. Niestety nie wszystko zawsze się udaje. Czy tak jest także w Pani przypadku?
E.P.: W tym roku organizowaliśmy święto województwa w Łagowie. Po raz pierwszy nie była to impreza jednodniowa, ale trwała prawie tydzień. Lubuskie zaprezentowało się jako województwo młode, fantastyczne, jazzowe, militarne. Hitami okazały się improwizowana „bitwa” zespołów jazzowych z Gorzowa i Zielonej Góry, czy pokazy bohaterów „Gwiezdnych wojen”. Podczas naszej imprezy promował się również Przystanek Woodstock. Przyjechał sam Jurek Owsiak. I proszę sobie wyobrazić, przybył w krótkich spodenkach. A w Lubuskiem lało. Czyli niestety – nie wszystko w Lubuskiem nam się udaje, nie zawsze świeci dla nas słońce.
Ł.P.: Siedziba wojewody znajduje się w Gorzowie Wielkopolskim, z kolei Pani urzęduje w drugiej stolicy woj. lubuskiego – Zielonej Górze. Dwa „zwaśnione miasta” – jak to się przekłada na zarządzanie całym województwem?
![]() Absolwentka wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Od 1 kwietnia 2007 r. do 21 sierpnia 2008 r. była dyrektorem Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej Regionalnego Ośrodka w Zielonej Górze. Od 2002 r. do 31 marca 2007 r. na stanowisku dyrektora gabinetu prezydenta miasta Zielona Góra. Burmistrz Małomic/1998-2002/. |
Ł.P.: Często słyszy się głosy o tym, że województwo lubuskie to sztuczny twór, który w starciu z silnymi gospodarczo i demograficznie woj. dolnośląskim i wielkopolskim nie ma szans, np. w redystrybucji środków unijnych. Zatem jakie jest miejsce lubuskiego na gospodarczej mapie Polski?
E.P.: Ależ my się nie ścigamy. Razem możemy więcej. Już od ponad roku pracujemy nad wspólną Strategią dla Polski Zachodniej. Nasze priorytety to infrastruktura transportowa (S3, gospodarcze wykorzystanie Odry), zabezpieczenie przeciwpowodziowe, bezpieczeństwo energetyczne, kultura, edukacja. Wspólnie z Opolskim, Dolnośląskim, Wielkopolską i Zachodniopomorskim chcemy utworzyć siedemnasty w kraju regionalny program operacyjny.
Ł.P.: A jak wygląda sprawa z alokacją środków pochodzących z funduszy UE w woj. lubuskim?
Lubuski Regionalny Program Operacyjny w 90 proc. jest już zakontraktowany. Oznacza to 800 inwestycji w realizacji – Lubuskie w budowie. Obecnie trwa kontraktacja na projekty w zakresie bezpieczeństwa przeciwpowodziowego i społeczeństwa informacyjnego. Ale na szczęście mamy jeszcze 240 mln zł z Krajowej Rezerwy Wykonania. Konkursy będą ogłaszane jeszcze w 2011 r.
Ł.P.: W ostatnich latach jesteśmy świadkami olbrzymich inwestycji w infrastrukturę. Jaka jest rola marszałka województwa w tym procesie?
E.P.: Inwestycje w regionie Lubuskim są realizowane przede wszystkim dzięki wsparciu finansowemu z regionalnego programu operacyjnego. Podobnie jest we wszystkich województwach. To samorząd województwa decyduje o kluczowych inwestycjach dla rozwoju regiony. Nasza lista projektów kluczowych to aż 171 inwestycji, które mogły liczyć na dofinansowanie poza konkursem. Zarząd Województwa Lubuskiego wykorzystał listę projektów indykatywnych w celu przyśpieszenia wdrażania regionalnego programu operacyjnego oraz jego ukierunkowania. To marszałek województwa zdecydował o realizacji parków naukowo-technologicznych w naszym regionie, inwestycji drogowych, nowych obwodnic miast. To również modernizacja kolei, zakup szynobusów, wspieranie przedsiębiorców małych, mikro i średnich, współfinansowanie nowoczesnych technologii, projektów badawczych i innowacyjnych. Marszałek ma rzeczywisty wpływ na realizację programów operacyjnych, które wcześniej tworzy Instytucja Zarządzająca, czyli zarząd województwa.
Ł.P.: Województwo lubuskie często postrzegane jest jako nieatrakcyjne dla ludzi młodych, którzy jeżeli już wybierają studia to wyjeżdżają do Poznania, Wrocławia, itd. Część z nich nie wraca. Jaki jest pomysł na to, by zmienić tę tendencję?
E.P.: To przede wszystkim stypendia naukowe, doktoranckie. Kwoty są niemałe. Dają możliwości kształcenia zgodnie z wyborem młodego człowieka, czyli również poza województwem, ale wiążą tematem pracy z rozwojem naszego regionu. Dążymy również do dostosowania oferty edukacyjnej lubuskich uczelni do standardów i oczekiwań rynku pracy. Trwają prace nad uruchomieniem kierunku lekarskiego i prawa na Uniwersytecie Zielonogórskim. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Sulechowie utworzyła Centrum Energetyki Odnawialnej i ten nowy kierunek cieszy się olbrzymim powodzeniem – nie tylko wśród Lubuszan, ale również przyjeżdża do nas młodzież z innych regionów. Bardzo ważne jest powiązanie nauki z gospodarką. Faktyczny transfer wiedzy do biznesu jest kluczem do rozwoju gospodarczego. Gwarantuje tworzenie dla młodych, wykształconych ludzi atrakcyjnych miejsc pracy. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, że młodzi wyjeżdżają kształcić się poza region. Ważne jest to, żeby zdobyte umiejętności, doświadczenie, potencjał wiedzy chcieli wykorzystać w Lubuskiem. Dlatego istotna jest marka Lubuskie, budowa tożsamości regionalnej i takich pozytywnych emocji, dla których chce się tu żyć.
Ł.P.: Pozyskiwanie inwestorów i współpraca w formule PPP to ostatnio modny temat – i znów – jaka jest rola marszałka w stosowaniu tego typu rozwiązań w praktyce? Czy to w ogóle ma sens?
E.P.: Oczywiście że ma. Zwłaszcza teraz, gdy zadłużenia budżetów samorządowych sięgają dopuszczalnych progów. Konieczna jest analiza racjonalności takich wydatków. Od wielu lat uważam, że urzędnik nie musi znać się na wszystkim. Ma służyć społeczeństwu i wspierać cenne inicjatywy dla rozwoju regionu. I teraz poważnie myślę o budowie siedziby dla regionalnej instytucji wdrażającej programy operacyjne w ramach PPP. Obecnie dzierżawimy lokale na biura rozproszone po całym mieście dla 350 pracowników departamentów funduszowych.
Wywiad przeprowadził Łukasz Piechowiak, analityk Bankier.pl
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
» Kobiecy pomysł na biznes
» Julia Tymoszenko przed wymiarem sprawiedliwości
» Jak banki dyskryminują mężczyzn





























































