REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego

    Jacek Maliszewski2001-10-01 11:03
    publikacja
    2001-10-01 11:03

    Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego


    Wrzesień minął pod znakiem stabilizacji notowań kursu złotego na rynku walutowym. Jeśli zastanowić się nad przyczyną takiej równowagi pomiędzy stroną popytową a podażową, to najbardziej logicznym wytłumaczeniem jest z jednej strony niepewność i pamięć ostatnich wydarzeń związanych z gwałtowną deprecjacją złotego (strona podażowa naszej waluty) a z drugiej strony nadzieją na szybkie sformowanie silnego Rządu, który radykalnymi zmianami zacznie wyprowadzać gospodarkę z zapaści (strona popytowa złotego). Niestety w ostatnim tygodniu miesiąca przewagę zaczęli zdobywać pesymiści. I nic w tym dziwnego, gdyż po raz kolejny nasz Sejm zdominowany zostanie przez ugrupowania, którym trudno związać koalicję większościową. Na dodatek coraz głośniej słychać o chęci odłączenia się niektórych partii od wcześniej tworzonych koalicji podczas elekcji do Parlamentu. Myślę tutaj głównie o UP oraz SKL, które to partie wyraziły swój głoś w sprawie utworzenia własnych klubów parlamentarnych. To nie są bynajmniej sygnały zachęcające do kupowania naszej waluty.

    Zastanawiałem się nad możliwymi scenariuszami rozwoju wydarzeń na arenie politycznej oraz na arenie rynku finansowego. Jak sądzę polityka będzie miała znaczący wpływ na rynki finansowe w najbliższych tygodniach. Co prawda cały czas trwają jeszcze spotkania szefów SLI i UP z szefami pozostałych ugrupowań i żadne wiążące decyzje jeszcze nie zapadły, ale już teraz można zastanowić się nad możliwościami. Najbardziej prawdopodobny jest jednak Rząd mniejszościowy. Czyli powtórka tego, co przeżywaliśmy w ciągu ostatniego roku (po odłączeniu się UW od AWS). Chyba nie trzeba przekonywać, że taki Rząd nie będzie miał łatwej pracy podczas obecnej kadencji Sejmu. Nie będzie tak łatwo przeprowadzać liberalnych zmian w gospodarce. Prędzej już możliwe będą zmiany pro-socjalne. Być może Rządowi takiemu uda się jakimś zabiegiem kosmetycznym przesunąć cały ciężar zmian, jakie są konieczne w gospodarce na okres późniejszy. Ale takie odkładanie spraw na potem może okazać się wręcz tragiczne. Obym nie miał racji.

    Drugim możliwym (mniej prawdopodobnym) rozwiązaniem jest dołączenie do SLD i UP trzeciego ugrupowania, które pozwoli uzyskać większość w Sejmie. Któż to taki może być tym trzecim? Platforma Obywatelska zdecydowanie nie. Zresztą szef UP - Marek Pol mówi wyraźnie, iż programy gospodarcze obydwu partii (UP i PO) są zdecydowanie skrajne. Czyli odpada. Idźmy dalej. Zgodnie z zasadą Sherlocka Holmesa po odrzuceniu wszystkim mało prawdopodobnych możliwości, ta która pozostanie na końcu, choćby również była mało prawdopodobna, staje się najpewniejszą. Tak więc idźmy tym tropem. Kolei na PSL. Z tym ugrupowaniem SLD już kiedyś tworzyło koalicję i jak sami szefowie tej partii mówią (szefowie SLD), nie mają miłych wspomnień z tego okresu. Nie wydaje mi się prawdopodobne, by próbowali po raz drugi wiązać się z tak chimerycznym ugrupowaniem jakim jest PSL. Czyli skreślamy PSL z listy kandydatów do powiększonej koalicji.

    Prawo i Sprawiedliwość także wydaje się mało prawdopodobną alternatywą. Zbyt duża nienawiść panuje po obu stronach względem siebie. Myślę, że nie muszę tutaj długo wyliczać, by przekonać, iż taki zlepek (PiS oraz SLD + UP) jest chyba najmniej realny ze względów ideologicznych i historycznych. Czyli PiS także skreślone.

