Unia Europejska potępia użycie siły wobec demonstrantów na Ukrainie, ale sankcji - mimo apeli - raczej nie będzie. Rozpędzenie antyrządowych protestów w Kijowie oficjalnie skrytykowała szefowa unijnej dyplomacji wraz z komisarzem do spraw rozszerzenia. W nieoficjalnych komentarzach w Brukseli można usłyszeć, że niewiele więcej można się na razie spodziewać.
O sankcje apeluje od kilku dni ukraińska opozycja, jednak z kilku powodów Unia Europejska raczej nie będzie po nie sięgać. Kilka lat trwało, zanim zdecydowała się nałożyć sankcje na białoruski reżim i nie reagowała stanowczo natychmiast. Poza tym - jak pokazuje przykład Białorusi - sankcje nie działają. Unia Europejska nie może zmusić władz w Mińsku do przestrzegania demokratycznych standardów. Pojawiły się też opinie, że jeśli sytuacja na Ukrainie pogorszy się, wtedy poszczególne unijne kraje, gdyby zechciały, mogłyby zamrozić aktywa finansowe prezydenta Wiktora Janukowycza w Europie. Reakcji całej Unii raczej nie będzie - także dlatego, że panuje przekonanie, iż sankcje oznaczałyby izolację Ukrainy i wpędziłyby ją w ramiona Rosji. Wprawdzie władze w Kijowie już zdecydowały się na bliższe kontakty z Moskwą, a nie z Brukselą, ale sankcje całkiem uzależniłyby Ukrainę od Rosji.
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr































































