Już dzisiaj Fed podejmie decyzję dotyczącą poziomu stóp procentowych. Wybór podjęty przez Rezerwę Federalną może przełożyć się także na sytuację polskich spółek.


Niektórzy nazywają ją najważniejszą decyzją 2015 roku. Zdecydowana większość analityków zakłada, że wieczorem Fed zerwie z polityką zerowych stóp procentowych i po raz pierwszy od niemal dziesięciu lat podniesie ich poziom. Będzie to oznaczało długo wyczekiwany przełom w polityce monetarnej USA. Równie ważne mogą być wnioski, jakie będą płynęły z konferencji i tzw. „Fedokropek", które będą stanowiły podstawę wyznaczania oczekiwań dotyczących kolejnych decyzji.
Cały ten pakiet związany z posiedzeniem Komitetu Otwartego Rynku będzie najprawdopodobniej kluczowym czynnikiem, który w najbliższym czasie będzie wpływał na wycenę dolara. Wahania wartości amerykańskiej waluty mogą odczuć nie tylko Amerykanie i tamtejsze firmy, lecz także polskie spółki. Z tego też powodu posiadacze akcji niektórych rodzimych podmiotów powinni z uwagą śledzić wieczorne wydarzenia. O które spółki może chodzić?
Przeczytaj także
Importerzy, np. spółki odzieżowe
Zmiany na parze USD/PLN wpływają na sytuację firm importujących do Polski towary, za które muszą zapłacić w dolarach. Droższy dolar oznacza wyższe koszty i niższe marże, słabszy dolar z kolei na odwrót, wspiera ich biznesy. Dobrym przykładem tego typu importerów są spółki odzieżowe. Wiele z nich produkuje swoje kolekcje w Chinach, bądź innych państwach regionu Azji Południowo-Wschodniej, płacąc tamtejszym producentom w dolarach. Następnie sprowadza towary do Polski, gdzie konsument płaci za nie w złotówkach. Stąd wzrost kursu USD/PLN jest dla nich jednym z największych ryzyk.
Przeczytaj także
Za gołębie rozstrzygnięcia trzymać kciuki powinni więc akcjonariusze spółek typu Bytom, Solar, czy Monnari. Kurs dolara ważny jest także dla branżowych gigantów – LPP i CCC. Wprawdzie ta druga spółka posiada wielką fabrykę butów Lasockiego w Polkowicach, jednak niżej pozycjonowane marki sprowadzane są wciąż z Azji.
Eksporterzy, np. Ursus
Odwrotny model mają eksporterzy. Wytwarzają oni swoje produkty na miejscu, pokrywając większość wydatków w złotym, by następnie sprzedać swój towar poza Polską za obcą walutę. Nas interesują przypadki spółek, które zagraniczne kontrakty mają podpisane w dolarach. Dla nich mocniejszy ”zielony” oznacza wyższe przychody, przy niemal niezmiennych kosztach. Osłabienie amerykańskiej waluty skutkuje z kolei niższą zyskownością eksportu.
Przeczytaj także
Dobrym przykładem eksportera sprzedającego za dolary jest Ursus. Znacząca część przychodów tego producenta ciągników pochodzi z afrykańskich kontraktów, za których realizację Ursus otrzymuje właśnie dolary. W związku z tym jastrzębie podejście Fedu może pozytywnie przełożyć się na wyniki finansowego tej spółki.
Spółki surowcowe, np. KGHM
Ekspozycję na wahania dolara mają także spółki surowcowe np. KGHM. Cena miedzi na światowych rynkach wyrażana jest w dolarach. Kombinatowi, który koszty ponosi przede wszystkim w Polsce, Chile i Kanadzie, zależeć powinno na słabej postawie złotego, peso i dolara kanadyjskiego. Umacniający się względem tych walut dolar amerykański może bowiem rekompensować spadek rynkowej wyceny surowca. Miedź tańsza o 20 proc. w dolarze amerykańskim, w polskim złotym tańsza jest o nieco mniejszy procent. W skrajnej sytuacji jej cena w PLN może nawet rosnąć, mimo bessy na światowym rynku.
Przeczytaj także
Warto także pamiętać, że niektórzy konkurenci KGHM-u znaczącą część kosztów ponoszą w „zielonych”. Umacnianie się amerykańskiej waluty oznaczałoby więc lepszą pozycję konkurencyjną KGHM-u. Spółka na tym poziomie przy mocniejszym dolarze korzysta więc na dwa sposoby.
Dłużnicy, np. Baltona
Firma może zwiększyć ekspozycję na wahania kursów walutowych nie tylko poprzez działalność zagraniczną, ale także poprzez zadłużenie. Jeżeli jest ono denominowane w innej walucie, niż spółka osiąga przychody, to aprecjacja tej waluty zwiększa koszty dla takiej firmy. Przykładowo, gdy firma pożyczyła 1000 USD przy kursie USD/PLN na poziomie 3, to do jej kasy wpłynęło 3000 PLN. Gdy jednak przyjdzie czas spłaty, a kurs USD/PLN wzrośnie do 4, spłacić – nawet bez odsetek – będzie musiała 4000 PLN. W przypadku deprecjacji sytuacja będzie odwrotna.
Wbrew pozorom, na zadłużanie się w obcych walutach stać nie tylko największe spółki z GPW. Dobrym przykładem mniejszego podmiotu, który poprzez zadłużenie posiada ekspozycję na notowania dolara jest Baltona, o czym na łamach Bankier.pl dyskutowaliśmy z Piotrem Kazimierskim, członkiem jej zarządu, w lipcu 2015 roku.
Bezpieczeństwo przede wszystkim
Oczywiście spółek, na które kurs dolara ma wpływ, jest o wiele więcej. Te powyżej to jedynie przykłady pokazujące działanie pewnych mechanizmów. Warto również pamiętać, że nie każdy importer czy eksporter posiada podobną ekspozycję na wahania kursów – decyduje wiele czynników, w tym m.in. poziom zabezpieczeń.
Działania zabezpieczające osłabiają negatywny wpływ ruchów kursowych na wyniki spółek. Działa to jednak też w drugą stronę - zabezpieczenia zabierają także możliwość korzystania z pomyślnego obrotu spraw na rynku walutowym. Działalność spółki jest wtedy po prostu bezpieczniejsza, choć nieumiejętne użycie instrumentów pochodnych może prowadzić do upadłości firmy, co udowodnił problem opcji walutowych, który pojawił się wraz z mocną deprecjacją złotego na początku kryzysu.
Dodatkowo, wbrew pozorom, rynki nie są jeszcze rozwinięte na tyle, aby zabezpieczyć się przed każdym możliwym ryzykiem wynikającym z wahań kursów. Czasami powodem jest brak instrumentów, czasami po prostu horrendalne koszty.


























