    Zostały nam dwie partie - Liga Polskich Rodzin oraz Samoobrona. Spośród tych dwóch ugrupowań chyba jednak bliżej SLD i UP do Samoobrony niż do LPR. W tej drugiej partii działa bowiem legenda Solidarności (Pan Wrzodak), którego nie wyobrażam sobie przy boku Leszka Millera.

    Czyli zostałaby Samoobrona. Tutaj również współpraca była by bardzo kłopotliwa, ale jak widzimy jest to i tak najbardziej prawdopodobny scenariusz. Oczywiście po wyłączeniu scenariusza związanego z tworzeniem Rządu mniejszościowego. Widzimy więc, że tak czy siak nie jest różowo. I stąd chyba mamy tę rosnącą niepewność wśród uczestników rynku walutowego. A miało być tak pięknie i wspaniale. Po raz kolejny życie pokazało lwi pazur i zmusiło nas do podjęcia trudnych działań. Powinniśmy być na to przygotowani. W końcowej części komentarza przypomnę kilka ważnych spraw, które czeka przyszły Rząd.

    Teraz zastanówmy się nad możliwymi scenariuszami wydarzeń na arenie międzynarodowej. Do debiutu waluty europejskiej w formie banknotowo-monetowej pozostały już tylko trzy miesiące. Będą to miesiące bardzo nerwowe. Sądzę, że w ciągu tego okresu na rynku walutowym może dojść do wielu silnych wahań kursu. Z jednej strony będzie to raj dla kapitału spekulacyjnego, lecz z drugiej niebezpieczny okres dla przedsiębiorców, którzy w codziennej działalności gospodarczej mają styk z kursami wymiany jednej waluty na drugą. W takich chwilach warto skoncentrować uwagę na dokładniejszym zarządzaniu ryzykiem kursowym. Warto wydać kilka procent wartości kontraktu na ubezpieczenie ceny realizacji. Jak znam życie i tak znajdzie się wiele firm, które na skutek nieoczekiwanych zmian kursu walut wykaże olbrzymią stratę na różnicach kursowych. Oczywiście jak zwykle prezesi tych firm wytłumaczą udziałowcom, iż takiego obrotu sprawy nie dało się przewidzieć. Oj jeszcze wiele razy coś takiego usłyszymy. Przezorni przeżyją bez szwanku. I takim będę bić po raz kolejny brawo.

    No tak, ale powinienem chyba podać jakąś własną prognozę. Właściwie już ją podałem. Prognozuje zwiększenie zmienności na rynku kursu dolara względem najważniejszych walut światowych. Już taka informacja daje możliwość osiągnięcia zarobku na instrumentach pochodnych, których cena rośnie wraz ze wzrostem zmienności na rynku. Niestety nie dla wszystkich dostępne są tego typu instrumenty. Dla nich pozostaje więc jedynie podążanie za trendem w danym momencie i szybkie dostosowywanie się bieżących notowań i nastrojów rynku. Gdybym jednak musiał wskazać bardziej prawdopodobny kierunek ruchu kursu walutowego, to wskazałbym spadek wartości dolara względem euro, franka szwajcarskiego, jena oraz funta brytyjskiego. Ale prognoza ta jest bardzo niepewna. Powiem wręcz, że stawiam 60:40 na osłabienie dolara. To niezbyt wiele i nie zachęca do stawiania dużych pieniędzy na rzecz tej prognozy.

    Spójrzmy na kilka wykresów, które jak mawia mój promotor przekazują więcej informacji niż wiele stron maszynopisu.

