Urzędnik nie powinien iść do sądu tylko dlatego, że obawia się podpisania ugody. Jeżeli byłaby korzystniejsza niż wyrok, to rezygnacja z niej może uderzać w finanse publiczne – powiedział we wtorkowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes Najwyższej Izby Kontroli Mariusz Haładyj.


„Rz” zapytała Haładyja o przyszłoroczne plany NIK dotyczące oceny zarządzania przez administrację publiczną sporami z przedsiębiorcami. Prezes Izby powiedział, że celem kontroli jest „sprawdzenie, czy państwo nie płaci zbyt dużo za spory, które można by zakończyć szybciej i taniej”.
Wybór ścieżki rozwiązania sporu to nic innego jak gospodarowanie środkami publicznymi, które podlega analogicznym zasadom, jak każda inna decyzja pociągająca za sobą wydatki ze środków publicznych. A biorąc pod uwagę skalę sporów, suma, o której rozmawiamy jest niemożliwa do zbagatelizowania - ocenił.
Prezes NIK zwrócił uwagę, że „jeżeli potencjalny wyrok sądowy może być dla podmiotu publicznego mniej korzystny, to ugoda nie jest rozdawaniem publicznych pieniędzy, tylko sposobem ich oszczędzenia”.
„Jeśli w negocjacjach lub mediacjach, żeby podpisać zgodną z prawem ugodę, trzeba obniżyć kwotę roszczenia oponenta do kwoty niższej niż prawdopodobny wynik postępowania sądowego, łatwo wyobrazić sobie skalę korzyści ekonomicznych dla finansów publicznych” - dodał Haładyj.
Prezes NIK zaznaczył, że kontrola będzie ważna z perspektywy kolejnych inwestycji z KPO. „Przy dużej inwestycji szybkość rozwiązania sporu decyduje o tym, czy inwestycja publiczna zostanie oddana na czas, a nawet czy w ogóle zostanie oddana” - powiedział.

„Sposób rozwiązywania sporów staje się jednym z warunków powodzenia takiej inwestycji” - podsumował Haładyj w rozmowie z „Rz”.(PAP)
mbed/ piu/






























































