REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Trump wypowiada wojnę handlową. Ale nie Chinom

    Maciej Kalwasiński2018-03-02 11:00, akt.2018-03-02 12:32analityk Bankier.pl
    publikacja
    2018-03-02 11:00
    aktualizacja
    2018-03-02 12:32

    Donald Trump oddał pierwszą poważną salwę w globalnej wojnie handlowej. Ale nie w kierunku zadeklarowanych przeciwników - Chin - a teoretycznych sojuszników. W tym Polski.

    Prezydent USA zapowiedział w czwartek wprowadzenie podwyższonych ceł na import stali (25 proc.) i aluminium (10 proc.). Ruch był od dawna oczekiwany, bo Trumpowi wydaje się, że uczyni Amerykę znów wielką dzięki protekcjonizmowi, a wybory wygrał dzięki zwycięstwu w "pasie rdzy", centrum przemysłu ciężkiego w Stanach Zjednoczonych. Opór niektórych członków administracji sprawił, że decyzja wejdzie w życie dopiero przeszło rok po objęciu przez niego urzędu.

    I na pewno spotka się z reakcją partnerów handlowych, ale niekoniecznie tych, na których skupia się uwaga opinii publicznej. Choć świat obawia się konfliktu na wielką skalę między USA a Chinami, to Pekin wcale nie musi odpowiadać równie stanowczo. Nowe zapory w dostępnie do amerykańskiego rynku, podobnie jak ogłoszone wcześniej dla paneli słonecznych i pralek, nie uderzają bowiem najmocniej w Państwo Środka, a tradycyjnych sojuszników Waszyngtonu. Chiny odpowiadają za ok. 2 proc. amerykańskiego importu stali i są dopiero 11. największym eksporterem do USA. Podium zajmują Kanada, Brazylia i Korea Południowa.

    Najwięksi eksporterzy stali do USA i ich udział w amerykańskim imporcie stali

    1.

    Kanada

    16%

    2.

    Brazylia

    13%

    3.

    Korea Południowa

    10%

    4.

    Meksyk

    9%

    5.

    Rosja

    9%

    6.

    Turcja

    7%

    7.

    Japonia

    5%

    8.

    Tajwan

    4%

    9.

    Niemcy

    3%

    10.

    Indie

    2%

    IHS Global Trade Atlas

    Z zagranicy pochodzi aż 90 proc. zużywanego w USA aluminium. Aż 59 proc. importu trafia do kraju z Kanady, a kolejne miejsca, z udziałami w wysokości ok. 5 proc., zajmują Rosja, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Chiny. Amerykańscy producenci nie będą w stanie szybko zwiększyć mocy produkcyjnych, by zatkać potencjalną wyrwę w dostawach spowodowaną nałożeniem cła.

    fot. Carlos Barria / / FORUM

    UE i Kanada szykują retorsje. Stracą Amerykanie

    Negatywnie na zapowiedź Trumpa zareagowały akcje amerykańskich spółek motoryzacyjnych - walory Forda straciły blisko 3, a General Motors - prawie 4 proc. Średnia przemysłowa Dow Jones spadła o 1,7 proc. Z kolei japoński Nikkei zniżkował o 2,5 proc., koreański Kospi o 1 proc., a niemiecki DAX i włoski MIB po 2 proc. Emocje podgrzał kontrowersyjny (i, eufemistycznie mówiąc, nie najmądrzejszy) wpis prezydenta USA na Twitterze.

    Decyzję o nałożeniu ceł zgodnie potępiły władze Kanady, Brazylii, Chin i Unii Europejskiej i już zapowiedziały ochronę własnych interesów (czytaj: więcej środków protekcjonistycznych). Reakcja będzie stanowcza, bo rynek stali jest politycznie i ekonomicznie dużo bardziej istotny niż choćby rynek paneli słonecznych. W tej gałęzi przemysłu pracują rzesze pracowników na całym świecie - Państwo Środka informuje o ponad 10 mln zatrudnionych w sektorze węgla i stali, Kanadyjczycy o 22 tys. w samym sektorze stali, które przekładają się na 90 tys. miejsc pracy w całej gospodarce. Wśród krajów UE dominują Niemcy z 85 tys., ale sektor ma dużo większe znaczenie dla rynku pracy w Czechach, bo jest w nim zatrudniony większy odsetek pracowników.  

