Polska goni europejską czołówkę, a Zielona Wyspa zmaga się z problemami. Choć Polacy wciąż są najliczniejszą mniejszością w Irlandii, ich liczba daleka jest od rekordów, a dystans płacowy i gospodarczy między Warszawą a Dublinem uległ zmniejszeniu. Ale irlandzkie władze mają dziś większy problem - trudne negocjacje budżetu UE na najbliższe 7 lat.


Szacuje się, że w Irlandii przebywa ok. 120 tys. Polaków, co czyni nas najliczniejszą nieirlandzką grupą w tym kraju. Ale do rekordów daleko - w 2007 r. irlandzkie ministerstwo do spraw integracji szacowało, że w tym kraju żyło 200 000 Polaków. Kolejne spisy ludności pokazywały jednak znaczny spadek liczby Polaków na Zielonej Wyspie. W 2011 r. zadeklarowana liczba Polaków przebywających w Irlandii wynosiła 122 585 osób, zaś w 2022 r. odnotowano 93 681 osób.
Gospodarka i finanse publiczne Irlandii należą do najsilniejszych w Europie. Kraj regularnie notuje nadwyżkę budżetową, co jest wynikiem opodatkowania gigantów technologicznych. Ale od 2015 roku, kiedy irlandzki PKB wzrósł o 26% wskutek przeniesienia siedzib big techów, statystyki gospodarcze należy brać z dużą dozą ostrożności. Poniekąd Irlandia stała się też zakładnikiem USA, ale o tym później.
Niemniej kraj mierzy się z rosnącymi kosztami życia. W ubiegłą środę znaczna część irlandzkiego sektora publicznego przerwała pracę z powodu konfliktu z rządem na tle płacowym. Był to pierwszy strajk powszechny w tym kraju od czasu kryzysu finansowego w 2009 r. Coraz większym problemem jest również wzrost liczby bezdomnych i przestępczości.
„W Polsce jest lepiej niż było”
Polska dokonała szalonych zmian od momentu wejścia do Unii Europejskiej. W Irlandii nie jest już tak dobrze, jak było kiedyś, z kolei w Polsce jest lepiej niż było - takie opinie można usłyszeć wśród rodaków mieszkających w Irlandii nierzadko już 20 lat. Emigranci wskazują też, że choć irlandzkie pensje nominalnie są wyższe, to wiele rzeczyjest relatywnie tańszych w Polsce. W rozmowach z mieszkańcami słychać też liczne deklaracje powrotu do Polski w najbliższej przyszłości.
Rynek pracy pozostaje silny, a stopa bezrobocia w sierpniu 2026 roku wyniosła w Irlandii 5,0 proc., zaś nad Wisłą kształtowała się ona na poziomie 5,8 proc. Gdy wstępowaliśmy do UE w maju 2004 roku istniała między nami przepaść - stopa bezrobocia w Irlandii wynosiła wówczas 4,7 proc., ale w Polsce zmagaliśmy się z 19,5 proc. bezrobociem!

Na przestrzeni ostatnich 22 lat zmniejszyliśmy też różnice w wynagrodzeniach. W maju 2004 roku pensja minimalna w Polsce wynosiła 824 zł brutto, a średnie wynagrodzenie wynosiło 2349 zł brutto. Irlandzkie płace budziły wówczas zazdrość. Minimalna stawka godzinowa na Wyspie wynosiła 7 euro brutto, co w przeliczeniu na pełen etat dawało ok. 1074 euro brutto, zaś średnia pensja wynosiła ok. 3000 euro brutto. Dziś średnia pensja w Polsce to 9266,48 zł brutto, a minimalna płaca wynosi 4800 zł brutto. W Irlandii średnia pensja wzrosła już do ok. 4400-4500 euro brutto miesięcznie, zaś minimalne wynagrodzenie godzinowe to obecnie 14,15 euro brutto, co w przeliczeniu na pełen etat daje ok. 2400 euro.
Co ciekawe, kurs euro w 2004 roku był podobny do obecnego - w połowie roku za jedno euro płacono ok. 4,5-4,6 zł, zaś na koniec roku kurs EURPLN spadł do ok. 4,05. Niemniej jak mówił Ignacy Morawski: w perspektywie ostatnich 20 lat złoty jest wyjątkowo stabilny do euro.
Unijny budżet kością niezgody
Irlandia dołączyła do Unii Europejskiej 1 stycznia 1973 roku. 1 lipca 2026 roku już po raz 8. irlandzkie władze przejęły prezydencję w UE. Od samego początku było wiadome, że to nie będzie łatwe półrocze:
Nowy wieloletni budżet UE będzie największym wyzwaniem irlandzkiej prezydencji – przyznał 1 lipca 2026 r. w Dublinie premier Irlandii Micheal Martin. Mówił wówczas, że jego kraj zrobi wszystko, żeby do końca tego roku osiągnąć porozumienie państw członkowskich w sprawie nowego budżetu.
