Lider PO Donald Tusk podziękował we wtorek Polakom za solidarność i pomoc okazywaną Ukraińcom. "Jesteście wspaniali, piszecie właśnie piękną kartę historii Polski" - powiedział b. premier.


"Jesteście naprawdę wspaniali - mówię do tysięcy Polek i Polaków, młodych i starszych, którzy od kilku dni, na okrągło, przez dzień i noc pomagają naszym siostrom i braciom z Ukrainy w tej dramatycznej potrzebie, w jakiej się znaleźli" - podkreślił Tusk w krótkim nagraniu, które opublikował we wtorek na Twitterze.
Dodał, że w ostatnich dniach wielokrotnie rozmawiał zarówno z politykami europejskimi, jak i ukraińskimi. "Kilkanaście godzin temu znowu rozmawiałem z (byłym) prezydentem Poroszenką, z (merem Kijowa) Kliczką - oni wszyscy mówią jedną rzecz, niezależnie od tego, co jest tematem: pozdrów, pogratuluj, uściskaj tych wszystkich Polaków, którzy pomagają uchodźcom, że wykonujecie kapitalną robotę i że cała Europa jest taka dumna" - powiedział lider PO.
"Ja rzeczywiście najchętniej bym was wszystkich, razem i każdego z osobna, wyściskał: tych, którzy są dzisiaj w Korczowej, w Hrebennem, w Krościenku, w Medyce, ale też w całej Polsce, bo przecież tych przykładów są naprawdę tysiące. Jak zbieracie pieniądze, to naprawdę na wielką skalę" - zaznaczył b. premier.
Wspomniał też o swym przyjacielu, który oddał mieszkanie do dyspozycji uchodźców i przypomniał, że na podobny gest zdecydowało się wielu innych Polaków. "To kapitalnie działa, ludzie spontanicznie się organizują: on oddaje mieszkanie, jakaś grupa robi zakupy, inna przygotowuje to mieszkanie, mebluje i to się dzieje w całej Polsce. My tych przykładów mamy przecież o wiele, wiele więcej. Jakaś firma oddaje tysiąc swoich samochodów, żeby przewieźć Ukraińców spod granicy w głąb kraju" - podkreślił Tusk.

"Naprawdę dajecie dziś przykład całej Europie, co znaczy taka autentyczna, wspólna solidarność. I nie sparaliżował was strach, nie opanował egoizm, jesteście naprawdę wspaniali. Dziękuję wam z całego serca. Piszecie właśnie piękną kartę historii Polski" - powiedział b. premier.
Pani Irena, uciekła do córki w Warszawie: Tak, jak Polska pomaga Ukrainie, to nikt nie pomaga
Gdy pani Irena wyjeżdżała pociągiem z Kijowa, słyszała eksplozję i odgłosy syren. Podróżowała na korytarzu i tam spała. Już w lubelskim Dorohusku miała łzy szczęścia w oczach. "Tak, jak Polska pomaga Ukrainie, to nikt nie pomaga" - powiedziała. Przed nią była już tylko podróż do Warszawy, gdzie ma córkę.
W pociągu z Kijowa do Warszawy, który we wtorek przekroczył polsko-ukraińskie przejście graniczne w Dorohusku jechało blisko 500 osób. Po odprawie przeprowadzonej przez Straż Graniczną na pierwszej stacji po polskiej stronie granicy większość pasażerów wyszła na peron, żeby zjeść posiłek przygotowany przez wolontariuszy.
Jedną z osób, które na chwilę wysiadły, by się posilić była Maria, młoda mama. Reporterowi PAP powiedziała, że przyjechała z Kijowa ze swoją mamą i siostrą oraz z dwiema córkami. Diana ma prawie dwa lata, a Amelia niecałe cztery. Siedząc na peronie Maria karmiła córki zupą przyniesioną przez wolontariuszy.
Wyjaśniła, że musiała wyjechać z Kijowa, bo jest tam niebezpiecznie i w sklepach brakuje produktów. Nie wie, co będzie dalej, bo w Polsce nikogo nie zna.
17-letni uciekinier Iwan dramatycznie opisał sytuację w Kijowie. "Bombardują, strzelają, a mieszkańcy śpią w metrze i czekają. Jest strasznie, po prostu strasznie" - powiedział.
Na Ukrainie zostali jego ojciec, dziadek i babcia. "Babcia nie chciała jechać. Nie dała się namówić" – wyjaśnił.
Powiedział, że w Polsce uczył się w technikum, na Ukrainie prawie skończył szkołę i chce pójść na studia.
Uchodźcy, z którymi rozmawiał reporter PAP mówili, że pociąg wyjechał z Kijowa w poniedziałek wieczorem. "Dużo osób chciało się do niego dostać" – powiedziała Irena Braczyk, emerytowana ekonomistka. Dodała, że podczas wyjazdu pociągu ze stolicy Ukrainy słyszała eksplozję i syreny.
Podróż była bardzo męcząca. "Z Kijowa jechałam na korytarzu i tam spałam. Obok dużo małych dzieci. Nie było gdzie nogę postawić. Ale byłam szczęśliwa, bo wielu osobom nie udało się dostać do wagonu" – wyznała.
Emerytka dobrze zna Polski, bo jej ojciec był Polakiem i sama posiada Kartę Polaka. Jej mąż został w Kijowie. "Mój mąż przedwczoraj trzy godziny stał w kolejce za produktami. Mało sklepów pracuje. Jest godzina policyjna i tworzą się kolejki" – wyjaśniła.
Wyznała, że kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Dorohusku i zobaczyła Polaków, miała ze szczęścia łzy w oczach. "Tak, jak Polska pomaga Ukrainie, to nikt nie pomaga" – zauważyła wzruszona. Dodała, że zmierza do córki, która mieszka w Warszawie.
Autor: Piotr Nowak
(PAP)
autor: Marta Rawicz
mkr/ godl/































