    Stracić może również Polska - w sektorze stalowym pracuje ok. 20 tys. osób, a eksport sięga 20 mld zł. Za ocean trafia minimalna część, ale wprowadzenie wysokich cel w USA zachwieje całym globalnym rynkiem stali - część produktów zostanie przekierowana do krajów, gdzie udział Polaków jest większy.

    Na podobnej zasadzie mogą ucierpieć Chiny, które są największym producentem stali na świecie. Jednak w ich przypadku wpływ może być mniejszy, bo aż 85 proc. produkcji jest konsumowanych w kraju. Natomiast eksport zanurkował już w ubiegłym roku pod wpływem większej ochrony lokalnych producentów w UE i wewnętrznej walki z nadmiernym zanieczyszczeniem środowiska. Do USA trafia ok. 0,2 proc. wytworzonej za Murem stali - wynika z danych Credit Suisse.

    Ruch Trumpa może za to poważnie zaszkodzić amerykańskiej gospodarce. Dlatego nie spodobał się niektórym amerykańskim Republikanom, którzy zwracali uwagę na wzrost cen towarów produkowanych ze stali i aluminium - od puszek na piwo po samochody - oraz potencjalne retorsje, m.in. w sektorze rolnym (ograniczenie importu amerykańskiej soi przez Chiny). "Prezydent proponuje ogromny wzrost podatków płaconych przez amerykańskie rodziny" - stwierdził w oświadczeniu Ben Sasse. "Protekcjonizm jest słaby, a nie silny. Tak złej polityki można się spodziewać po lewicowej administracji, a nie rzekomo republikańskiej" - dodał.

    Senator z Nebraski ma rację - protekcjonizm jest kuszący dla polityków, ponieważ jest korzystny dla wąskich, ale zamożnych grup interesów, oraz pozytywnie odbierany przez wielu obywateli. Niestety dużo częściej przynosi więcej szkody niż pożytku. W 2002 r. prezydent Bush wprowadził cła na import stali, co kosztowało Stany Zjednoczone 200 tys. miejsce pracy. Nowe, wyższe obciążenia oznaczają wyższe koszty produkcji samochodów, maszyn, energii czy budowy infrastruktury, a w konsekwencji mniejszą konkurencyjność firm z tych branż na arenie międzynarodowej i przede wszystkim droższe produkty dla konsumentów.

    - Jeśli powyższych cenę czegoś (nazwijmy ten produkt "samochód"), co kupuje 17,6 mln ludzi o 500 dolarów, żeby zwiększyć o 10 proc. zatrudnienie w sektorze, w którym pracuje 87 tys. ludzi (nazwijmy ten sektor "stalowym"), jedno miejsce pracy kosztuje milion dolarów. A nie liczymy nawet utraconych miejsc pracy w sektorze motoryzacyjnym czy innych sektorach - tłumaczy prof. Austan Goolsbee.

    Ale czym jest kilka, kilkadziesiąt czy nawet kilkaset dolarów, gdy zagrożone jest "bezpieczeństwo narodowe"? To najczęściej pojawiający się argument, przedstawiany na poparcie tezy o konieczności zwiększenia barier protekcjonistycznych. Problem w tym, że gdy będzie powszechnie stosowany doprowadzi do wojny handlowej na globalną skalę, w której stracą wszyscy. Bo „jeśli towary nie będą przekraczać granic, zrobią to armie”, cytując klasyka.

    Źródło:
    Tematy

    Komentarze (34)

    dodaj komentarz
    sel
    UE ma porozumienie z Kanadą, to do USA może wysyłać stal poprzez Kanadę zwolnioną z ceł.
    sel
    A jednak Chinom?, powinniśmy wprowadzić cła na eksport srebra i miedzi do wybranych krajów , a Brazylia na eksport rudy żelaza..
    rttyuiop
    ruch obliczony głównie na to by w urwić innych
    open_mind
    Jesteś tak mądry i męski że Cię dwóch facetów musiało robić!
    talmud
    wie ktos o czym ten kalwapinski probowal napisac?
    czy po prostu placa mu od wyrazu
    open_mind
    Nie będę dłużej z tobą konwersować, ponieważ egzystujesz w brodziku intelektualnym który koliduje z moimi imperatywami, a poza tym i tak nie rozumiesz idei koncepcji założeń, więc dochodzę do konluzji, że twoje idiospektryzmy z moją charyzmą są emfatyczne.

    Powiązane: USA: giełdy i gospodarka

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki