Po trzech latach politycznego impasu Unia Europejska wznawia negocjacje akcesyjne z Turcją. Kwestia przystąpienia kraju do Wspólnoty Europejskiej wzbudza kontrowersje po obu stronach Bosforu. Europejczycy obawiają się zalewu taniej siły roboczej z kraju muzułmańskiego, a Turcy narzekają na kiepską kondycję gospodarczą Unii.

Źródło: iStockphoto/Thinkstock
Turcja stara się o przyjęcie do Unii Europejskiej od 26 lat, ale końca procesu negocjacyjnego wciąż nie widać. Pomimo że status oficjalnego kandydata uzyskała w 2005 roku, do tej pory udało się rozpocząć rokowania dotyczące tylko 13 z 35 rozdziałów nakreślonych przez unijne władze.
Dzisiaj zostanie otwarty rozdział dotyczący polityki regionalnej. Przedstawiciele Unii i Turcji będą rozmawiać m.in. o drażliwej kwestii Kurdów, czyli mniejszości narodowej, która od lat walczy o niezależność od Ankary.
Terytorium Turcji jest większe niż któregokolwiek państwa Unii. Pod względem liczby obywateli (około 78 milionów) Turcja ustępuje tylko Niemcom (blisko 82 miliony). Część europejska stanowi tylko 3% powierzchni całego kraju, którego mieszkańcy są w większości wyznawcami islamu.

Zgodnie z wolą założyciela współczesnego państwa tureckiego – Mustafy Kemala - kolejne rządy dążyły do europeizacji i laicyzacji kraju. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z objęciem władzy przez aktualnego premiera Recepa Erdogana, który reprezentuje opcję proislamską.
Przyszła potęga gospodarcza?
Od 2002 roku, gdy władzę objęła partia AKP premiera Erdogana, przeciętny roczny wzrost PKB wynosił 5% i należał do najwyższych na świecie. Dochód na głowę mieszkańca podskoczył blisko trzykrotnie – do ponad 10 tysięcy dolarów.
Po spowolnieniu wywołanym przez światowy kryzys, Turcja wróciła na ścieżkę szybkiego rozwoju. W 2010 i 2011 roku PKB rosło w tempie blisko 10% rocznie. Postęp był jednak oparty na niepewnych fundamentach – napływie środków zagranicznych i wysokiej konsumpcji, napędzanej przez znaczące obniżki stóp procentowych. Gdy zagraniczni inwestorzy odcięli kurek z pieniędzmi w 2011 roku, turecka gospodarka zachwiała się.
| »Tam mieszkam: Turcja |
Deficyt na rachunku obrotów bieżących sięgnął 10% PKB, co wywołało obawy inwestorów o możliwość spłaty długów krótkoterminowych. Turecka waluta – lira – tąpnęła o blisko 20%, a inflacja poszybowała z zaledwie 4% do ponad 10%. Kolejny raz tureckiej gospodarce oberwało się w tym roku. Obawy o ograniczenie polityki luzowania ilościowego przez Fed wywołały popłoch na rynkach rozwijających się. Lira ponownie zanurkowała, poszybowały za to rentowności tureckich obligacji.
Pomimo sporych problemów z utrzymaniem stabilności ekonomicznej turecka gospodarka wciąż radzi sobie relatywnie dobrze. Rząd utrzymuje niski deficyt budżetowy (1,7% PKB) i poziom zadłużenia (37% PKB). MFW prognozuje, że wzrost PKB przyspieszy z 2,2% w 2012 roku do 3,8% w przyszłym roku. Spadną za to inflacja, która w tym roku ma wynieść 6,6%, a w przyszłym o ponad procent mniej i deficyt na rachunku obrotów bieżących (z 7,4% do 7,2%).
Szansa na rozwój czy utrata miejsc pracy
Zdaniem zwolenników przystąpienia Turcji do Unii obie strony odniosłyby znaczące korzyści gospodarcze. Zmagający się z problemami demograficznymi Stary Kontynent zyskałby dostęp do taniej siły roboczej i nowego, dynamicznie rozwijającego się rynku. Dla Turków byłaby to przede wszystkim szansa na poprawę sytuacji materialnej.
| »Zagraniczni inwestorzy ewakuują kapitał z Turcji |
Przeciwnicy tureckiego członkostwa podkreślają, że państwo Atatürka wciąż jest krajem biednym, który musiałby otrzymać silne wsparcie z unijnego budżetu. Przede wszystkim obawiają się jednak rzeszy imigrantów, która mogłaby zalać państwa europejskie i przejąć miejsca pracy obywateli starej Unii. Ich zdaniem Turcy pozostają narodem muzułmańskim, a ich kultura, tradycja i historia znacząco różnią się od europejskich.
Bosfor furtką do Bliskiego Wschodu
Dzięki obecności Turcji w Unii Europejskiej organizacja zyskałaby większy wpływ na sytuację w regionie Bliskiego Wschodu. W procesie negocjacji akcesyjnych z pewnością musiałoby dojść do załagodzenia konfliktów cypryjsko-tureckiego i kurdyjsko-tureckiego.
Należy się niestety spodziewać także negatywnych implikacji politycznych. Nie wiadomo, jaka byłaby reakcja mieszkańców sąsiadujących z Turcją krajów – Iranu, Syrii czy Iraku, na sprzymierzenie się państwa muzułmańskiego ze „zgniłym Zachodem”. Warto zauważyć, że to właśnie z tymi, niezbyt stabilnymi i bezpiecznymi krajami, graniczyłaby Unia Europejska.
Turcja kolejnym członkiem UE?
Perspektywa obecności Turcji w zjednoczonej Europie wydaje się zatem bardzo odległa. Wciąż istnieją poważne wątpliwości, czy kraj powinien w ogóle przystąpić do tej organizacji. Tylko 4 na 10 Turków chce akcesji ojczyzny do Unii. Mieszkańcy Europy również nie są nastawieni do pomysłu zbyt entuzjastycznie.
Maciej KalwasińskiRedaktor Bankier.pl
































































