Krajobraz po antylichwie. Kto może zastąpić firmy pożyczkowe?

analityk Bankier.pl

Kilka procent zysku rocznie zamiast nędznych odsetek na lokacie, a dla pożyczkobiorców szansa na szybkie otrzymanie finansowania „a la chwilówka” w cenie niewiele wyższej niż na karcie kredytowej. Tak mogłoby wyglądać nowe rozdanie na rynku pożyczkowym, gdyby w Polsce rozwinęła się jedna z zapomnianych finansowych innowacji. Warunki w końcu wydają się sprzyjające.

W przyszłym roku minie 15 lat od startu pierwszej na świecie platformy pożyczek społecznościowych – brytyjskiego serwisu Zopa. Pomysł był prosty – stworzyć miejsce w sieci, w którym spotkać się mogą dawcy kapitału i pożyczkobiorcy. Zamiast banku, który pełni rolę pośrednika, wystarczyć miał elektroniczny rynek. Zyskują obie strony. Pożyczkobiorcy pożyczają taniej, pożyczkodawcy mogą zainwestować pieniądze nieco ryzykując, ale z nadzieją na zysk znacznie wyższy niż w bankach. A platforma zarabia na prowizjach za obsłużone transakcje.

(fot. Katarzyna Waś-Smarczewska / Bankier.pl)

Dziś Zopa jest tylko jednym z serwisów peer-to-peer lending, a w Wielkiej Brytanii sektor rozrósł się i wyspecjalizował. Z finansowania społecznościowego korzystają małe firmy (w większym stopniu niż konsumenci), pojawiły się platformy koncentrujące się na pożyczkach na nieruchomości, a z usług niektórych serwisów korzystał nawet sektor publiczny. Zopa uzyskała w 2018 r. licencję bankową i jest na dobrej drodze, by stworzyć nowy model hybrydowego banku.

W międzyczasie pożyczki społecznościowe lub crowdfunding dłużny (jak nazywa się czasem ten fenomen) przeszedł szybką ewolucję. Na platformach pojawili się inwestorzy instytucjonalni (w tym banki!), a zamiast modelu prostej aukcji, gdzie pożyczkobiorca wystawia ofertę i czeka na propozycje pożyczkodawców, przewagę zdobyły bardziej zaawansowane mechanizmy selekcjonujące inwestycje do portfela inwestora na podstawie np. oceny scoringowej.

Dlaczego w Polsce się nie udało?

Pożyczki społecznościowe pojawiły się w Polsce w 2008 r., wkrótce po narodzinach tej innowacji w Wielkiej Brytanii i USA. Początki były jednak niezbyt udane – platformy nie radziły sobie z podstawowym zadaniem weryfikacji tożsamości klientów. W efekcie na rynek trafiali pożyczkobiorcy-oszuści, a eksperymentujący z inwestowaniem w pożyczki tracili pieniądze. To nie pomogło zbudować zaufania do nowości.

Później rynek nieco okrzepł, a platformy takie jak Kokos.pl czy Finansowo.pl zyskały grono wiernych użytkowników. Z punktu widzenia pożyczkobiorców jednak pożyczki społecznościowe miały sporo wad. Rejestracja i weryfikacja była czasochłonna, później trzeba było czekać na oferty pożyczkodawców i dopiero po sfinalizowaniu aukcji można było otrzymać środki. Limity narzucane przez platformy oznaczały, że żeby pożyczyć większą kwotę, trzeba było „zbudować sobie historię”, najpierw spłacając mniejsze zobowiązania.

Nic zatem dziwnego, że gdy na rynku pojawiły się firmy pożyczkowe działające wyłącznie online i gotowe wypłacić pieniądze w kilkanaście minut, platformy P2P zaczęły tracić i tak dość wątłą pozycję. Nie pomogły eksperymenty ze sprzedażą pożyczek przez pośredników czy podkreślanie atutów takich jak niski koszt pożyczek. Zwyciężała wygoda, nawet okupiona względnie wysoką ceną pieniądza.

Kolejne ciosy przyszły z innej strony. Status prawny pożyczek społecznościowych od początku nie był jasny. Sporna była m.in. kwestia sposobu opodatkowania zysków osiąganych przez pożyczkodawców oraz statusu inwestorów. W 2016 r. rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego wskazało kierunek – regularne pożyczanie innym to działalność gospodarcza. Dodatkowo uregulowanie statusu instytucji pożyczkowych określiło wymagania, jakie spełniać powinien pożyczkodawca-przedsiębiorca.

