Podczas rozpoczynającego się dziś w Brukseli szczytu UE, przedstawiciele 27 państw zajmą się walką z oszustwami podatkowymi oraz zmianą podejścia do zielonej energii. Przełom w obu kwestiach oczekiwany jest od dawna.
Temat uszczelnienia europejskiego systemu podatkowego niczym bumerang powraca podczas kolejnych szczytów. Od kilkunastu miesięcy europejscy politycy debatują nad tym, jak ograniczyć rolę rajów podatkowych, usprawnić przepływ informacji na temat klientów banków oraz wypracować wspólne mechanizmy wykrywania oszustw.
Podczas dzisiejszych rozmów, w centrum uwagi znajdzie się przyjęta jeszcze przed kryzysem dyrektywa, która dawała Austrii i Luksemburgowi przywilej zachowania tajemnicy bankowej. Fakt ten umożliwiał obywatelom innych państw UE lokowanie w obu tych państwach swoich oszczędności w celu ochrony ich przed krajowym fiskusem.
| »Świat ma dość szwajcarskiej tajemnicy bankowej |
Pod naciskiem Brukseli na stosowne ustępstwa zgodził się już Luksemburg, przez co na placu boju pozostała tylko Austria, która na łamach unijnych obrad reprezentuje inne europejskie „raje”: Szwajcarię, Andorę, Monaco i San Marino. Jeżeli porozumienie dotyczące wymiany informacji bankowej po raz kolejny nie zostanie zawarte, to kraje te mogą trafić na unijną „czarną listę”. Zgodnie z rezolucją Parlamentu Europejskiego w kontaktach handlowych z terytoriami, które znajdą się na takiej liście, będą stosowane bariery celne, a umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania wypowiadane. Ponadto, firmy zarejestrowane w rajach podatkowych nie mogłyby brać udziału w przetargach na zamówienia publiczne w UE.

Do sprawy ukrócenia europejskiej „optymalizacji podatkowej” osobisty stosunek ma przewodniczący KE Jose Manuel Barroso. Zdaniem portugalskiego polityka, automatyczna wymiana informacji bankowej „powinna stać się standardem nie tylko na poziomie europejskim, ale i światowym”.
- W jaki sposób wyjaśnimy uczciwym ludziom i przedsiębiorstwom, które mimo gorszej koniunktury uczciwie opłacają swoje podatki fakt, że niektórzy ludzie i firmy celowo uchylają się od swoich obowiązków – powiedział Barroso podczas ostatniego przemówienia w Parlamencie Europejskim.
Z ubiegłorocznego raportu europejskiej frakcji socjalistów, z której wywodzi się Barroso, wynika, że każdego roku fiskusom państw wspólnoty przez palce przelatuje 1 bilion euro – to więcej niż wynoszą wydatki na opiekę zdrowotną.
Zielona energia nie służy Europie
Drugim istotnym tematem dzisiejszych rozmów będzie polityka energetyczna. Z wypowiedzi kolejnych liderów krajów UE wynika, że spora część Starego Kontynentu jest już zmęczona awangardową i kosztowną polityką promowania zielonej energii w czasie, gdy unijna gospodarka zmaga się z kryzysem. Do ich grona dołączył niedawno premier Czech, Petr Necas.
- Spadek emisji dwutlenu węgla, który Europa wypracowywała na przestrzeni 10 lat, Chiny „uzupełniły” w ciągu zaledwie dwóch lat. Zbyt ambitne cele mogą zaszkodzić europejskiej gospodarce i skazać ją na utratę konkurencyjności – powiedział wczoraj polityk reporterom Czeskiej Agencji Informacyjnej.
W obozie przeciwników drogiej energii jest także Polska.
- Europa jest w głębokim kryzysie, a Komisja Europejska chce zwiększenia cen energii elektrycznej. Jestem zdziwiony tym, że Komisja forsuje dalej ten nieracjonalny i niepotrzebny projekt – stwierdził niedawno Marcin Korolec, szef resortu środowiska.
W czasie szczytu unijni ministrowie zajmą się także tematami rosnącej zależności gospodarek państw UE od importu gazu i ropy, a także wpływ wysokich cen energii na kondycję europejskich przedsiębiorstw. Jak ostrzegał niedawno Jose Manuel Barroso, do 2035 r. udział importowanej energii w ogólnym unijnym zużyciu może sięgnąć 80%.
Poprawę w tej kwestii mogłoby przynieść zwrócenie się w kierunku gazu łupkowego, dzięki któremu aktywnie eksploatujące je Stany Zjednoczone już za kilkanaście lat mogą osiągnąć niezależność energetyczną. Na taki wariant nie godzą się jednak europejskie organizacje ekologiczne.
Michał Żuławiński
Bankier.pl




























