Negocjacje unijnego budżetu idą jak po grudzie. Jak mówią źródła zbliżone do irlandzkiej prezydencji w UE, celem jest osiągnięcie porozumienia tak, by wszyscy byli jak najmniej niezadowoleni. Bo wszyscy zadowoleni i tak nigdy nie będą... Niemcy, będący największym płatnikiem netto chcą cięć w budżecie.
Porozumienia nie udało się osiągnąć na ostatnim szczycie przywódców UE, a Polska była na czele państw blokujących oszczedności. Irlandzkie władze nadal jednak mają nadzieję dopiąć negocjacje jeszcze w tym roku.
Programy związane z bezpieczeństwem stały się największą ofiarą cięć w kompromisowym projekcie budżetu, jaki przygotowała sprawująca prezydencję Irlandia. Zgodnie z nim kolejna „siedmiolatka" ma się zmniejszyć o 8 proc. w stosunku do pierwotnej propozycji Komisji Europejskiej. Dublin w ten sposób chciał odpowiedzieć na żądania cięć części stolic, ale ocalił przy tym koperty narodowe, w których znajdują się środki na regiony i rolnictwo. Irlandzka prezydencja podtrzymała też pomysł przekierowania do unijnej kasy przychodów z ETS.
Niskie podatki magnesem dla biznesu
Budżet Irlandii w dużym stopniu opiera się o wpływy z podatku CIT od zagranicznych koncernów, taki też był cel niskiego opodatkowania przedsiębiorstw.
Stawka podatku CIT wynosi w Irlandii 12,5 proc. i pozostaje niższa niż standardowe stawki obowiązujące w wielu państwach UE – podkreślił w rozmowie z polską misją dziennikarską Barry Colfer, dyrektor ds. badań w irlandzkim think tanku IIEA.
Nie dziwi więc fakt, że propozycja podatku cyfrowego na poziomie europejskim nie znalazła się wśród tematów negocjacji irlandzkiej prezydencji. Jednak nie chodzi po prostu o to, że Irlandia nie chce „oddać” części swoich wpływów podatkowych. Irlandia jest trochę zakładnikiem soft power. Jak mówi się w kuluarach, istnieją naciski USA na Dublin, by blokować te rozwiązania. Irlandia jako neutralny kraj, nie będący członkiem NATO w kwestiach bezpieczeństwa przez lata stawiał na USA. To w pewnym stopniu tłumaczy takie, a nie inne podejście do amerykańskich interesów. Z drugiej strony, część ekspertów odrzuca zarzuty o zbyt duże wpływy zewnętrznych sił w irlandzkim rządzie:
Nie uważam, by big tech miał tu szczególny wpływ wyróżniający go na tle innych – ocenił Barry Colfer.
Irlandzkie przebudzenie?
Irlandzkie przepisy ograniczały do tej pory możliwość wysyłania żołnierzy na misje zagraniczne. Udział w operacjach liczących ponad 12 wojskowych podlegał mechanizmowi tzw. potrójnej blokady (Triple Lock). W środę za zniesieniem wymogu zgody ONZ przed wysłaniem wojskowych sił pokojowych za granicę opowiedział się irlandzki parlament (Dali), zatwierdzając kontrowersyjne przepisy stosunkiem głosów 79 do 71. Opozycyjni posłowie ostrzegli, że posunięcie to zagraża długoletniej neutralności wojskowej Irlandii.
Neutralność nie znaczy bezbronność, musimy skończyć z dotychczasowym rozumieniem neutralności - przekazał nam jeden z dyplomatów, jeszcze przed przegłosowaniem nowych przepisów.
Irlandia nie jest członkiem NATO, ale jej niewielkie siły obronne, liczące nieco ponad 8000 żołnierzy, tradycyjnie biorą udział w międzynarodowych operacjach pokojowych.
„Rada Bezpieczeństwa ONZ nie funkcjonuje już, jest sparaliżowana” – powiedział w środę premier Micheal Martin w parlamencie. Martin powiedział, że celem tej zmiany jest zachowanie tradycji pokojowych Irlandii, a nie podważanie jej neutralności. „Jesteśmy bardzo dobrzy w utrzymywaniu pokoju, szczególnie dobrzy w tym... to wszystko, co chcemy kontynuować” – powiedział.
Mimo trwającego wzrostu wydatków, Irlandia historycznie i strukturalnie przeznacza na obronność najmniejszy odsetek PKB spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej (około 0,2%). Koszty osobowe pochłaniają 58% budżetu, pozostawiając ograniczone możliwości na sprzęt i modernizację.



























