    Zacznijmy od wykresu tygodniowego koszyka walut. Przypomnę, iż koszyk ten jest stworzony sztucznie przeze mnie na własne potrzeby. Dzięki temu łatwiej określić zmiany wartości naszej waluty bez względu na wzajemne relacje dolara i euro. Właśnie z tych dwóch walut składa się koszyk i to w jednakowej proporcji 50:50. Zapewne spotkaliście się z innym sposobem określania siły lub słabości naszej złotówki. Myślę tutaj o promowanym przez wielu dealerów walutowych odchyleniu od parytetu. I tutaj jest problem, gdyż od ponad półtorej roku NBP nie wyznacza kursu centralnego (tzw. Parytetu), przez co kłopotliwe jest wyliczenie odchylenia od czegoś, co nie istnieje. Można co prawda wykonać ekstrapolację kursu centralnego na okresy bieżące, ale należały by wtedy przyjąć kilka założeń. Najważniejszym jest przyjęcie lub nie przyjęcie jakiegoś poziomu pełzającej dewaluacji złotego. Tuż przed zaprzestaniem przez NBP publikowania kursu centralnego, dewaluacja ta wynosiła 0,3% w skali miesiąca. Myślę, że sensownie by było przyjęcie tej dewaluacji na niższym poziomie - może nawet całkiem z niego zrezygnować.

    Widzimy, że sprawa jest bardzo skomplikowana. Lepiej więc zastosować zasadę Okhuma i zrezygnować z niepotrzebnych bytów. Często najprostsze rozwiązania stają się w zupełności wystarczające do naszych potrzeb analitycznych.

    Tak więc spójrzmy na zmieniającą się siłę naszej złotówki, którą przedstawiłem na wykresie tygodniowym koszyka walut. Widzimy, iż od sześciu tygodni kurs koszyka porusza się wewnątrz lekko opadającego kanału trendu. Ostatnia świeca tygodniowa ma zielony kolor (rosnąca). Najbliższym oporem przed dalszym wzrostem kursu koszyka jest poziom 4,08 złotego, a poziomem wsparcia 3,96 złotego. Powstaje więc obszar 3% wahań pomiędzy poziomem oporu i wsparcia. Jeśli powiększymy końcową część wykresu i przedstawimy go w postaci świec dziennych, to zauważymy podobny obraz. Spójrzmy na wykres kursu dolara względem złotego. Na wykresie dziennym widać, iż kurs dolara porusza się wewnątrz trójkąta prostokątnego. Niestety siła tej formacji jest wątpliwa za sprawą przełamania niedawno dolnego poziomu znajdującego się na wysokości 4,18 złotego. Na wykresie tygodniowym widzimy to z dalszej perspektywy. Sądzę, że mimo wszystko bardziej prawdopodobny jest dalszy ruch w górę po okresie konsolidacji. Na wykresie kursu euro w relacji do złotego widzimy bardziej zdecydowaną tendencję rosnącą. Co prawda ostatni szczyt na wykresie z 17 września jest poniżej szczytu z 13 sierpnia, jednak kolejne dołki leżą coraz wyżej. Mamy więc typowy trend rosnący. I tradycyjnie dla porównania wykres tygodniowy.

    Pora na wykresy z rynku międzynarodowego. Ostatnio chyba faktycznie poświęcałem zbyt dużo uwagi rynkowi usd/chf. Nie będę więc zanudzać. Ale muszę wspomnieć, iż w końcówce tygodnia kurs dolara wzrósł ponownie powyżej 1,60 franka. Na razie trudno określić, czy to zanegowanie formacji podwójnego szczytu, czy tylko jednorazowy przypadek. Zobaczmy za to wykres eur/usd. Widzimy tutaj wyraźny trend rosnący. Na wykresie tygodniowym widać, że jeśli nie zostanie przełamany trend rosnący, to możliwy jest wzrost kursu euro do 0,96 dolara.

    I to by było na tyle. Nie jeszcze jedna sprawa. Wiem, że część osób może mieć utrudniony dostęp do notowań innych walut względem złotego, niż waluty podstawowe. Być może przyda wam się obraz sytuacji na kilku innych rynkach względem złotego:

    Funt brytyjski

    Forint Węgierski

    Korona norweska

    Korona szwedzka

    Pozostałe notowania walut są mniej interesująca jak sądzę. Nie będę ich tutaj zamieszczać.

