REKLAMA
ZAPISZ SIĘ

Nauczyciele i dyrektorzy na celowniku radykałów. Przerażający bilans protestów we Francji

2026-10-07 12:12, akt.2026-10-07 12:36
publikacja
2026-10-07 12:12
aktualizacja
2026-10-07 12:36
Dodaj Bankier.pl w Google

Minister edukacji Francji Edouard Geffray poinformował w środę, że od początku protestów licealistów rannych zostało 88 pracowników szkół, z których wielu atakowano celowo. Rannych jest też 215 uczniów, a przyczyną było często nieostrożne zachowanie - dodał minister.

Nauczyciele i dyrektorzy na celowniku radykałów. Przerażający bilans protestów we Francji
Nauczyciele i dyrektorzy na celowniku radykałów. Przerażający bilans protestów we Francji
fot. Sarah Meyssonnier / /  Reuters / Forum

Występując w parlamencie, minister oświadczył, że większość rannych uczniów odniosła obrażenia na skutek nieostrożnego zachowania bądź użycia moździerzy pirotechnicznych. Podkreślił przy tym, że niezależnie od okoliczności, gdy zostaje ranny uczeń, jest to „dramat dla rodziny i społeczności szkolnej”.

Geffray zaznaczył, że bezprecedensowy jest fakt, iż w bardzo licznych przypadkach pracownicy szkół, w tym dyrektorzy i wicedyrektorzy, atakowani byli celowo.

Minister poinformował, że w 24 liceach doszło do zniszczeń na tyle znacznych, że szkoły te - splądrowane bądź podpalone - nie będą od razu otwarte. W kilkuset innych placówkach szkody oszacowano łącznie na 20-30 mln euro.

Uderzające jest w tym ruchu licealistów to, że został zinfiltrowany przez bardzo gwałtowne grupy - ocenił Geffray dodając, że właśnie te grupy dokonywały ataków.

Minister odrzucił przy tym pomysł zawieszenia systemu Parcoursup - platformy rekrutacji na studia. System ten jest krytykowany przez uczniów i w ostatnich dniach również niektórzy politycy zaapelowali o jego zawieszenie.

Scammingout

Z kolei zmniejszenie liczby godzin szkolnych będzie, zdaniem szefa resortu edukacji, wymagało również przeanalizowania dni wolnych. Uczniowie we Francji mają na tle innych krajów OCDE więcej godzin nauki - spędzają w szkole 1200 godzin rocznie, wobec średniej w OECD wynoszącej około 960 godzin. 

Demonstracje w liceach we Francji rozpoczęły się we wrześniu. Uczniowie żądają dofinansowania ich placówek, skarżą się na zły stan szkół, zbyt dużą liczbę uczniów w klasach, przeciążenie nauczycieli. Na marginesie tych akcji, w tym blokad szkół, dochodzi do aktów przemocy i starć z policją.

Ekspert: Rząd nie był przygotowany na ruch licealistów, który ma wymiar socjalny

Rząd Francji nie był przygotowany na ruch licealistów, którego postulaty mają charakter socjalny i dotyczą warunków nauki – powiedział PAP socjolog i historyk Laurent Frajerman. Jego zdaniem protesty wzmocniły szefa skrajnej lewicy Jean-Luca Melenchona, ale trudno ocenić ich wpływ na kampanię prezydencką.

Frajerman, naukowiec zajmujący się ruchami społecznymi, podkreślił, że postulaty protestujących uczniów to postulaty socjalne i dotyczą warunków w szkole. 

- Niektórzy licealiści jednak angażują się w sposób bardziej polityczny albo z solidarności. W wielu liceach uczniowie czują się uprzywilejowani, bo choć doświadczają tych samych problemów, jeśli chodzi o plan zajęć, czasami – o stołówkę, to mimo wszystko uważają, że mają słabszą motywację do mobilizowania się, niż jest to gdzie indziej. Są (natomiast) bardzo wyczuleni na to, co mogli widzieć, jeśli chodzi o warunki, w innych placówkach – powiedział ekspert.

Pytany o dane OECD dotyczące poziomu finansowania we Francji szkolnictwa średniego, ekspert powiedział, że dane te – pokazujące poziom wydatków na jednego ucznia - budzą jego wątpliwości.

- Upraszczając, wydatki na licealistę są oparte na dwóch filarach: wydatkach na wynagrodzenia nauczycieli i na budynki (utrzymanie i budowę szkół - PAP). Natomiast, jak widzieliśmy, budynki nie wszędzie są w dobrym stanie – nagłośniono kilka takich przypadków – zauważył.

- Jeśli chodzi o pensje (nauczycieli), to ta sama OECD wyraźnie sytuuje je poniżej swojej średniej: w parytecie siły nabywczej i w wartości bezwzględnej są one niższe niż te w Słowenii czy w Portugalii, krajach o znacznie niższym PKB. Nie wyobrażam sobie, jak można byłoby płacić jeszcze mniej francuskim nauczycielom – podkreślił Frajerman. 

- Podejrzewam więc, że jest problem w kalkulacjach, związany być może z faktem, że we Francji emerytury nauczycieli są wliczane do budżetu edukacji narodowej – dodał ekspert. Budżet szkolnictwa obejmuje wydatki na emerytury, które nie są przeznaczane na bieżącą działalność szkół.

Frajerman podkreślił, że „jeśli chodzi o ruchy społeczne, to można przedstawiać statystyki, ale jeśli rzeczywistość jest z nimi sprzeczna, to ona się liczy”.

- Abstrakcyjne cyfry nie będą miały wpływu. Licealiści (którzy protestują) masowo uznali, że liczba osób w klasie się zwiększa – powiedział Frajerman. 