Symbolicznym końcem dekady historii pożyczek społecznościowych w Polsce była zmiana modelu działania najstarszego gracza – Kokos.pl. Od stycznia 2018 r. firma przestała obsługiwać osoby fizyczne jako pożyczkodawców.

Szansa na nowe rozdanie

Chociaż perspektywy pożyczek społecznościowych w Polsce na pierwszy rzut oka wyglądają blado, to w ostatnim czasie pojawiło się kilka jaskółek zmian. Pierwsze z nich dotyczyły prawa blokującego innowacje finansowe. Sprawie przyjrzał się m.in. zespół roboczy do spraw fintech pracujący przy Komisji Nadzoru Finansowego, który zwrócił uwagę na najważniejsze bariery. W raporcie z 2017 r. poświęcono nieco miejsca crowdfundingowi dłużnemu i problemowi „czy pożyczkodawca to rzeczywiście przedsiębiorca?”.

W 2018 r. pojawił się w polskim prawie termin „działalność nierejestrowa”. Osoba fizyczna, która osiąga przychód z działalności wykonywanej osobiście w żadnym miesiącu nie przekraczający 50 proc. minimalnego wynagrodzenia (nieco powyżej 1000 zł), nie musi rejestrować się jako przedsiębiorca. To otwiera drogę do zaangażowania na platformach P2P osób fizycznych jako inwestorów bez obaw o prawne skutki.

Sprawą statusu pożyczek społecznościowych zajęła się także Komisja Europejska. Zapowiedziała uregulowanie tego rynku na jednolitych zasadach w całej Unii. Proces zajmie zapewne kilka lat, ale pozwoli z jednej strony rozwijać się największym platformom (zyskają dostęp do innych rynków), a konsumentom – bezpiecznie korzystać z serwisów również prowadzonych przez zagranicznych operatorów. Tymczasem nad kodeksem dobrych praktyk dla branży pracuje także organizacja Konfederacja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Mocny impuls dla rozwoju pożyczek społecznościowych w Polsce może jednak przyjść z zupełnie innej strony – nowej ustawy antylichwiarskiej. Jeśli zostanie ona uchwalona w obecnie proponowanym kształcie, z rynku może zniknąć znaczna część instytucji pożyczkowych. Lukę wypełnić mogłyby wypełnić właśnie platformy peer-to-peer, niekoniecznie „szara strefa”, jak ostrzega dziś branża pożyczkowa. Musiałoby jednak zostać spełnionych kilka warunków.

Jak mogłyby wyglądać „pożyczki społecznościowe 2.0”?

Załóżmy, że czarna wizja sektora pożyczek pozabankowych się spełnia – ustawa wchodzi w życie, a udzielanie krótkoterminowych pożyczek staje się nieopłacalne dla dotychczasowych graczy, a banki i SKOK-i nie wyrażają zainteresowania nową przestrzenią. Popyt jednak nie znika, pożyczkobiorcy gotowi zapłacić za szybkie finansowanie rozglądają się za dostępnymi opcjami. W tym gronie są zarówno bardziej, jak i mniej ryzykowni klienci.

Z drugiej strony rynku czeka grupa umiarkowanie konserwatywnych oszczędzających. To, ci którzy mają dość uganiania się za bankowymi promocjami lokat, ale nie są gotowi, by inwestować bezpośrednio na rynku finansowym. Byliby w stanie co najmniej część swoich rezerw zaangażować w mniej pewne, ale bardziej zyskowne niż bankowe depozyty klasy aktywów. Zysk w granicach 5-8 proc. rocznie to dla nich na razie marzenie.

Najlepsze firmy pożyczkowe działające dziś na rynku nauczyły się już sprawnie zarządzać ryzykiem kredytowym. Mają odpowiednie narzędzia i są w stanie obsłużyć klienta online w kwadrans. Obecnie pożyczają na własne ryzyko. Można podejrzewać, że przynajmniej niektóre z nich gotowe byłyby na „pivot” i przekształcenie się w platformy pożyczkowe łączące inwestorów (nie tylko osoby fizyczne) z pożyczkobiorcami. Możliwych byłoby zapewne co najmniej kilka modeli – od hybrydowych (platforma jest jednocześnie instytucją pożyczkową) do czysto społecznościowych, gdzie operator serwisu zarabia wyłącznie na opłatach i nie angażuje własnego kapitału.