    Tak jak obiecałem na początku komentarza pora na sprawy z rynku pieniężnego. Oj będzie miał nasz nowy Rząd twardy orzech do zgryzienia. Myślę tutaj o poradzeniu sobie z terminową obsługą długu publicznego. W tym roku do wykupienia (tylko z rynku krajowego - bez długu zagranicznego) pozostanie jeszcze ponad 19 miliardów złotych (kapitał od wygasających obligacji oraz bonów skarbowych i odsetki od istniejących obligacji). To dużo, ale jeszcze więcej trzeba będzie wydać na obsługę długu w przyszłym roku, co pokazałem na wykresie. Jak widzimy według stanu na dzień dzisiejszy jest to już ponad 46 miliardów złotych. Na pewno dojdzie jeszcze wyemitowany dług z ostatnich trzech miesięcy bieżącego roku. Myślę, że nie przesadzę jeśli powiększę przyszłoroczny wykup długo o 10 miliardów złotych.

    Spójrzmy co się kryje za tymi słupkami w dwóch latach - 2001 i 2002. W wystające wysoko słupki to termin wykupu wygasających obligacji. Przykładowo 12 października trzeba będzie wykupić obligacje dwu i pięcio letnie o stałej stopie procentowej. Na wykup ich trzeba będzie przygotować kwotę ponad 3,5 miliarda złotych. Przyjrzałem się bliżej najbliższym emisjom bonów skarbowych oraz nowych obligacji. Z tych źródeł bowiem MF zaczerpnie, by spłacić (zrolować) stary dług i zamienić go na nowy. I tak kolejno 3 października wyemitowane zostaną obligacje 2 letnie oraz pięcioletnie o wartości nominalnej 2,6 miliarda złotych. Ja sądzę MF będzie musiało sprzedać e papiery poniżej 90% wartości nominalnej, czyli ze sprzedaży tych papierów uzyska maksymalnie 2,35 miliarda złotych. 10 października MF sprzeda kolejne obligacje - tym razem 10-letnie o zmiennej stopie procentowe - o wartości nominalnej 400 milionów złotych. Ze sprzedaży uzyska 360 milionów. Razem z emisją z 3 października do kasy państwa wpłynie więc około 2,7 miliarda złotych. Widzimy więc, że na wykup starych papierów zabraknie jeszcze ponad 800 milionów złotych. No ale mamy jeszcze przecież dwa przetargi na bony skarbowe w dwa kolejne poniedziałki października. Na obydwu MF otrzyma około 950 milionów złotych, czyli razem 1,9 miliarda. Musi co prawda wykupić stare bony skarbowe w dwie kolejne środy za kwotę 1,1 miliarda złotych, ale akurat zostanie nadwyżka 800 milionów. I w ten sposób dług będzie spłacony. Nowo wyemitowane obligacje i bony skarbowe starczą więc na spłatę starych. Ani jedna złotówka nie zasili bieżących potrzeb budżetu. By zaspokoić potrzeby budżety trzeba więc będzie w kolejnych miesiącach emitować znacznie większe ilości papierów skarbowych. I to jest właśnie ten twardy orzech do zgryzienia, o którym wspominałem. Czy uda się sprzedać na rynku tak dużą ilość obligacji? Przekonamy się niebawem.

    Na zakończenie podam kilka informacji bieżących. Właśnie poznaliśmy wysokość kuponu odsetkowego obligacji dziesięcioletnich o zmiennej stopie procentowej o serii DZ1006 (wykup w październiku 2006 roku). Najbliższy okres odsetkowy zaczyna się 17 października 2001 i kończy równo rok później. Przez ten czas posiadacze otrzymają 15,28% odsetek od każdej obligacji. Przypomnę tylko, że 17 października 2001 wypłacone będą jeszcze odsetki z kończącego się właśnie poprzedniego okresu rozliczeniowego. Na konta posiadaczy tych papierów wpłynie 195,6 złotego (19,56%). Widzimy, że obligacje dziesięcioletnie DZ są bardzo atrakcyjnie oprocentowane. Przedstawiam tabelę z wysokością kuponów dla wszystkich serii obligacji trzyletnich i dziesięcioletnich.

    I już zupełnie na koniec pokazuję dwa wykresy średnio miesięcznych wartości indeksów LIBOR dla dolara oraz WIBOR. To jako podsumowanie miesiąca września. Więcej wykresów znajduje się na stronie "pieniądze".

    Jacek Maliszewski

    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane: Waluty

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki