

Greckie władze dementują informacje miejscowych mediów o propozycjach reform. Do północy Ateny mają czas na złożenie pomysłów na oszczędności w Brukseli. Jeśli tego nie zrobią, Grecja może zostać wyrzucona ze strefy euro. Na kilka godzin przed upływem terminu w Atenach trwają gorączkowe rozmowy polityków.

Premier Aleksis Tsipras prowadzi w tej chwili negocjacyjny maraton. Rozmawia z ministrami rządu, członkami własnej partii Syriza i przedstawicielami opozycji, by uzyskać jak największe poparcie dla planu, który ma jeszcze dzisiaj wieczorem przesłać do Brukseli.
Zza zamkniętych drzwi politycznych gabinetów nie dochodzą jednak żadne konkretne informacje. Politycy Syrizy prezentują jedynie częsty ostatnio, urzędowy optymizm. Wszystko idzie dobrze. Nie martwcie się. Wszystko będzie dobrze - mówił dziennikarzom grecki minister obrony Panos Kammenos.

Anonimowi przedstawiciele rządu zdementowali informacje podawane przez greckie media. Gazety pisały dzisiaj, że plan, który ma zostać złożony w Brukseli, zakłada 12 miliardów euro oszczędności w ciągu dwóch lat, w tym podwyżki podatków od towarów luksusowych, podatków dla restauracji czy hoteli oraz reformę emerytur. Władze Grecji twierdzą, że informacje są nieprawdziwe, bo ostatecznego kształtu dokumentu jeszcze nie ma.
Jak relacjonuje z Aten specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, do poniedziałku w całej Grecji zamknięte są banki, a mieszkańców obowiązuje dzienny limit wypłat z bankomatów w wysokości 60 euro. Grekom wyjeżdżającym z kraju wolno wziąć maksymalnie tysiąc euro w gotówce.
Jeśli władze w Atenach złożą w Brukseli projekt reform, to ostateczną decyzję, czy udzielić pożyczki, podejmą w niedzielę unijni przywódcy.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Ateny/em/ab



























