Z punktu widzenia pożyczkobiorców proces powinien nadal przypominać dzisiejszy „chwilówkowy” biznes. Finansowanie musi być szybkie, bez oczekiwania, aukcji, mozolnego budowania ratingu. Pożyczkodawcy oczekiwaliby zapewne „prowadzenia za rękę”, np. możliwości wyboru kilku parametrów (typu poziom ryzyka, jak dziś na platformie Mintos) i doceniliby wszelkie rozwiązania ograniczające potencjalne straty (np. gwarancję zwrotu kapitału).

Na polskim rynku były już próby stworzenia tego rodzaju platform. Warto w tym kontekście przypomnieć projekt eMonero.pl. Nie zyskały jednak nigdy znaczącej skali. Być może nowe okoliczności sprawią, że doczekamy się w Polsce w końcu sektora P2P lending z prawdziwego zdarzenia.

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 yaroo

Mnie długo znajomy nie musiał przekonywać do Mintos'a, nie tylko >12% zyskiem, ale tym, że mają na platformie gwarancję kapitału. Jak ktoś nie spłaci w ciągu 60 dni pożyczki to firma gwarantuje zwrot kasy. Jak dla mnie najlepsza opcja na rynku inwestycji. Dodatkowo rejestrując sie z polecenia dostaje się dodatkowy extra procent. Jak ktoś chciałby przetestować takie warunki to polecam:

---> http://bit.ly/mintos12

Ale dobrze by było gdyby powstały typowo polskie platformy do takich inwestycji w przyszłości.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 4 talmud

bardzo WAZNE.....alternatywa dla patologii !!!!!

https://www.youtube.com/watch?v=oStcExKkUI4

! Odpowiedz
9 15 marianpazdzioch

Tu jest Polska, tu się kradnie.

! Odpowiedz
0 28 dziki_losos

Cytując prezesa Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych, Jarosława Rybę:
"Tajemnicą nie jest, że o ile platformy P2P nie mają problemu z pozyskaniem klientów biorących pożyczki, o tyle trudniej jest zapewnić ich tanie finansowanie. Idea, która w założeniu miała być fintechowymi pożyczkami sąsiedzkimi, szybko stała się polem nadużyć nieuczciwych pożyczających (fraudsterów), platform, które zaczęły przypominać piramidy i braku narzędzi do odzyskiwania pieniędzy od osób niewypłacalnych. W rezultacie trudno było zachęcić inwestorów do lokowania swoich nadwyżek w ten sposób, bo przez ograniczenia cenowe, wystarczyło jedno potknięcie na pięć prób, aby cały biznes okazywał się nieopłacalny."

Nie ma żadnego problemu ze znalezieniem klientów. Problem jest z windykacją - osoba fizyczna nie jest w stanie jej skutecznie prowadzić, a platformie się nie opłaca dostarczać usług windykacyjnych. I cały model biznesowy bierze w łeb.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 36 glos_rozsadku

nie bierzcie kredytów Polacy

! Odpowiedz
12 72 pc1974

W tym kraju pożyczanie innym kasy to samobójstwo finansowe hehe

! Odpowiedz
2 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
22 41 muhh5

Teraz Kościół zacznie pożyczać i wszyscy będą zadowoleni xD Jak nie zapłacisz to prosto do piekła.

! Odpowiedz
4 23 muhh5

Pracowałem w tej branży kilka lat, tworzyłem systemy właśnie do sprzedaży produktów online. Przy obecnych regulacjach nawet p2p się nie zepnie. Koszty kapitału, pozyskania klienta, koszty operacyjne, koszty weryfikacji klienta sprawiają, że przy zaproponowanym w ustawie limicie się to nie spina. Większość firm na rynku robiła podejścia pod p2p, wówczas legislacja była blockerem. To co się rozwija to firmy windykacyjne. Likwidacja podaży nie zlikwiduje popytu.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 15 dziki_losos

Właśnie o to chodzi w pożyczaniu p2p, że klienta pozyskujesz przez platformę (więc koszt tego odpada), a weryfikacji nie ma - bo za droga i za trudna; zresztą całe ryzyko jest przerzucone na dawcę kapitału. Platforma - jak kasyno - zawsze zarobi.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% IX 2019
PKB rdr 4,4% II kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,2% VIII 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 084,56 zł IX 2019
Produkcja przemysłowa rdr 5,6% IX 2019

Znajdź profil