Zachód podzielił się na dwa przeciwstawne obozy – uważa australijski pisarz, laureat Nagrody Bookera Richard Flanagan. Według niego „Nowy Zachód” Trumpa ma więcej wspólnego z tyraniami Putina, Kim Dzong Una i Mohammeda bin Salmana niż z większością europejskich demokracji.


Laureat nagrody Bookera był jednym z gości gdyńskich Horyzontów Pokoju 2026 (Horizons of Peace 2026). Zaczynając swój wykład, któremu przysłuchiwała się PAP, Flanagan odwołał się do dziedzictwa buntów społecznych, które w drugiej połowie XX wieku wybuchały w Europie Środkowej „w odpowiedzi na sowiecką tyranię narzuconą po II wojnie światowej”. Mówił o znaczeniu Powstania Węgierskiego 1956 roku, o Poznańskim Czerwcu 1956 roku, Praskiej Wiośnie 1968 roku, „polskim buncie roku 1970 i »Solidarność« lat 80., „która utorowała drogę rewolucjom 1989 roku i późniejszym przemianom”.
Pisarz z Tasmanii zaznaczył, że tak jak w latach 80. XX w. zauważył Milan Kundera, „bunty te dotyczyły pewnego ideału, który nazywano Zachodem”. Zdaniem Flanagana w 2026 roku ten ideał bardzo się zmienił. - Zachód, który nigdy nie był wyłącznie pojęciem geograficznym, podzielił się bowiem na dwa przeciwstawne globalne obozy - konkludował.
- Jeden z nich moglibyśmy nazwać Nowym Zachodem: etno nacjonalistycznym, faszyzującym, dla którego wojna staje się imperatywem, a rację ma silniejszy. Drugi, Stary Zachód, pozostaje zakorzeniony w wierze w demokrację, szacunku dla ludzkiej godności i praw człowieka oraz w dążeniu do pokoju. A wojna zagrażająca Staremu Zachodowi może się okazać wojną toczoną właśnie przeciwko Nowemu Zachodowi – przekonywał Flanagan.
Zdaniem autora „Ścieżek Północy” choć jest „to zupełnie inny podział niż ten, który niegdyś rozdzielił Cesarstwo Rzymskie między Konstantynopol z jego Kościołem prawosławnym a Rzym z Kościołem katolickim”, może być „równie brzemienny w historyczne konsekwencje”. - Antydemokratyczny Nowy Zachód Trumpa znajduje więcej wspólnego z tyraniami Putina, Kim Dzong Una i księcia Mohammeda bin Salmana niż z większością europejskich demokracji. Stary Zachód, skupiony wokół Europy, poszerza się natomiast o takie kraje jak Kanada - tłumaczył.
W opinii australijskiego pisarza „mamy dziś do czynienia ze zniekształconym odbiciem bloku sowieckiego, o którym kiedyś pisał Havel, które w dziwny sposób przeobraziło się w groteskowego następcę: system o totalitarnych skłonnościach, dysponujący jednak nowymi technologiami nadzoru”. Tenże system według autora wydanego właśnie Polsce „Pytania numer siedem”, „wymaga od ludzi nieustannego powtarzania produkowanych przez niego kłamstw”.

- Rosja i Stany Zjednoczone są uwikłane w niekończące się wojny. Oba państwa wykorzystują nowe mechanizmy mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji jako nieustanny pas transmisyjny nieprawdy, służącej usprawiedliwianiu agresji. Wraz z tym globalnym przetasowaniem widzimy, jak horyzonty pokoju gwałtownie się oddalają – przekonywał pisarz.
W opinii Flanagana „refrenem nowych tyranów jest stary okrzyk faszystów: że historia stoi po ich stronie, że to oni są przyszłością, że ich droga i ich idee są nieuniknione”. - Dlatego Trump co tydzień ogłasza zwycięstwo nad Iranem, a Putin bez przerwy zapewnia, że jego „specjalna operacja” realizuje swoje cele - mówił Flanagan.
Odnosząc się do Sztucznej Inteligencji pisarz zaznaczył, że nastała epoka, „w której najbogatsi i najpotężniejsi ludzie, tacy jak amerykański przedsiębiorca Peter Thiel, opowiadają się za nowym cyfrowym feudalizmem, z autonomicznymi miastami-państwami rządzonymi przez nową arystokrację technologicznych elit, nieskrępowaną przez demokrację”. Przestrzegał, że „jeśli zaakceptujemy sposób myślenia Thiela, Trumpa, Vance'a czy Putina, według którego siła jest wszystkim, a władza stanowi podstawę wszystkich relacji międzyludzkich, wpadniemy w pułapkę przekonania, że wszystko zostało z góry przesądzone”.
Mówiąc o wojnie w Ukrainie, pisarz z Tasmanii przypomniał „o rosyjskich atakach na miejsca związane z ukraińską literaturą, które doprowadziły w ostatnich miesiącach do zniszczenia ogromnej liczby nowych ukraińskich książek”.
- Pokój nie gwarantuje wolności, ale tyrania zawsze wymaga jej zniszczenia. A niszcząc wolność, tyran znajduje swojego największego sojusznika w rozpaczy. Kiedy bowiem poddajemy się rozpaczy, zło staje się nieuchronne – precyzował australijski pisarz.
Kończąc swe wystąpienia autor „Pytania numer siedem" odwołał się twórczości Alberta Camusa, a w szczególności do najbardziej znanej na świecie metafory z najsłynniejszej powieści francuskiego egzystencjalisty - „Dżumy”. - Camus przypomina, że bakcyl dżumy nigdy nie umiera ani nie znika na zawsze. Cierpliwie czeka w pokojach, piwnicach, kufrach, chusteczkach i starych papierach. I nadejdzie dzień, kiedy, na nieszczęście, dżuma obudzi swoje szczury i pośle je, aby umierały w jakimś zadowolonym z siebie mieście. My, mieszkańcy Starego Zachodu, byliśmy zadowoleni z siebie, ale teraz szczury są już pośród nas. Dżuma znów nas dopadła i każdy z nas musi zdecydować, czy stoi po stronie dżumy czy przeciwko niej – mówił tasmański intelektualista.
Zdaniem Flanagana „horyzont pokoju wymaga od nas, abyśmy ważyli słowa i nazywali rzeczy po imieniu". - Trzeba nazywać okrucieństwo okrucieństwem. Zło złem. Dżumę dżumą – przekonywał.
Jacek Pawlicki (PAP)
jap/ mro/



























