Jego zdaniem obecne żądania licealistów przypominają bardzo te z lat 90. Opisując ruchy licealistów podkreślił, że „jest wiele scenariuszy” i pewne akcje przyłączają się do ruchów międzybranżowych, ale najważniejsze dotyczą własnych postulatów licealistów.

Ekspert zaznaczył przy tym, że wśród młodzieży, która bierze udział w demonstracjach, aspekt polityczny protestu „może przybrać formę wrogości do skrajnej prawicy - na którą głosuje inna część młodzieży - na tle możliwego dojścia do władzy Zjednoczenia Narodowego". Liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen prowadzi w sondażach przed  przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

Obecny ruch licealistów – zdaniem Frajermana – wyróżnia się postulatami dotyczącymi planu lekcji i systemu Parcoursup, czyli oficjalnej platformy rekrutacji na studia.

- Dotyczą one faktycznie elementów reformy szkół średnich przeprowadzonej przez Jean-Michela Blanquera, gdy był on ministrem edukacji (w latach 2017-2022). Kilka lat po wdrożeniu tej reformy, której wtedy nauczyciele się sprzeciwiali, licealiści na koniec mówią nam, że ona nie działa – powiedział rozmówca PAP.

Pytany o reakcję policji i władz podczas protestów, zauważył, że „każdy ruch licealny doświadcza konfrontacji z siłami porządku publicznego”.

- Tym, co najbardziej się zmienia, jest intensywność tych starć i ich liczba. Mamy ponad 6500 zatrzymań, więcej niż podczas zamieszek w 2023 roku. Działania policji są bardzo stanowcze (...). Kolejną nowością jest poważny charakter czynów – rannych już zostało ponad 80 pracowników (nauczycieli, szefów placówek), jedno liceum zostało częściowo spalone - opisywał ekspert.

- Jeśli chodzi o rząd, to wyraźnie miał on, szczególnie na początku, chęć lub pokusę stłumienia ruchu poprzez odpowiedź policji i rozwiązanie siłowe. Ta polityka po drodze uległa zmianie, ponieważ sprawiła, że zmobilizowało się więcej licealistów i odtąd policja staje się ostrożniejsza - ocenił Frajerman.

Jego zdaniem rząd premiera Sebastiena Lecornu „naprawdę został zaskoczony” protestami.

– (Rząd) zupełnie nie przewidywał poprawiania sytuacji, jeśli chodzi o plan lekcji czy inne konkretne problemy (...), (o) zwiększenie liczby uczniów w klasach licealnych, podczas gdy etaty nauczycielskie zostały w szkole średniej zredukowane – powiedział ekspert.

Zauważył, że obecny rządowy projekt ustawy budżetowej na przyszły rok nadal redukuje etaty, podczas gdy liczba uczniów jest na razie na najwyższym poziomie, bo kryzys demograficzny dotyczy szkół pierwszego stopnia.

Jednak – jak dodał Frajerman – żadna ze spraw nie figurowała w koncepcjach rządu i „w okresie pewnej oszczędności budżetowej nie przewidywano żadnych działań”.

- Do tego dochodzi nieprzygotowanie polityczne, ponieważ rozważenie postulatów dotyczących Parcoursupu, systemu przydziału na uczelnie, nie wymaga pieniędzy, a chodzi o wybory polityczne. Nie mając przygotowanych projektów, rząd musi reagować w trybie pilnym. Początkowo nie doceniał mobilizacji i wierzył, że zamieszki na ulicach zagłuszą ten ruch, tak jak było to kilka razy w poprzednich latach. Po bardzo udanych demonstracjach dzisiaj (6 października - PAP) jest odwrotnie - ruch prawdopodobnie się rozszerzy. Konieczna więc będzie co najmniej odpowiedź ze strony władz – ocenił Frajerman.

Jego zdaniem obecna sytuacja może wpłynąć na kampanię prezydencką przed wyborami wiosną 2027 roku. Ekspert ocenił, że szef skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) Jean-Luc Melenchon, który zamierza kandydować w wyborach, „zademonstrował swą popularność wśród części młodzieży”.

- Ośrodki badania opinii społecznej dają mu w tej grupie wiekowej około 40 procent głosów. Nie jest to 100 procent, ale bez wątpienia prowadzi (pod względem poparcia) – powiedział Frajerman.

Jego zdaniem Melenchon zaryzykował, „wygłaszając na początku (protestów) serię bardzo agresywnych deklaracji”, ale potem „zmienił narrację”. – Zrozumiał szybko, że ryzykuje, iż jego wizerunek będzie się kojarzył z zamieszkami i zyskałby niewiele wśród tych młodych ludzi, których już pozyskał, a straciłby sporo wśród innych – powiedział ekspert.

- Ten ruch może zaważyć na kampanii, ale – co jest częste – trudno powiedzieć od razu, w jakim kierunku. Myślę jednak, że wzmacnia Melenchona, który zyskał rozgłos na tle bezpośrednich rywali z lewicy. Niemniej ogólnie panująca atmosfera – np. przypadek, gdy nauczyciel zostaje oblany benzyną – jest typowa dla tych sytuacji, które wzmacniają prawicę i skrajną prawicę – ocenił Frajerman.

Ekspert zwrócił uwagę, że podczas protestów widoczny jest raczej podział lewica-prawica.

- Prawica i skrajna prawica głoszą narrację porządku i popierają policję, a lewica kładzie nacisk na represje policyjne i na uczniów, którzy są ofiarami nadużywania siły przez policję – opisywał.

Natomiast – jak dodał – „kampania (przed wyborami prezydenckimi) nie toczy się według tego podziału – na razie pokazuje ona raczej podział na trzy części”. - Przełożenie na wybory nie będzie więc automatyczne – podsumował Frajerman.

Z Paryża Anna Wróbel (PAP)

awl/ ap/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Francja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki